Milan i Juventus nadal bez porażki. To był mecz zmienników

Marcin Ziółkowski

06 września 2026, 23:08 • 4 min czytania 0

Reklama
Milan i Juventus nadal bez porażki. To był mecz zmienników

Milan już witał się z gąską, trzecim zwycięstwem w Serie A i kompletem punktów. Do czasu, aż Luciano Spalletti dał szansę występu Federico Gattiemu. Juventus na kilka minut przed końcem wyratował utrzymanie passy meczów bez porażki. W jednym z największych klasyków włoskiej piłki ponownie… zobaczyliśmy bramki dla obu drużyn! Po wielu bezbramkowych remisach w najnowszej historii, tym razem na Allianz Stadium było 1:1. 

Reklama

Okoliczności meczu

Juventus – Milan w ostatnich latach kojarzy się głównie z najnudniejszym wielkim meczem (czy jak kto woli – klasykiem) w Serie A. Jeśli ktoś, kto chce zostać na dłużej z włoską piłką, rozpoczynał przygodę od któregoś z ostatnich spotkań tych drużyn, to była duża szansa, aby się co najwyżej zrazić. Często ostatnie rywalizacje kończyły się bezbramkowymi remisami.

Stara Dama mierzyła się z wieloma urazami, choćby Kenana Yildiza czy Khephrena Thurama (Francuz wróci do gry w 2027 roku). Arkadiusz Milik został z kolei wycofany z kadry nie tylko na mecze ligowe ale i LE. Kamil Grabara był na ławce rezerwowych. Ruben Amorim zaskoczył z kolei, wystawiając po raz pierwszy Diego Moreirę, a więc drugi najwyższy zakup w historii klubu.

Reklama

Juventus XI: Vicario – Kalulu, Bremer, Lucumi, Celik – Locatelli, D. Luiz – Conceicao, Gonzalez, Alajbegović – Kolo Muani,

Milan XI: Maignan – Gila, De Winter, Pavlović – Moreira, Modrić, Musah, Estupinan – Rabiot, Saelemaekers – Ramos.

Bez bramek do przerwy. Któż by się spodziewał?

Już po minucie gry w Turynie swoją szansę miał Kerem Alajbegović. Kosztujący ponad 30 milionów euro Bośniak zbiegł do środka i uderzył z dystansu, wykorzystując lukę w obronie, ale posłał piłkę za wysoko. Milan w defensywie był odrobinę dziurawy, Nico Gonzalez zobaczył podobną przerwę między defensorami. Argentyńczyk przynajmniej uderzył celnie, ale wynik się nie zmienił.

Do czasu przerwy na nawodnienie było to spotkanie ze wskazaniem na Juventus. Doskonałą okazję zmarnował kapitan gospodarzy Manuel Locatelli. Wychowanek Milanu nie trafił dobrze w piłkę po odbitym przez Maignana strzale Francisco Conceicao. Portugalczyk z kolegami starał się atakować przede wszystkim z prawego sektora boiska.

Reklama

I jak to w meczach Starej Damy z Rossonerimi bywa, zaczęło wiać nudą. Do przerwy Francisco Conceicao ponownie sprawdził Maignana. Milan był momentami zbyt nerwowy, niczym w ostatnim kwadransie przeciwko Torino na otwarcie sezonu. Dużej bierności gospodarzy w ataku z kolei nie dowierzał obecny na trybunach znany Polakom piosenkarz (prywatnie juventino), Eros Ramazzotti. Juventus wygenerował blisko 0,90 gola oczekiwanego, Milan nie dobił nawet do 0,10.

Jak to mówią – niby człowiek wiedział… Nie pozostało nic innego jak tylko czekać, aż na boisku znajdą swoje odzwierciedlenie i „pojawią się” dwie znane dzielnice Warszawy – Wola i Ochota. Za dużo było w Turynie gry tzw. chodzonego.

Reklama

Amorim pomógł szczęściu zmianami. Ostatnie słowo należało do Spallettiego

W przypadku Milanu niewiele się zmieniło. Diego Moreira w debiucie był bardzo zachowawczy, a wręcz czasem jałowy. Rossoneri spowalniali grę. Juventus? Miał w pierwszym kwadransie słupek po strzale Conceicao. Amorim po godzinie miał dość i przeprowadził trzy zmiany – zszedł choćby Moreira. Swoją szansę otrzymali Chukwueze, Cisse oraz Loftus-Cheek.

Kolo Muani próbował wymusić karnego, ale w tej sytuacji skutecznie powstrzymał go przed dalszym atakiem Mario Gila. Dobre zawody rozgrywał Koni De Winter. A co warto podkreślić – po raz kolejny w sezonie, Ruben Amorim doskonale trafił ze zmianami. Gra się rozruszała.

Chukwueze świetnie przerzucił piłkę do Alphadjo Cisse. Młody Włoch ze skraju pola karnego zdecydował się na uderzenie po ziemi i był to znakomity pomysł. Były piłkarz Hellasu trafił po raz drugi w sezonie i… ponownie stało się to w Turynie.

Reklama

Juventus dostał między oczy i na kwadrans przed końcem posłał do boju „Bońka na szczudłach”, a więc Nicka Woltemade. Dwumetrowy Niemiec miał być receptą na niekorzystny wynik. Pod bramką Maignana spudłował z około 10 metrów, ale nie był dobrze ustawiony. Luciano Spalletti nie okazał się gorszy w tym meczu. Przy golu na 1:1 brało udział… a jakże, dwóch zmienników! Dośrodkowywał z rzutu wolnego Teun Koopmeiners, a Federico Gatti z bliska trafił celnie piłkę głową.

Reklama

Pod koniec rywalizacji doszło jeszcze do kilku słownych utarczek pomiędzy rozgrzanymi piłkarskimi głowami. Obydwie drużyny ciągle są w lidze bez porażki. Siedem punktów to jednak nie to samo co komplet.

Juventus – Milan 1:1 (0:0)

  • 0:1 – Alphadjo Cisse – 68′
  • 1:1 – Federico Gatti – 90+2′

 

 

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama