W tym wydaniu nie będzie specjalnie długo, bo i powodów do przedłużania nie dali nam zbyt wielu. Blisko było nawet tego, byśmy po raz pierwszy w tym sezonie niczego po sędziach nie poprawili, ale rzutem na taśmę ósma kolejka przyniosła nam jeden błąd, który zakwalifikujemy jako poważny. Z bliska przyjrzymy się jednak jeszcze dwóm innym sytuacjom, jednej bardzo ciekawej.
Najbardziej sporna zdaje nam się ta ze spotkania Śląska z Koroną, w którym o faul podejrzany był napastnik gości. W 57. minucie podopieczni Jacka Zielińskiego ulepili całkiem składną akcję, po której w polu karnym znalazł się Stępiński. Piłkarz ekipy z Kielc trącił piłkę klatką piersiową i ruszył w wyścigu do niej z Anderssonem. Obrońca Śląska padł jednak jak rażony piorunem, Stępiński bez problemu opanował futbolówkę, dograł do Ameyawa, a ten trafił prosto do siatki.
Zajmijmy się tym „porażeniem piorunem”.
Niewydrukowana tabela. Przesłanki kontra Stępiński
Pierwsze spojrzenie na całą akcję nie daje pewności, że w ogóle doszło do kontaktu. Drugie również. I kilka kolejnych też. Andersson pada w sposób naprawdę wyjątkowy, bo główną przyczyną utraty równowagi jest tu fakt, że swoją lewą nogą kopnął w nogę prawą, co idealnie widać na poniższej stopklatce.

Zdarza się nawet najlepszym, więc zawodowy piłkarz oczywiście może potknąć się o własne nogi i paść jak długi. Zdaje się to jednak trochę dziwne, więc sędziowie postanowili całą sytuację przeanalizować nieco dokładniej. Znaleźli dzięki tej analizie wcześniejszy kontakt Stępińskiego z prawą nogą Anderssona – my widzimy go w tym miejscu.

Ciężar ciała piłkarz Śląska przeniósł już z tej trącanej przez Stępińskiego nogi, przez co pozostaje ona łatwym celem nawet dla delikatnego kontaktu. Byle uderzenie zmienia jej położenie na tyle, że Andersson za chwilę padnie jak długi, bo nogi splączą mu się w tragiczny supeł.
Stopklatki bywają jednak mylące, więc zerkniemy jeszcze na krótki wycinek tej akcji. Ale zanim to… Mamy znów dobry moment, by zaapelować do realizatorów o powtórki, które dają kibicom szansę sprawdzenia arbitrów. Zdarzają się sytuacje, w których lepszej kamery po prostu nie ma. Tydzień temu rozważaliśmy rękę Henrikssona z Górnikiem, we wcześniejszych fazach sezonu rękę Diegueza czy Lisa i każda z tych sytuacji charakteryzowała się tym, że w oku kamery nie było widać wszystkiego.
W tym wypadku też wszystkiego nie widzimy, ale tylko dlatego, że nie pokazano nam powtórki z kamery, która widzieć powinna w tej sytuacji najwięcej.

Wystarczy ujęcie, które jasno pokazuje, że Stępiński trąca nogę Anderssona. Takie, na którym widać, że ta noga faktycznie nienaturalnie się przesunęła i zaraz potem nadziała na drugą nogę Szweda. Bez tego musimy bazować na kilku innych kwestiach.
Jakim cudem tutaj jest faul? Przecież obrońca Śląska potknął się o własne nogi?! #ŚLĄKOR pic.twitter.com/fQZ2BoW1Lb
— Adam Szczykutowicz (@A_Szczykutowicz) September 12, 2026
Po pierwsze, może nawet najważniejsze – Stępiński nie protestował. Ktoś powie, że to nie powinien być czynnik wpływający na naszą decyzję i występuje dopiero po tym, jak arbiter ostatecznie oceni sytuację, ale… no cóż, my mamy trochę łatwiej od arbitra. Napastnik Korony wiedział pewnie, że doszło do kontaktu. Drugim sygnałem, że przewinienie miało miejsce, jest tor jego biegu, który zmienia się momentalnie w chwili, w której miał miejsce domniemany faul. Stępiński tuż po kontakcie uskakuje na prawo, szukając dla siebie przestrzeni i nie chcąc jednocześnie taranować Anderssona. Wszystko to tylko, jak już wspomnieliśmy, przesłanki.
Dowodów dostarczyłoby nam lepsze ujęcie zza linii końcowej, ale jest, jak jest.
Sędzia w linii podania. Wściekłość Fornalczyka uzasadniona?
Zanim przejdziemy do zapowiedzianego babola – interesujący drobiazg. Sytuacja, w której Fornalczyk nie był w stanie powstrzymać emocji, a wszystko przez sędziego Gryckiewicza, który wszedł mu w paradę. Zaraz po zmianie stron w meczu Legii z Widzewem Łodzianie ruszali z szybką akcją i szybki skrzydłowy postanowił w jej trakcie przenieść ciężar gry na prawą stronę boiska. Było tam sporo miejsca, akcja zapowiadała się całkiem obiecująco, ale arbiter dał się Fornalczykowi nastrzelić piłką i wszystko spełzło na niczym.

Czy Patryk Gryckiewicz mógł się tu lepiej ustawić? Cóż, naszym zdaniem mógł. Nie zawsze sędzia ma czas uciec od piłki, nie zawsze może przewidzieć, jak potoczy się akcja, ale to żaden z tych przypadków.
Ręka w polu karnym, czyli to, co tygryski lubią najbardziej
Może warto rozważyć wiązanie piłkarzom rąk za plecami przed wyjściem na boisko? Wyglądaliby w trakcie meczu idiotycznie, biegać to by się tak nie dało, ale chociaż nie mielibyśmy problemów z interpretacją takich zagrań, jak to z poniedziałku. Bo na finiszu kolejki znaleźliśmy jedną sytuację, którą uznamy ostatecznie za błąd sędziego Tomasza Marciniaka, ale – jak to zwykle bywa – dużo jest argumentów za i przeciwko podyktowaniu rzutu karnego. Bo odległość niewielka, bo ruch naturalny.
Ale z drugiej strony zagranie spodziewane, obrys ciała (raczej, znów brak jednoznacznego ujęcia) poszerzony, ręka wykonuje ruch do piłki. Naszym zdaniem zdecydowanie więcej tu rzutu karnego, niż braku rzutu karnego. Sytuacja zdaje się na pewno bardziej klarowna od tej z udziałem Henrikssona w poprzedniej kolejce. Tam zaufaliśmy sędziom, zakładając, że Karol Arys musiał podjąć sdecyzję na styku. Tym razem o to zaufanie dużo trudniej, bo więcej przemawia za jedenastką i my byśmy ją podyktowali.
Bardzo ciekawi mnie ,,ekspercka” interpretacja tej decyzji o braku rzutu karnego
(pomijam fatalny mecz Radomiaka co chodzi o skuteczność) pic.twitter.com/2sX3B9LmQh
— Grzegorz Nowocień (@Gelu1910) September 14, 2026
Nie zaliczamy więc sędziom kolejki na czysto, ale i tak było nieźle. Sporo mówi się oczywiście o zastosowaniu przepisowej nowinki dotyczącej „varowania” rzutów rożnych w Krakowie, lecz w tej kwestii nie mamy problemu z zachowaniem arbitra. Zdrowy rozsądek przebija się przez tłumaczenie Tomasza Listkiewicz, który odniósł się do sytuacji w sieci. Przypomnijmy krótko – sędziowie przyznali Jagiellonii rzut rożny, który jej się nie należał. Po korekcie decyzji Łubik szybko wznowił grę od bramki, chcąc wykorzystać fakt, że większość piłkarzy z Białegostoku pofatygowała się w okolice pola karnego Wisły, by zagrozić jego bramce po stałym fragmencie gry.
– Ustaliliśmy, że po zmianie rzutu rożnego na rzut od bramki nie zezwalamy na szybkie wznowienie gry, gdyż dałoby to niezasłużoną, wynikającą z błędu sędziowskiego, przewagę ustawienia jednej z drużyn. Musimy dać zespołowi, który ustawił się ofensywnie, czas na powrót do obrony, do takiego ustawienia, które zająłby pierwotnie, gdyby sędzia w pierwszym tempie podyktował rzut do bramki – tłumaczy Listkiewicz. No i ma to sens, więc nie będziemy mieć żadnych dodatkowych pretensji.
***
W „Niewydrukowanej tabeli” po 8. kolejce poprawiamy jeden wynik – bramkę dopisujemy ekipie z Radomia. Punktów to jej nie da żadnych, ale odnotować trzeba. W tym sezonie poprawiliśmy już 18 poważnych sędziowskich błędów, średnio wychodzi więcej niż dwa na kolejkę. Sporo czy w granicach przyzwoitości?

ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix