Cudowny Olise nie pomógł. Zidane z nieudanym domowym debiutem

Kacper Korpak

02 października 2026, 23:17 • 6 min czytania 0

Reklama
Cudowny Olise nie pomógł. Zidane z nieudanym domowym debiutem

Zinedine Zidane po dwóch wyjazdowych meczach, w końcu mógł zaprezentować się przed własną publicznością. Domowy debiut legendy spowodował, że Stade de France wypełnił się po brzegi. Fani Trójkolorowych mimo fantastycznego gola Michaela Olise nie wychodzą jednak ze stadionu z uśmiechem na ustach. Włosi sprawili niespodziankę i zabrali punkty ekipie Zidane’a, a gdyby Moise Kean nie zmarnował stuprocentowej okazji, moglibyśmy mówić o prawdziwej sensacji.

Reklama

Przed meczem mówiono tylko o nim

Starcie Francji z Włochami było pierwszym meczem Zinedine’a Zidane’a w roli selekcjonera reprezentacji przed własną publicznością. Przed meczem głównym tematem był w zasadzie tylko on. Tematy szczelnej defensywy Trójkolorowych, czy też fantastycznej postawy Włochów w starciu z Turkami, schodziły na dalszy plan. Na konferencji przedmeczowej „Zizou” musiał odpowiadać na pytania odnośnie finału mundialu w 2006 roku. Mimo fantastycznej kariery, jednym z najpopularniejszych momentów z udziałem Francuza wciąż pozostaje słynne uderzenie wprost w Marco Materazziego.

Sam Zidane nie ukrywa, że nie jest dumny z tej sytuacji, ale wyrzutów sumienia nie ma. Panowie oczywiście nie chodzą ze sobą co tydzień na kawę. W zasadzie to od momentu słynnego starcia, nie mieli ze sobą kontaktu. No cóż, widocznie jeden TAKI kontakt wystarcza na całe życie.

Reklama

– Nie rozmawiałem z nim od tamtego dnia. Nie jestem dumny z tego, co zrobiłem, zawsze to mówiłem, ale jednocześnie nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Na szczęście to nie wszystko, co osiągnąłem w swojej karierze. Nie można mieć kariery składającej się tylko z wielkich momentów.

Pierwszy domowy mecz selekcjonera Zidane’a zgromadził tłumy francuskich kibiców. Bilety na starcie z Włochami schodziły jak świeże bułeczki, a ostatecznie Stade de France został całkowicie zapełniony. 80 tysięcy ludzi zasiadło więc, aby kibicować Trójkolorowym. Mimo fantastycznej bramki Olise, po meczu na francuskich twarzach nie gościł jednak uśmiech.

Reklama

Moise Kean z pudłem kariery

Pierwsza połowa nie należała do największych dzieł piłki nożnej. Francja w ostatnich spotkaniach przyzwyczaiła do skromnej postawy w ofensywie, ale jednak oddać zaledwie jeden celny strzał w pierwszej połowie, przy takiej jakości piłkarzy, to po prostu grzech. Z drugiej strony, Włosi również tylko raz potrafili oddać uderzenie w czworokąt broniony przez Mike’a Maignana. Jeśli w przypadku Trójkolorowych użyłem stwierdzenia grzech, to „wyczyn” Moise Keana trzeba nazwać grzechem ciężkim. W sytuacji, w jakiej znalazł się napastnik Como, nie można było nie trafić. Jak się jednak okazuje, niemożliwe nie istnieje, a były gracz Fiorentiny zamiast cieszyć się z gola, będzie podziwiał jutro nagłówki w prasie z sobą w roli głównej.

Fatalny strzał Keana był w zasadzie jedyną groźną sytuacją w pierwszej odsłonie. Można jeszcze podciągnąć zamieszanie w polu karnym Maignana, ale strzał Frattesiego został skutecznie zablokowany przez francuską defensywę. Co robili więc w pierwszych minutach podopieczni Zidane’a? Głównie skupili się na posiadaniu piłki. Jednak za przewagę w tym aspekcie nie nagradzają jeszcze punktami, a „poklepać” z kolegami to można sobie podczas „dziadka” na rozgrzewce.

Reklama

Olise z kolejnym dniem w pracy.

Drugą połowę Francuzi rozpoczęli z nieco innym nastawieniem. Do kontroli meczu dodano akcje ofensywne, które napędzał głównie Michael Olise. Piłkarz Bayernu jest absolutnie fenomenalny i z przyjemnością patrzy się, gdy futbolówka znajduje się przy jego lewej nodze. Pierwsze zagrożenie pod włoską bramką nie przyniósł jednak atak byłego gracza Crystal Palace. W 48. minucie Desire Doue przypomniał wszystkim kibicom, że znajduje się na murawie. Wspaniały drybling i strzał, z którym dość duże problemy miał Donnarumma. Golkiper odbił piłkę wprost pod nogi rywala, niczym Artur Rudko w pamiętnym meczu Lecha z Karabachem. Dembele okazał się jednak nieco bardziej koleżeński niż azerscy napastnicy i strzałem wprost w bramkarza Manchesteru City, podniósł mu tylko ocenę meczową.

Największy błąd Azzurri popełnili w 55. minucie spotkania. Wtedy to tuż przed polem karnym sfaulowany został Rayan Cherki. Fagioli otrzymał za to zagranie żółtą kartkę, ale prawdziwa kara nadeszła dopiero po kilkunastu sekundach. Do piłki podszedł poszkodowany. Jednak skrzydłowy City nie oddawawał strzału, lecz tylko lekko wysunął piłkę do Michaela Olise. Piłkarz Bayernu zrobił po prostu swoje. Uderzył, a piłka została skierowana wprost w okno włoskiej bramki. No cóż, po prostu, kolejny dzień w pracy gracza Bayernu.

Reklama

Włosi nie mają się czego wstydzić. Da Cunha już jak najbardziej

Cudowne uderzenie Francuza nie podłamało jednak Włochów, którzy wcale nie mieli się czego wstydzić. Na tle bardzo silnych rywali zaprezentowali się bardzo przyzwoicie i momentami wyglądali lepiej niż ekipa Trójkolorowych. Co prawda, patrząc na formę strzelecką Moise Keana, sami raczej gola by nie wcisnęli. Jednak od czegoś są koledzy. Ziomkiem klubowym włoskiego napastnika jest Lucas Da Cunha. Zawodnik Como dostał niewygodną piłkę od Rabiota i nie zdołał jej opanować. Futbolówkę przejęli więc Azzurri i dzięki trafieniu Alessandro Bastoniego wyrównali stan rywalizacji. Na pytanie co przy polu karnym Francuzów robił stoper Interu odpowiem krótko – nie wiem. Wiadome było jednak, że dzięki niemu na tablicy wyników widniał rezultat 1:1.

Po golu Bastoniego, do odrabiania strat ruszyła ekipa Zidana. Rabiot tym razem znalazł się po drugiej stronie boiska i oddał groźny strzał, ale takie piłki nie stwarzają większego zagrożenia dla Donnarummy. Napór Francuzów co chwilę starali się przerywać Włosi. Ich wypady przyniosły korzyść, ale nie w postaci bramki. Dayot Upamecano miał tego dnia spory problem z upilnowaniem włoskich napastników i musiał często ratować się przewinieniami. To w 85. minucie skutkowało drugą żółtą kartką i zapewnia stoperowi Bayernu dodatkowe dni wolnego. Łącznie Francuz uzbierał juz 3 żółte kartki i w następnym meczu ekipy Zidana nie może być brany w kontekście ustalania kadry.

Więcej fajerwerków nie otrzymaliśmy. Kibice na Stade de France byli łaskawi dla swoich ulubieńców podczas spotkania, ale po meczu Trójkolorowi usłyszeli solidną porcję gwizdów. Remis z Włochami to zdecydowanie nie był udany domowy debiut dla Zinedine’a Zidane’a.

Reklama

To jeszcze nie koniec

Mimo, że Dayot Upamecano dzięki żółtym kartkom zakończył swoje zmagania w tej reprezentacyjnej przerwie, to starcia w Lidze Narodów wciąż trwają. Francuzów czeka jeszcze mecz z Belgami. Włosi natomiast ponownie będą mieli okazję „zlać” Turków. Na to starcie raduje się dusza każdego Włocha, z wyjątkiem Vincenzo Montelli, który pracuje obecnie z Ardą Gulerem i spółką.

Francja – Włochy 1:1

  • Olise 55′
  • Bastoni 68′

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Lewandowski jak za dawnych lat, Świderski jak trzecioligowiec. Noty Polaków po Rumunii

Patryk Idasiak
10
Lewandowski jak za dawnych lat, Świderski jak trzecioligowiec. Noty Polaków po Rumunii

Liga Narodów

Reklama