Jeśli Lewandowski komuś pomagał, to częściej rywalom [ANALIZA]

Jakub Radomski

25 września 2026, 22:46 • 5 min czytania 10

Reklama
Jeśli Lewandowski komuś pomagał, to częściej rywalom [ANALIZA]

Gdy w przedmeczowym studiu TVP zapytano Janusza Michallika, śledzącego amerykańską Major League Soccer, jakiego Roberta Lewandowskiego spodziewa się przeciwko Bośniakom, ten szukał optymizmu. – Na Narodowym będzie grał obok trochę lepszych kolegów – stwierdził. Nie ukrywał jednak, że kapitan kadry w ostatnich spotkaniach Chicago Fire wyglądał źle. W meczu z Bośnią… nie było lepiej. Lewandowski błysnął raz, gdy jego zachowanie mogło doprowadzić do gola, ale poza tym albo próbował, ale nie dawał wiele drużynie, albo miał banalne i  nieodpowiedzialne straty. Momentami wyglądał wręcz jak ktoś niepasujący do drużyny. 

Reklama

Od momentu trafienia do Chicago Fire Lewandowski rozegrał dla amerykańskiego klubu 15 spotkań o stawkę. Zdobył w nich siedem bramek, zaliczył dwie asysty. Niby nie wygląda to źle, nawet jako tako, ale w ostatnim czasie i Robert, i cały jego zespół, prezentują się gorzej. Po remisie 1:1 z Interem Miami Leo Messiego (efektowna bramka „Lewego”) Chicago najpierw uległo 1:2 New England Revolution, a później było już znacznie gorzej – 0:3 z Nashville SC. 

Robert Lewandowski zaliczył w pierwszej połowie trzy banalne straty. Aż ciężko uwierzyć, że to był właśnie on

W pierwszych 45 minutach widzieliśmy dwa oblicza Lewandowskiego. Pierwsze było bardzo złe – rany, przecież te jego trzy straty to tak, jakby oglądać Saida Hamulicia w jego najgorszych spotkaniach. Najpierw ma proste zagranie, na kilka metrów, do Jakuba Kiwiora. Podaje na aut. Później Polacy rozgrywają piłkę całkiem szybko jak na realia tego spotkania. Ta trafia do Roberta, ale „Lewy” psuje akcję. No i trzecia sytuacja – Lewandowski jest na własnej połowie i jego niecelne podanie mogło doprowadzić do niebezpieczeństwa pod naszą bramką. Aż ciężko uwierzyć, że tak zachowywał się gość z dziewiątką na plecach, naprawdę.

Nie można jednak Robertowi odmówić, że się starał. Pokazywał się, schodził głębiej, kilka razy utrzymał się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. A to zagrał w tył, do Kacpra Potulskiego, co zwolniło akcję, a to ruszył lewą stroną boiska i przebiegł kilkanaście metrów, ale brakowało mu wsparcia. Kiedy miał piłkę w polu karnym, zagrał do Michała Skórasia, ale nie oddaliśmy groźnego strzału. Najbardziej pomógł w 43. minucie, kiedy nasz kapitan wywalczył piłkę w szesnastce, ta trafiła do Sebastiana Szymańskiego, który oddał pierwszy celny strzał w całym meczu (!), ale uderzył źle. To mógł, może nawet powinien być gol.

Liczby Lewandowskiego w pierwszej połowie (za Sofascore): miał 21 kontaktów z piłką i zanotował siedem strat (czyli co trzeci kontakt). Nie miał żadnej próby dryblingu. Najdłuższe progresywnie przeniesienie piłki to 17,1 m (wspominana akcja po lewej stronie, która w praktyce niewiele nam dała). Do tego 12 celnych podań na 18 łącznie, ale tylko dwa celne (na pięć) na własnej połowie. Czyli, gdy Robert cofał się głęboko po piłkę i ją dostawał, niekoniecznie pomagał.

Reklama

Robert Lewandowski w meczu z Bośnią i Hercegowiną

Robert Lewandowski w meczu z Bośnią i Hercegowiną

Nie oczekiwaliśmy od Roberta Lewandowskiego cudów. Ale jednak liczyliśmy na więcej

Mówiąc bardzo łagodnie, to liczby bez szału.

W drugiej połowie „Lewy” najpierw został sfaulowany, po raz drugi w meczu. Później, w 50. minucie, zanotował czwartą już banalną stratę, tym razem przy polu karnym Bośniaków. Po chwili znów dostał piłkę, próbował ją przyjąć, ale wyglądało to bardzo źle. Do tego stopnia, że komentujący spotkanie Mateusz Borek użył eufemizmu, stwierdzając: „Robert nie jest w najlepszej formie w swojej karierze”. Gdy Polacy uderzyli celnie na bramkę i strzał zza pola karnego dobijał Nicola Zalewski, Lewandowski nie przeciął piłki, ale w tym przypadku trudno go o to winić. Podobnie jak o to, że niedługo później nie dał rady lepiej przyjąć piłki.

Reklama

Kiedy Zalewski dostał kapitalne, crossowe podanie i ruszył z groźną akcją, „Lewy” próbował pokazać mu się do podania, ale zawodnik Atalanty zdecydował się na strzał i chyba słusznie – nie było dobrej opcji zagrania do kapitana. Lewandowskiemu nie można było odmówić ambicji, wywalczył rzut wolny, ale brakowało w jego wykonaniu akcji i zagrań, które dałyby więcej i napędzały zespół. Do których w jego wykonaniu jesteśmy przyzwyczajeni. Choć w 65. minucie dobrze podał na lewą stronę do Szymańskiego i mądrze wbiegł w pole karne. Tym razem zawiódł kolega.

W 72. minucie na boisku pojawił się Karol Świderski i od razu napędził akcję Polaków. Po chwili debiutant Wiktor Nowak rozegrał piłkę z Lewandowskim. Mieliśmy wrażenie, że „Lewy” z lepszych czasów popędziłby dynamicznie na bramkę i pewnie oddał groźny strzał, ale to już nie te lata. Kapitan zorientował się, że sam nie zrobi nic spektakularnego i oddał piłkę pomocnikowi.

Przed końcem spotkania Lewandowski zdążył jeszcze raz pogubić się w rozegraniu. Piąta bardzo łatwa strata. Za dużo… A poza tym? Próbował dograć do Świderskiego, niecelnie. Dostał kolejne dobre podanie od Nowaka, przyjął, chciał strzelać, ale wykonał to trochę za wolno. Wdał się w przepychankę. Próbował ruszyć odważnie z piłką, ale z łatwością powstrzymali go obrońcy.

W 87. minucie Lewandowski zszedł z boiska. Zastąpił go Mateusz Żukowski.

Reklama

Na Sofascore „Lewy” dostał najgorszą ocenę z całej drużyny (6,2). Nie dziwi nas to. Nie oddał żadnego strzału, jego celność podań przez cały występ wyniosła 63 procent, miał tylko jeden drybling (ten z końcówki, ale nieudany). I łącznie 38 kontaktów z piłką.

38 ma również lat. Gra w Chicago Fire, co oznacza brak kontaktu z najlepszą, europejską piłką. Wiadomo, jakie są realia w przypadku Lewandowskiego, dlatego nie oczekiwaliśmy niczego wyjątkowego.

Ale mimo wszystko liczyliśmy na więcej.

Fot. Newspix.pl 

Reklama
10 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama