Co za miła odmiana. Wreszcie to nie my byliśmy frajerami

Wojciech Górski

02 października 2026, 22:45 • 5 min czytania 34

Reklama
Co za miła odmiana. Wreszcie to nie my byliśmy frajerami

Niezłe wejście w mecz, potem błąd, gol dla rywali i wszystko zaczyna się sypać. Znamy ten scenariusz? Znamy, w minionych latach przerabialiśmy go nazbyt często. Na całe szczęście dziś przerobili go Rumuni. Polacy wykorzystali to bez litości i zaskakująco łatwo ograli rywala 6:0. Robert Lewandowski skończył mecz z hat-trickiem, zebrał zasłużone brawa, ale z daleko idącymi zachwytami nad grą kadry lepiej się jednak wstrzymać. Choć jasne, miło być wreszcie tym, który leje frajera, a nie na niego wychodzi.

Reklama

Była 22. minuta meczu, gdy Sebastian Szymański posłał fantastyczne krosowe podanie przez pół boiska do Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji Polski wpadł w pole karne, przewrócił się po kontakcie z rywalem, a sędzia wskazał na jedenasty metr. Za chwilę wyrzucił Radu Dragusina z boiska.

Czy była to ewidentna czerwona kartka? No nie, raczej z gatunku tych miękkich.

Czy był to w ogóle ewidentny faul w polu karnym? Faul był, bo kontakt był wyraźny, ale trudno nie odnotować, że Lewandowski, nawet jeśli popychany, to dodał od siebie dużo.

Czy Lewandowski pewnie wykorzystał jedenastkę? Znów nie, bo gdyby Otto Hindrich rzucił się w swoją lewą stronę, to pewnie złapałby strzał polskiego kapitana w zęby.

Reklama

Ale wreszcie to nam dopisało szczęście. Szwajcarski sędzia Urs Schnyder wskazał na jedenasty metr, wyciągnął czerwoną kartkę, a jego decyzji nie zmienił siedzący na VAR-ze Fedayi San. Otto Hindrich rzucił się w prawo, a Lewandowski (co stało się z jego techniką wykonywania karnych?!) strzelił niezbyt pewnie, ale skutecznie w drugi narożnik.

Piłka wpadła do bramki, prowadziliśmy 1:0, a czerwona kartka dla Dragusina ustawiła dalszy przebieg spotkania.

Reklama

Polska – Rumunia. Złe miłego początki

Bo wcześniej? Brr… Niespełna minutę przed faulem na Lewandowskim ratować musiał nas Marcin Bułka, gdy Daniel Birligea groźnie strzelał z pola karnego. Kilka chwil przed nim dobrą sytuację miał też Tudor Baluta.

Po 20 minutach w statystyce strzałów przegrywaliśmy 1:4 i to Rumuni byli konkretniejsi i zdecydowanie bliżsi zdobycia bramki.

Na szczęście, tym razem to oni kompletnie położyli swoje spotkanie. Gdy Dragusin wyleciał z boiska, stopniowo sypała się cała rumuńska układanka.

Jeszcze przed przerwą podwyższyć mógł najpierw Przemysław Frankowski (ładny strzał z dystansu zatrzymał się na obramowaniu bramki), później powinno być 2:0, gdy Karol Świderski wykładał piłkę Lewandowskiemu do pustej bramki. Zagrał jednak za plecy, a choć piłka i tak trafiła do Nicoli Zalewski, to skrzydłowy Atalanty posłał piłkę w górne sektory trybun Narodowego.

Reklama

Rumuni tak się posypali, że sami strzelali sobie gole

Na szczęście Zalewski zrehabilitował się tuż po przerwie i to w najlepszy możliwy sposób. Przy linii bocznej zabrał na karuzelę rumuńskiego obrońcę i kilka sekund później wykładał piłkę Lewandowskiemu do pustej bramki. Tę akcję naprawdę trzeba docenić – znów oglądaliśmy w  niej najlepszą reprezentacyjną wersję Zalewskiego. Zresztą cieszynka po golu była więcej niż wymowna.

Po golu na 2:0 Rumuni posypali się kompletnie. I dwa następne gole strzelili sobie sami.

Reklama

Najpierw – dosłownie, do własnej bramki trafił bowiem Virgil Ghita, gdy Frankowski włączył się do ofensywnej akcji i dostał dobre podanie w szesnastkę od Zalewskiego. Próbował dogrywać wzdłuż bramki, piłka odbiła się rykoszetem i wpadła do bramki obok Hindricha.

Później przepiękną asystę przy golu Piotra Zielińskiego zanotował… Razvan Marin. Zagrał głową za plecy swoich obrońców w taki sposób, że pomocnik Interu musiał tylko dostawić nogę, by przelobować Hindricha i trafić na 4:0. Inna sprawa, że z przebiegu gry ten gol Zielińskiemu się po prostu należał.

Robert Lewandowski

Lewandowski z hat-trickiem i owacją na stojąco

W 66. minucie po rzucie rożnym na 5:0 podwyższył Jan Bednarek i właściwie można było gasić światło. Jan Urban mógł zaś dać szansę tym, którzy musieli swoje odczekać. Najpierw na boisku pojawił się Norbert Wojtuszek, później zadebiutował Marcel Reguła, a kilkanaście minut dostał też wracający po kontuzji Oskar Pietuszewski.

Reklama

To jednak nie żaden z nich, a Lewandowski został znów bohaterem PGE Narodowego. Cztery minuty przed końcem skompletował hat-tricka, potwierdzając, że Rumunia jest jego ulubionym reprezentacyjnym przeciwnikiem. I potwierdzając też, że wciąż, gdy ma swój dzień, jest napastnikiem wielkiej klasy. Ten gol był już typowym trafieniem prawdziwego snajpera, gdy z zimną krwią wyczekał aż znajdzie się w odpowiedniej pozycji do strzału, a potem mocnym uderzeniem pokonał Hindricha.

Tym samym Lewandowski zdobył już 92. bramkę w biało-czerwonych barwach i wciąż może marzyć o dobiciu do magicznej granicy setki reprezentacyjnych goli. Będzie o to trudno, ale jeśli w eliminacjach trafi się rywal pokroju San Marino (albo dzisiejszej Rumunii) – to kto wie. To cały czas napastnik, który, gdy ma swój dzień, gdy „złapie” rywala, może kończyć spotkanie z dubletem lub hat-trickiem. Choć, oczywiście, coraz częściej będą zdarzały mu się też puste przeloty.

Reklama

Z drugiej strony, pewnie po meczu będą wracać też pytania o żółtą kartkę, która eliminuje Lewandowskiego z wyjazdu do Bośni i Hercegowiny. Akurat wtedy, gdy Chicago Fire gra zaległe spotkanie z Vancouver Whitecaps…

Ale dziś nie ma co zatruwać sobie głowy takimi rozważaniami. Lepiej wreszcie skorzystać z tych rzadkich chwil, gdy reprezentacja Polski gromi rywala i pakuje mu gola za golem.

Reklama

Dziś to my złapaliśmy frajera i zlaliśmy go na kwaśne jabłko. To rzadka, ale jakże miła odmiana.

Polska – Rumunia 6:0 (1:0)

  • 1:0 – Lewandowski 24′ (z karnego),
  • 2:0 – Lewandowski 47′
  • 3:0 – Ghita 49′ (samobójczy),
  • 4:0 – Zieliński 62′
  • 5:0 – Bednarek 66′
  • 6:0 – Lewandowski 86′
34 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Lewandowski jak za dawnych lat, Świderski jak trzecioligowiec. Noty Polaków po Rumunii

Patryk Idasiak
10
Lewandowski jak za dawnych lat, Świderski jak trzecioligowiec. Noty Polaków po Rumunii

Piłka nożna

Reklama
Piłka nożna

Lewandowski jak za dawnych lat, Świderski jak trzecioligowiec. Noty Polaków po Rumunii

Patryk Idasiak
10
Lewandowski jak za dawnych lat, Świderski jak trzecioligowiec. Noty Polaków po Rumunii