Leśnodorski ostro o Siemieńcu: Musi zapłacić karę za głupotę

Jan Broda

Autor:Jan Broda

11 września 2026, 19:55 • 3 min czytania 12

Reklama
Leśnodorski ostro o Siemieńcu: Musi zapłacić karę za głupotę

Afera z udziałem Adriana Siemieńca zdominowała dyskurs piłkarski w Polsce. Trener Jagiellonii został bohaterem skandalu po ujawnieniu jego prywatnej korespondencji z sędzią, w której starał się wpłynąć na arbitra sędziującego mecz Białostocczan. O sprawie wypowiedział się Bogusław Leśnodorski w programie „Gabinet Prezesa”. Były działacz piłkarski stwierdził wprost, że Siemieniec musi ponieść karę. – To zapłata za głupotę – skomentował na antenie WeszłoTV. 

Reklama

Dla tych, których jakimś cudem ominęła rzeczona afera przypomnijmy, że portal WP SportoweFakty ujawnił treść wiadomości, które Adrian Siemieniec wysłał do Arkadiusza Kamila Wójcika w dniu meczu Jagiellonii z GKS-em Katowice. Trener Białostocczan prosił wprost, by sędziujący to spotkanie Paweł Raczkowski uprzedzał go o rosnącym ryzyku żółtych kartek dla jego zawodników, zagrożonych zawieszeniem na finiszu sezonu. Wójcik skierował jego prośbę do Raczkowskiego. Efekt? Przez całe spotkanie żółtko obejrzał tylko Jesus Imaz, któremu akurat nie groziła pauza z powodu nadmiaru kartek. Tym samym Jagiellonia bez braków kadrowych przystąpiła do ostatniego meczu z Zagłębiem.

Mówiąc delikatnie, sprawa śmierdzi na kilometr. Zajmuje się już nią Komisja Ligi, jednak nie pod kątem korupcyjnym, a naruszenia dozwolonych kontaktów sędziów z trenerami. Podobnie na sprawę patrzy Bogusław Leśnodorski. W programie „Gabinet Prezesa” stwierdził, że do tego rodzaju interakcji siłą rzeczy dochodzi, lecz jednocześnie istnieje cienka granica.

– Mam wrażenie, że w środowisku panuje konsternacja, co zrobić z tym faktem. Po pierwsze, powszechnie wiadomo, że dochodzi do kontaktów sędziów z trenerami i piłkarzami – przed, w trakcie i po meczach. Po drugie, ci ludzie się znają, bo niektórzy nawet przez kilkanaście lat przecinają się ze sobą na szlaku. Z pewnością pewna część trenerów, dyrektorów czy piłkarzy ma jakieś relacje z sędziami wykraczające poza kontekst boiskowy. To jest normalne i nie ma sensu z tym dyskutować. Jest jednak cienka granica – skomentował.

Leśnodorski ostro o aferze Siemieńca! „Musi zapłacić za głupotę”

Leśnodorski zauważył, że w istocie prośba Siemieńca była niemożliwa do realizacji w praktyce. Dodał również, że podobne ostrzeżenia są naturalnym elementem kontaktów między sędziami a piłkarzami i trenerami.

Reklama

Cała korespondencja Siemieńca z sędzią Wójcikiem jest absurdalna i abstrakcyjna. Ja nawet nie jestem w stanie zrozumieć, o co on tak naprawdę poprosił. Bo jak niby sędzia miałby dawać sygnał (o żółtej kartce – przyp. red.)? Ciągnąć go za ucho? O ile cała ta rozmowa jest komiczno-bulwersująca, to podejrzewam, że takich wymian zdań jest więcej, czy to mailowo, przez WhatsAppa, czy też na parkingu pod stadionem. Gdy jednak zastanowimy się, o co tak naprawdę Siemieńcowi chodziło, to mamy do czynienia z absurdem do kwadratu. Ręce opadają. Nie potrafię sobie wyobrazić spełnienia w praktyce tej prośby. Sam nieraz słyszałem, jak na boisku czy w tunelu sędziowie ostrzegają piłkarzy i trenerów, że żółta kartka jest blisko. Tym bardziej nie rozumiem, o co w ogóle prosił. Absurd – kontynuował.

Były właściciel Legii nie ma wątpliwości, że Siemieniec powinien ponieść konsekwencje. Jak sam ocenił, trener Jagiellonii najpewniej uniknie surowej sankcji, co nie zmienia faktu, że kara powinna być.

Z jednej strony trochę się uśmiecham mówiąc o tej całej aferze, z drugiej jest mi nawet trochę żal Siemieńca. Tak czy siak, musi zapłacić karę. Jak dotąd, przynajmniej oficjalnie, nie doszły mnie słuchy, by się czymś innym naraził. Katalog kar jest szeroki, lecz jako że jest to pierwszy raz, najprawdopodobniej najwyższego wymiaru kary nie będzie. To zapłata za głupotę. Środowiskowo trzeba wyjaśnić tę sytuację – podkreślił.

Reklama

Fot. Newspix

12 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama