Zacznijmy od tego, że Piast Gliwice, mimo pewnych widocznych deficytów, robi rzeczy, o które jakiś czas temu byśmy go nie podejrzewali. Duża w tym pewnie zasługa Daniela Myśliwca, ale nie odbierajmy sprawczości jego piłkarzom. Przed miesiącem, może przed dwoma, kilku z nich umieścilibyśmy pewnie w ciemno bliżej składu węgla i papy, a oni pokazują, że ich wspólna wartość pozwala wymknąć się negatywnej ocenie. Efekt synergii w pełnej okazałości.
Bo taki na przykład Domen Gril. Po kilku jego występach powiedzielibyśmy, że facet nie ma przeciwstawnych palców u dłoni, bo tylko tak dałoby się wytłumaczyć jego pokraczne interwencje. Tak też trzeba tłumaczyć jego pusty przelot w 25. minucie meczu z GieKSą, poważnemu bramkarzowi takie rzeczy się po prostu nie zdarzają, a już na pewno nie tak często jak golkiperowi Piasta.
Gdyby nie zdziwienie Resty, mogłoby się to skończyć źle, ale Grilowi się upiekło. Tak nie będzie zawsze, ale dopóki – jak tego wieczoru – znajdzie się jakiś Twumasi, który przyjdzie na ratunek, to Gril może być względnie spokojny.
I to jest kwintesencja zespołu. Kiedy trzeba, łata dziury w momentach złych. Innym razem czerpie pełnymi garściami z dobrych momentów poszczególnych piłkarzy, w których odnajduje się jako drużyna. A wtedy nawet i Gril potrafi coś wyjąć.
Piast Gliwice – GKS Katowice 3:0. Tak, drodzy państwo, działa zespół
Sztuką jest jak najczęstsze odnajdywanie punktu, w którym dwie dobre chwile się spotykają i Piast był w tych poszukiwaniach świetny. Tak strzelił gola na 1:0 – doskonale w środku pola zachował się Ntamack, przeniósł piłkę wyżej. Tam czekał Sanca. Czekał i czekał, i czekał, a potem strzelił. Klemenz i Resta z sobie tylko znanych powodów nie zabierali mu futbolówki, nie blokowali mu drogi do strzału. Równie bierny pozostawał Wolski. A Sanca w końcu się namyślił, uderzył i zaskoczył Kobylaka.
𝐋𝐄𝐀𝐍𝐃𝐑𝐎 𝐒𝐀𝐍𝐂𝐀 zagrał indywidualnie, trochę poczarował i dał Piastowi prowadzenie! 🤩
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/vlXLRLgyNO
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 4, 2026
Podobnym spotkaniem dwóch dobrych momentów było kolejne trafienie. Boisgard z rzutu rożnego, Rivas znikąd i co? I wszystko gra jak w zegarku, dokładnie tak, jak chcieli tego obaj panowie. Resta znów zdziwiony – głównie dlatego, że GieKSa kryła strefą, a Rivas nabiegł w jego sektor gdzieś z okolic Wdowiaka i Klemenza. No nikt by się nie spodziewał, że ktoś będzie chciał zaatakować dorzucaną w doskonałe miejsce piłkę, nikt.
𝐏𝐈𝐀𝐒𝐓 2️⃣:0️⃣ GKS Katowice! 🔥 Juande Rivas trafia do siatki!
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/uglfNNqE68
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 4, 2026
Zostawmy jednak jeszcze na chwilę błędy gości. Bo ekipę Piasta należy pochwalić za coś jeszcze. Za to, że po świetnym meczu w Lublinie zagrała być może jeszcze lepiej. Funkcjonował atak, przyzwoicie spisywała się obrona, choć parę razy naruszyli jej strukturę choćby Marković czy Nowak. Wtedy pomagały jednak krótkie wymiany zdań pomiędzy Czerwińskim i Rivasem – z każdą z nich zdawało się, że problemów Gliwiczan pod własną bramką jest jakby mniej, nawet jeśli akcji rywali było więcej.
Drugie czyste konto z rzędu też o czymś świadczy, nie?
GieKSa stępiona. Nie była w stanie zaskoczyć
Tym bardziej, że po drugiej stronie stali czy to wspomniany Marković, czy niezmiennie świetny Nowak, czy uskrzydlony trypletem w ostatnim meczu Szkurin. I nic do bramki strzeżonej przez Grila nie wkulali!
Także przez wskazywaną przez Kobylaka jako problem GieKSy niską intensywność. Bramkarz ekipy z Katowic schodząc na przerwę wprost przyznał przed kamerą Canal+, że to właśnie jej brakuje kolegom, a to oznacza, że nie szwankują poszczególne trybiki, a cała maszyna. Za wolno, zbyt przewidywalnie i z niesłabnącą tendencją do wpuszczania rywali za swoją linię obrony.
Szybko po zmianie stron odrobinę z takim przeszywającym zagraniem pomylił się Ntamack. Chwilkę później doskonałym prostopadłym podaniem popisał się Sanca, ale jego prezentu nie zamienił na gola Vallejo. Cały czas było czuć, że Piast jest groźny, nawet jeśli z czasem piłkarze z Gliwic zaczęli płacić cenę za wielkie fizyczne zaangażowanie w mecz.
Cenę niską, bo Nowak i spółka zwiększyli swoją aktywność, ale muru nie przebili. Piast umiał obronić prowadzenie i zasłużył na miano zespołu po prostu rozsądnego. W dodatku naprawdę fajnie ogląda się mecze Gliwiczan – nie tylko dlatego, że pada w nich sporo bramek. I – choć trudno będzie w to uwierzyć – tej oceny nie wypaczają wrażenia towarzyszące nam po golu ustalającym wynik meczu. Choć mogłyby, jak najbardziej.
HUGO VALLEJOOOOOOOO! 🚀 🚀 ALE URWAŁ! 💥
Piast prowadzi 3:0 z GieKSą!
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/7AOwUfjud0
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 4, 2026
Jeśli Piast będzie w stanie tak grać chociaż co trzeci mecz, to o ligowy byt może być spokojny. A gdyby udało się nawet częściej…
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix