Polscy trenerzy nie krępują się przed szpiegowaniem rywali. Wysyłają swoich ludzi na treningi przeciwników, by obserwowali je z ukrycia albo sfilmowali przy pomocy drona bądź telefonu. Mariusz Misiura nie tylko nie wstydzi się takich praktyk, co wręcz wydaje się być z nich… dumny. Przed ostatnimi meczami dwukrotnie bez cienia zażenowania pochwalił się, jaki to jest spryciula. Takim metodom daleko do fair play, ale czy z drugiej strony można się dziwić szkoleniowcom, skoro PZPN nie nadąża za rzeczywistością?
Kilka tygodni temu pracownicy Śląska Wrocław przyłapali jednego z trenerów Legii Warszawa na podglądaniu treningu. Marek Papszun zbagatelizował całą historię, sprowadzając ją do stwierdzenia, że co nie jest zabronione, jest dozwolone.
Trenerzy szpiegują i podglądają treningi
– Robimy wszystko, co jest dozwolone, żeby rozpoznać przeciwnika. Jeżeli ktoś ma do nas jakieś zastrzeżenia i uważa, że działamy poza prawem, to są odpowiednie komisje, do których trzeba to kierować – odpowiadał trener Legii na konferencji prasowej.
Uznany szkoleniowiec odnosił się do tematu dopiero, gdy wybuchła afera i otrzymał o to pytanie od jednego z dziennikarzy. Analityk z jego sztabu został bowiem przyłapany na gorącym uczynku. Można zakładać, że gdyby tylko trener mógł, zatrzymałby wiedzę o tym niecnym i nie do końca uczciwym procederze tylko dla siebie.
Zupełnie inną postawę prezentuje Mariusz Misiura, który wręcz… chwali się podglądaniem rywali. Zupełnie o to niepytany, zdradził dziennikarzom dwukrotnie kulisy swojego warsztatu.
Najpierw stwierdził przed starciem z Legią Warszawa:
– Wiedzieliśmy od wczoraj, że dzisiaj Legia będzie miała trening w Lublinie i kluczem dla nas było, żeby ten trening zobaczyć.
Mariusz Misiura wczoraj na konferencji: Wiedzieliśmy od wczoraj, że dzisiaj Legia będzie miała trening w Lublinie i kluczem dla nas było, żeby ten trening zobaczyć.
ℹ️ YT Motor Lublin pic.twitter.com/1PGGIPB2TJ
— Polish Merkury (@Merkuury) September 6, 2026
W podobne tony uderzył przed ostatnim meczem z wicemistrzem Polski:
– Mieliśmy okazję oglądać trening Górnika o godzinie 11:00, gdy przygotowywali stałe fragmenty gry. Szacunek dla sztabu Górnika, wszystko było odwzorowane tak, jak u nas wyglądało.
Misiura nie reagował na fakt, że ktoś go przyłapał. Nie otrzymywał też konkretnych pytań o szpiegowanie. On po prostu sam z siebie się do tego… przyznał.
Dlaczego szpiegowanie jest legalne?
Jedną sprawą jest ocena moralna Mariusza Misiury. Tę musi przeprowadzić każdy w zgodzie z samym sobą. Dla jednych będzie to postawa świadcząca o sprycie i nieszablonowym podejściu, dla innych zwykłe oszustwo. Autorowi tekstu bliżej jest do furtki numer dwa. Podobnie zresztą jak najważniejszym osobom w Górniku – trenerowi, jak i właścicielowi – którzy nie byli zachwyceni metodami szkoleniowca Motoru.
– Ja tego nie rozumiem. Zupełnie nie pojmuję, jak można się tym jeszcze chwalić na konferencji prasowej – grzmiał Michal Gasparik. – Ja mam zupełnie inne podejście. Nie mam takiej potrzeby, po prostu skupiamy się na własnym zespole. Wydaje mi się, że tacy trenerzy pokazują w ten sposób trochę słabości i zdecydowanie nie jest to fair play.
W podobne tony uderzał Lukas Podolski, który przypomniał, że za identyczny incydent Southampton zostało w maju 2026 roku wyrzucone przez władze angielskiej ligi z finału barażów o Premier League.
W maju 2026 roku władze angielskiej ligi (EFL) podjęły bezprecedensową decyzję o wyrzuceniu klubu z finału play-offów tuż przed decydującym meczem na Wembley. Powodem kary był skandal z udziałem analityka będącego na stażu w Southampton, który potajemnie nagrywał i szpiegował… https://t.co/lFsg3IYlhG
— Lukas-Podolski.com (@Podolski10) September 23, 2026
Ten tekst nie powstał jednak po to, aby potępiać Mariusza Misiurę, a żeby zwrócić uwagę na inny problem. Nie można dziwić się trenerom, że pomagają sobie w ten sposób, skoro przepisy PZPN w ogóle nie uwzględniają szpiegowania, które stało się w ostatnich miesiącach prawdziwą plagą polskiej piłki. Innymi słowy – według związkowych regulaminów podglądanie rywali jest dla trenerów takim samym narzędziem jak ćwiczenie stałych fragmentów czy analizowanie nagrań meczów.
I nieważne, czy mówimy o podglądaniu przy pomocy drona, staniu za płotem, wchodzeniu na drzewo z lornetką czy przebieranie się za obsługę stadionu, by tylko wyciągnąć jakąkolwiek informację. W przepisach PZPN na temat szpiegowania NIE MA PO PROSTU NIC.
Zgodnie z analizą Piotra Potępy z portalu Wrocławskie Fakty, w Regulaminie Dyscyplinarnym PZPN znajduje się jedynie ogólny zapis o „rażącym naruszeniu norm etyczno-moralnych”, za które grożą kary finansowe bądź licencyjne. Zapis ten nie odnosi się jednak wprost do szpiegostwa. Ewentualna sankcja w tym zakresie jest więc uzależniona od opinii (bądź widzimisię) orzekających.

Trener Ante Simundża. On też nie jest zwolennikiem podglądactwa. Po złapaniu analityka Legii mówił na gorąco: „To nie jest normalne. Ja nigdy tego nie robiłem”.
Trudno stwierdzić, co jest „rażącym naruszeniem norm etyczno-moralnych”. Wygląda jednak na to, że szpiegostwo nie mieści się w tym ogólnym hasełku. W ostatnich miesiącach ujawniono bowiem co najmniej kilka prób podglądania zajęć danej drużyny, mimo to PZPN nie zdecydował się ukaranie bądź nawet potępienie tego typu praktyk.
Trenerzy mogą więc w tym zakresie robić, co chcą. Czy należy zatem dziwić się Papszunowi, że wysyła jednego z analityków do Wrocławia, by nakręcił trening? Czy można dziwić się Misiurze, że ogląda trenującą Legię czy Górnika, a później wręcz ostentacyjnie o tym opowiada, licząc zapewne na poklask?
Oczywiście, że nie. Przepisy PZPN nie nadążają nad rzeczywistością. Szpiegowanie to dziś realny problem polskiej piłki. W innych krajach za podglądanie można zostać wykluczonym z rozgrywek, a w Polsce nie jest ono nawet jakkolwiek uwzględnione w regulaminach. To naprawdę naturalne, że później trenerzy śmieją się kibicom i kolegom po fachu w twarz, opowiadając o zagrywkach, którym daleko do fair play.
PZPN-ie – obudź się. I nie mamy na myśli dobudzenia się po kolejnej zakrapianej imprezie zorganizowanej przy okazji meczu. Czekamy na stosowną reakcję i dostosowanie związkowych przepisów do brudnej rzeczywistości.
Inną sprawą jest to, że jeśli Motor Misiury wygląda tak słabo przy szpiegowaniu, to nie chcemy wiedzieć, jak źle byłoby bez podpatrywania przeciwników… Z całkiem ciekawej drużyny, jaką Lublinianie byli pod trenerem Stolarskim, stają się drugą Wisłą Płock, czyli drużyną nijaką, niemrawą, nudną i bezbarwną. Zupełnie serio – może lepiej byłoby, panie trenerze, skupić się na grze własnego zespołu, zamiast na rywalach?
Jeśli szpiegowanie ma prowadzić pana zespół do takiej gry, nie ma najmniejszego sensu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl