Kamil Jakubczyk latem zamienił Arkę Gdynia na Koronę Kielce, choć był już o krok od Widzewa Łódź. W Ekstraklasie prezentuje się coraz lepiej, ale pytany o powołanie do reprezentacji Polski zachowuje całkowity luz. – Czy to powołanie przyjdzie teraz, za miesiąc czy za rok, to ja i tak wiem, że finalnie znajdę się w tym miejscu. Nie ma dla mnie znaczenia, kiedy się to wydarzy – mówi w rozmowie z Weszło.
Kamil Jakubczyk: Byłem dosyć blisko Widzewa. Potem pojawiła się Korona
Duże jest jeszcze wkurzenie po meczu z Górnikiem, w którym utrzymywaliście przy piłce, a nie potrafiliście oddać nawet celnego strzału?
Myślę, że brakowało nam tego, co w piłce jest najważniejsze, czyli strzelania goli i stwarzania sytuacji. Z posiadania piłki nic nie wynikało. Okej, to może stanowić jeden z elementów prowadzących do dobrej gry i wygrywania, ale z Górnikiem za dużo z tego nie mieliśmy. Na pewno to boli, że nie zaryzykowaliśmy i nie przycisnęliśmy mocniej w pierwszej połowie. Na początku na nas siedli, ale potem od 15. minuty do straty gola w 40. dość mocno odwróciliśmy tę sytuację, a nic z tego nie wynikało.
Czujesz się już w pełni zaaklimatyzowany w Kielcach i Koronie, czy ten proces u ciebie jeszcze trwa?
Jestem już w pełni zaaklimatyzowany, dobrze się tutaj czuję. Klub jest taki, że dużo łatwiej można do niego wejść niż spodziewałem się tego na początku.
Życiowo trochę zmieniłeś. Czytałem twój wywiad z lipca, w którym mówiłeś, że będziesz musiał sobie znaleźć w Kielcach jakieś miejsca na spacery w ciszy, takie jak miałeś nad morzem.
Nie ma co się oszukiwać, to trochę inne miasto niż Gdynia i całe Trójmiasto. Spokojniejsze, ale podoba mi się i właściwie jestem pozytywnie zaskoczony tym, co tutaj spotkałem. Jest gdzie wyjść, gdzie pochodzić, dużo terenów zielonych. W tym momencie to jak najbardziej odpowiednie miejsce dla mnie.
Cofnijmy się do początku podchodów Korony pod ciebie. Zainteresowanie płynęło już zimą, pół roku wcześniej, prawda?
Zgadza się, ale w grę wchodziło kilka czynników. Miałem półtoraroczny kontrakt z Arką, walczyliśmy o utrzymanie, poza tym nie byłem też zbyt chętny do zmiany klubu w okresie zimowym. Wtedy czas wdrożeniowy jest dużo krótszy i wiąże się to z pewnym ryzykiem. I – powiedzmy sobie szczerze – Korona była wtedy trochę innym projektem i klubem niż jest teraz.
Dużo mówiło się o twoim potencjalnym transferze z Arki do Widzewa. Jak wygląda twoja perspektywa na ten temat? Doszło do takiego ostatecznego starcia na linii Kielce-Łódź o podpis Kamila Jakubczyka?
Myślę, że takiego starcia nie było. Nawet z mediów możemy to wyczytać, dużo było przecieków, prowadziliśmy zaawansowane rozmowy z Widzewem. Było dosyć blisko. Na pewno zmiany w pionie sportowym klubu z Łodzi wpłynęły na takie decyzje, a z perspektywy czasu uważam, że dla mnie wyszło tylko dobrze. Potem pojawił się bardzo zaawansowany temat Korony. Finalnie dobrze się tutaj czuję i mamy tu projekt, który będzie tylko rósł.
Podjętej decyzji chyba nie żałujesz tym bardziej, że w Widzewie po perturbacjach na początku sezonu zwolniono już trenera Vukovicia.
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie byłem zainteresowany ofertą Widzewa. To klub z dużą historią, na każdym meczu pojawia się komplet publiczności, dodatkowo można poczuć presję. Chciałem pójść do trochę większego klubu z nałożoną presją i zmierzyć się z takimi rzeczami. Nie jest też tajemnicą, że chciał mnie trener Vuković i rozmawiałem z nim na temat mojego przyjścia. Ale jego już nie ma w klubie. Na każdego jest jakiś plan i na mnie był taki, żebym ostatecznie trafił jednak do Korony, w której czuję się szczęśliwie.

Jakubczyk: Gra z takim zawodnikiem jak Hellebrand to przyjemność
A jak jest z tą presją nałożoną w Koronie? Dyrektor Paweł Golański mówi, że w klubie macie jasno wyznaczony cel, ale nie zdradza go w mediach. To powalczenie o miejsce w europejskich pucharach?
Sądzę, że to na pewno nasz główny cel. To jednak, co jest dobre w Koronie, to podejście w klubie, że drużynę buduje się stopniowo. To jest proces. Nie da się tak, że przyjdzie ośmiu zawodników, nawet dobrych jakościowo, a ten zespół od pierwszego dnia zacznie funkcjonować jak w szwajcarskim zegarku i wygrywać mecz za meczem. Mieliśmy serię siedmiu meczów bez porażki, wyglądaliśmy dobrze jako zespół, teraz nie wyszło nam z Górnikiem, ale nie będziemy z tego powodu dramatyzować.
Widzę po tym zespole, że on będzie z tygodnia na tydzień lepszy. Kluczem jest to, żeby skupiać się z meczu na mecz. Wtedy będziemy wyglądali najlepiej i zdobywali punkty. Na koniec sezonu zobaczymy, co nam to przyniesie. Poza tym pozostaje Puchar Polski i też zobaczymy, jak tam wypadniemy.
Trener Zieliński po meczu z Górnikiem powiedział, że teraz największa robota do wykonania polega na zgraniu tych nowych piłkarzy, bo kilku z nich przyszło pod koniec okienka. Podpisujesz się pod tym stwierdzeniem i potwierdzasz, że to nie jest tylko czcza gadanina, ale Korona za kilka tygodni faktycznie może być w zupełnie innym miejscu?
Przerwa na kadrę powinna na nas wpłynąć pozytywnie. Mamy najświeższe transfery – Ondrej Lingr, Michael Ameyaw, Camilo Mena. Od przyjścia Ondreja mieliśmy Widzew w pucharze, mecz z Wisłą, potem jeden pełny mikrocykl do Śląska i znowu z Górnikiem we wtorek. Więc ci zawodnicy przychodzą, ale nawet nie mieliśmy czasu, żeby razem potrenować. A wiadomo, że automatyzmy czy zachowania szczególnie w defensywie, wzajemne zrozumienie, przychodzą z czasem i minutami spędzonymi na boisku. To dla nas zadanie na najbliższe tygodnie.
A w taktyce Jacka Zielińskiego dobrze się czujesz i potrafisz się w niej też po prostu dobrze bawić na boisku?
Myślę, że tak. Nie ma co ukrywać, że obok siebie w środku pola mam topowego zawodnika w skali tej ligi. Gra z takim zawodnikiem jak Patrik Hellebrand to jest przyjemność. Mam porównanie, jak to wyglądało w mojej drużynie w ubiegłym sezonie, a jak wygląda teraz. Czuć różnicę jakości, jest dużo łatwiej.
Co do taktyki – uważam, że w każdej mniej lub bardziej bym się odnalazł. W Arce, usposobionej dużo bardziej defensywie, też potrafiłem się odnaleźć.
Przed sezonem powiedziałeś też, że Koronie możesz zagwarantować przebojowość i odwagę. To jest to, co widzieliśmy we Wrocławiu przy golu na 1:2?
Tak, ale też wiem po sobie i widzę, że w ostatnich meczach coraz częściej przeprowadzam akcje w swoim stylu. Zdobywam przestrzeń z piłką, odważnie łamię pressing przeciwnika. Na pewno mam w sobie te atuty i chciałbym je pokazywać w meczach jeszcze bardziej.
Jakubczyk: Czy powołanie przyjdzie teraz, za miesiąc czy za rok, to i tak wiem, że się tam znajdę
W piątkowy poranek będą ogłoszone powołania do reprezentacji Polski. Będziesz oglądał transmisję z przyspieszonym biciem serca?
Nie. Podchodzę do tego na spokojnie. Co ma być, to będzie. Na razie skupiam się na tym, że dobrze czuję się w Kielcach i wyglądam na boisku coraz lepiej. Nie da się uciec od tego, co się dzieje w mediach, od tych wszystkich opinii. Ale uważam, że to pozytywne – w końcu po to gram w piłkę, żeby to robić dobrze i żeby się o mnie mówiło. To wszystko może mnie tylko nakręcać. A czy to powołanie przyjdzie teraz, za miesiąc czy za rok, to ja i tak wiem, że finalnie znajdę się w tym miejscu. Nie ma dla mnie znaczenia, kiedy się to wydarzy.
Kontaktował się już z tobą ktoś ze sztabu pierwszej reprezentacji?
Nie. Po meczu z Wisłą rozmawiałem tylko z trenerem Brzęczkiem, bo akurat był na stadionie. W kadrze U21 mamy dobrą drużynę, więc mam nadzieję, że jak nie do pierwszej reprezentacji, to pojadę do młodzieżowej i dostanę swoje minuty, będę się mógł pokazać. To tez jest zawsze wielkie wyróżnienie.
Czyli podchodzisz do tego tak, że bez stawiania żadnej granicy czasowej, ale pierwsza reprezentacja Polski to jest twoje miejsce, które prędzej czy później osiągniesz?
Tak, czas nie robi mi różnicy. Jak miałem 17 czy 18 lat i były spięcia w Pogoni Szczecin w Centralnej Lidze Juniorów, przez co nie grałem tyle, ile powinienem, to i tak wszystkim powtarzałem, że będę grał co najmniej w Ekstraklasie. To się nie zmieniało w zależności od tego czy grałem więcej, czy mniej. Zawsze wierzyłem tak samo. I tu jest identycznie z pierwszą reprezentacją. Wiem, że jeśli będę sumiennie pracował tak jak robię to teraz, a za wszystkim pójdzie najważniejsze, czyli zdrowie, to dostanę się w to miejsce.
Czuć, że bije od ciebie duża pewność siebie. Masz 22 lata, ale chyba starszym piłkarzom nie dasz się za bardzo rozstawiać po kątach.
Nie ma co się oszukiwać – w piłce albo jesz, albo jesteś zjedzony. Tak samo na boisku – albo przeciwnik się ciebie boi, albo ty się go boisz. Spodobało mi się takie porównanie, że boisko jest jak koloseum, a my jak gladiatorzy wychodzimy na walkę. Wiadomo, że trzeba też unikać przemotywowania, bo wtedy się można szybko spalić, ale przeciwnik musi czuć do ciebie respekt. W moim życiu było parę sytuacji, które miały różne genezy…
Jakubczyk: Kiedy masz 16 czy 17 lat to wszyscy by chcieli, żebyś przytakiwał. Ja nie zawsze taki byłem
Na czele stoi chyba ta z golem dla Arki strzelonym w meczu z Pogonią, kiedy wysłałeś całusa do Tomasza Grzegorczyka i sprowokowałeś całą drużynę rywali.
Jestem takim typem zawodnika i człowieka, że jak coś jest czarne, to nigdy nie dam sobie wmówić, że jest białe. A wiemy, jak jest w piłce. Kiedy masz 16 czy 17 lat i grasz w akademii, to wszyscy najchętniej chcieliby, żebyś się nie odzywał i każdemu grzecznie przytakiwał. A ja nie zawsze taki byłem. Pewnie przez to moja droga była trochę cięższa i czasami dostałem za to po głowie, bo w niektórych momentach mniej grałem czy byłem inaczej traktowany, ale finalnie wyszło mi to wyłącznie na dobre. Wiem, że to, że przebiłem się na taki poziom stanowi tylko efekt mojej pracy i umiejętności, a nie, że ktoś darzył mnie sympatią.
Tego całusa Grzegorczykowi wysłałeś za to, że kiedy on był w Arce, to cię pomijał, a ty czułeś, że zasługiwałeś na grę?
Nie powiedziałbym tak, bo drużyna wszystko w tamtym czasie wygrywała. Wszyscy zawodnicy byli w formie i dobrze wyglądali. Tu bardziej chodziło o ludzkie podejście. Ja szanuję każdego zawodnika i trenera, traktuję ich profesjonalnie. Tak samo uważam, że w drugą stronę powinno to funkcjonować identycznie. Wiadomo, że w każdej drużynie są liderzy, zawodnicy młodsi, ale jednak trener powinien każdego darzyć tym samym szacunkiem. Nie powiem, że tego brakowało, ale były różne sytuacje, do których już bym nie chciał wracać.
Wszystko weryfikuje czas. Tak jak moją pracę zweryfikował pozytywnie, tak w przypadku trenera ten czas mija i jakoś nie ma go w miejscach, gdzie niektórym ludziom mogłoby się wydawać, że powinien być.
Jakubczyk o szpilce w Grzegorczyka: Wyszło za bardzo drastycznie
Powiedziałeś też o tym w przeszłości, że cały pomysł powstał na naradzie podczas obiadu i że więcej to ty się naradzać z nikim nie będziesz.
Byliśmy dwa dni przed meczem na obiedzie. Pojawił się temat, że czy gdybym strzelił gola Pogoni, to zrobiłbym cieszynkę. Na początku powiedziałem, że względem klubu nie, bo pochodzę ze Szczecina i Pogoni zawsze będę kibicował, chciał, żeby szło jej jak najlepiej. Ale wtedy jeden z chłopaków zasugerował, że jest tam trener Grzegorczyk. Nie ukrywam, że to był dla mnie temat bardzo osobisty. Zażartowałem, że może coś pokażę, potem padł ten pomysł, a oni, że nie mam na tyle odwagi, żeby to zrobić.
Czyli klasyczne: „Ja tego nie zrobię?!”.
Tak (śmiech). Pojawiło się u mnie takie podejście, że no kurde – nie trzeba mi dwa razy powtarzać, żebym zrobił coś niekonwencjonalnego. Potem ta sytuacja się wydarzyła, a dzisiaj jestem trochę dojrzalszy, starszy i pewnie bym jej nie powtórzył.
A w chwili, w której to robiłeś i wywiązało się całe zamieszanie, miałeś taki przebłysk, że poszło to za daleko, a chciałeś wbić szpilkę subtelnie?
Pomyślałem, że może wyszło to wszystko za bardzo drastycznie. Za bardzo prowokacyjnie. Chciałem puścić lekki pstryczek w nos, a wyszło mocne uderzenie. Moje pierwsze myśli poszły bardziej w tę stronę.

Jakubczyk: Czułem się zmęczony poprzednim sezonem i potrzebowałem zmiany
Porozmawiajmy jeszcze trochę o przyszłości. Masz jakąś preferowaną ligę zagraniczną, o której marzysz?
Sami gramy często i jest pewne przeładowanie piłką, więc nie oglądam aż tak dużo meczów, ale na pewno chciałbym zagrać w ligach TOP5. Każdy kierunek pod mój styl grania ma plusy i minusy. Wiem, że pod ligę niemiecką musiałbym popracować fizycznie, by sprostać intensywności. Poprawić szybkie biegi, sprinty. Pod względem charakterystyki i stylu grania, to mogłaby być dla mnie niezła liga.
Korona to dobre środowisko, żeby przygotować się w nim do wyjazdu zagranicznego i postawić ostatni krok w lidze polskiej?
To był jeden z motywów przy podejmowaniu decyzji, żeby dołączyć do Korony. Sezon w Arce dla mnie był fajny, bo dużo grałem, ale jednak drużynowo szło nam ciężko. Cotygodniowa walka o utrzymanie i styl beniaminka nie sprzyjał ukazaniu moich wszystkich atutów. Chciałem postawić krok stabilny, ale nie od razu na głęboką wodę. Tak, żeby podtrzymać najważniejsze, czyli ciągłość gry. W tym wieku dobrze jest zyskać lepsze środowisko, ale przede wszystkim trzeba grać regularnie. To rozwija najbardziej i dzięki temu staję się lepszym piłkarzem.
Miałeś możliwości, żeby wyjechać za granicę już tego lata, jeśli podjąłbyś taką decyzję?
Jakieś by się pojawiły. Nie były na tyle mocne i konkretne, może trzeba by chwilę poczekać, bo wiadomo, jak jest z rynkami zagranicznymi. Dodatkowo były mistrzostwa świata. Najlepsze kluby często traktują transfery z Polski jako opcje poboczne. A ja nie chciałem marnować czasu na okresie przygotowawczym z Arką i zaczynać sezonu w pierwszej lidze. Czułem się już zmęczony całym poprzednim sezonem i potrzebowałem zmiany miejsca.
Też ważne pytanie – jak byłbym traktowany jako piłkarz, jeśli przeszedłbym gdzieś z Arki, która spadła z ligi? Można gdzieś trafić jako uzupełnienie, dwudziesty drugi zawodnik w kadrze. Ostatnie półrocze w Gdyni, liczba zmian, to wszystko było dla mnie trudne mentalnie. Potrzebowałem rozwoju, ale też stabilizacji, a nie skoku na głęboką wodę i świadomości, że przez pierwsze pół roku mogę nie grać.
Jaki wynik Korony w tym sezonie uznasz za sukces?
Chciałbym, żebyśmy powalczyli o miejsce przy europejskich pucharach. Liczę na TOP6. To punkt wyjściowy i coś, o co chcemy walczyć. Trzeba sobie zdawać jednak sprawę, że klub i drużyna budują się stopniowo, więc nie możemy zakładać, że Korona płynnie z jedenastego czy któregoś miejsca przeskoczy na trzecie lub drugie. To w piłce jest bardzo ciężkie, idzie się raczej stopniowo. Ale TOP8, TOP6 to coś, na co w zupełności stać ten zespół. A jak będziemy dobrze funkcjonować, to może nas być stać nawet i na coś więcej.

Jakubczyk: Dla mnie wyjazd za granicę nie jest celem samym w sobie
Indywidualnie też stawiasz sobie jakieś cele liczbowe, czy po prostu chcesz się rozwijać i dobrze czuć na boisku?
Pozycja, na której występuję, raczej nie sprawia, że mam dużo sytuacji strzeleckich czy możliwości do oddania uderzenia. Nawet jak się prześledzi zawodników występujących w lidze na mojej pozycji, to oni też – pomijając tych wykonujących stałe fragmenty gry – nie mają jakichś wybitnych liczb. Jak się podłączę wyżej, to zawsze fajnie jest mieć asystę czy bramkę, ale na swój rozwój patrzę bardziej globalnie niż wyłącznie przez pryzmat suchych liczb.
Powiedziałeś, że nie stwarzasz sobie ciśnienia jeśli chodzi o reprezentację. Z wyjazdem zagranicznym jest tak samo? W sensie – jak nadejdzie za rok, to dobrze, ale równie dobrze może nadejść dajmy na to za dwa lata.
Też jest bardzo podobnie w tej kwestii. Wiadomo, że jak człowiek jest ambitny, to cały czas chce więcej. Przykładowo jak rok temu debiutowałem w Ekstraklasie, to wszyscy z rodziny i najbliżsi mówili mi, że super, że są przeszczęśliwi. A ja myślałem, że kurde – miałem tam być rok albo dwa lata wcześniej. I to takie podejście na zasadzie, że powinno być się gdzieś szybciej. Cały czas chciałbym więcej.
Wizualizuję sobie, że jak już wyjadę za granicę, to do poważnego miejsca, poważnej ligi, w miarę poważnego klubu, w którym będę odgrywał jakąś rolę. Dla mnie wyjazd nie jest celem samym w sobie, ale chciałbym to zrobić, żeby być lepszym piłkarzem i grać w lepszej lidze.
Fot. Newspix