Mogli sprzedać dwóch, chcieli jednego, nie sprzedali żadnego. Zamieszanie w AS Monaco

Marcin Ziółkowski

02 września 2026, 16:17 • 5 min czytania 0

Reklama
Mogli sprzedać dwóch, chcieli jednego, nie sprzedali żadnego. Zamieszanie w AS Monaco

Gdy wydawało się, że nic nie przebije zamieszania związanego z tym, które wywołała przeprowadzka Malicka Fofany na Wyspy Brytyjskie, AS Monaco postanowiło poprosić Belga o potrzymanie piwa. Folarin Balogun oraz Lamine Camara byli uwikłani w negocjacje transferowe, a docelowym kierunkiem także była Premier League. Skończyło się na tym, że… obydwaj zostają na rundę jesienną w AS Monaco. Wszystko z powodu kuriozalnego zamieszania.

Reklama

Upadły dwa transfery z udziałem Monaco. Szalone godziny na finiszu Deadline Day

Przemeblowania w dwóch istotnych zespołach Premier League były całkiem spore. Manchester City stracił Rodriego na rzecz Barcelony, ale kupił za 140 milionów euro Enzo Fernandeza w Deadline Day. W błękitnej części Manchesteru pozyskali jeszcze Ayyouba Bouaddiego oraz Elliota Andersona, a więc przemeblowano za grube miliony kręgosłup zespołu. Środek pola będzie wyglądał zupełnie inaczej.

W Chelsea z kolei, mimo braku Argentyńczyka, są Moises Caicedo, Romeo Lavia, od biedy Reece James, Jordan Henderson czy przybyły na Stamford Bridge inny przedstawiciel wicemistrzów świata, Valentin Barco. Mimo to Xabi Alonso chciał jeszcze jednego piłkarza środka pola. Wydawało się, że będzie nim Manu Kone, ale weto postawił Gian Piero Gasperini. Przy okazji sprawnie pozbywano się niechcianych piłkarzy, tj. Robert Sanchez, Mychajło Mudryk czy Tosin Adarabioyo.

Poza Enzo odszedł też ze środka pola na wypożyczenie Dario Essugo. Wydawało się, że uda się pozyskać Lamine’a Camarę z AS Monaco. Dokładnie tego, który nie tak dawno pokonał bramkarza Górnika Zabrze w eliminacjach Ligi Konferencji na stadionie przy Roosevelta. Nic z tego. Dlaczego?

Reklama

Monaco wycofało się z umowy sprzedaży pomocnika Lamine’a Camary do Chelsea na ostatnią chwilę przed zamknięciem okienka transferowego, jak informował David Ornstein. Dlaczego? Chelsea usłyszała, że na Stade Louis II nie chcą sprzedawać dwóch tak ważnych piłkarzy, a tylko jednego. No i tym sprzedanym do Evertonu miał być Balogun. Zespół z Hill Dickinson Stadium potrzebował dziewiątki i uznali Amerykanina za właściwy wybór.

Podczas testów medycznych wyszły pewne nieprawidłowości. Klub z Księstwa Monako nie chciał w to wierzyć. Everton złożył więc nową ofertę, w której więcej zależało od bonusów. Ta została zaakceptowana. Gdy wydawało się, że już wszystko zostanie dograne (klub z Liverpoolu otrzymał dodatkowy czas na papierologię)… Balogun rozmyślił się.

No więc AS Monaco nie sprzedało ani jednego, ani drugiego piłkarza. Chelsea jest wściekła, bo Camara wcześniej odbył testy medyczne i wszystko było dograne. Drużyna grająca w Ligue 1 ma teraz poważny problem. Thiago Scuro potrzebował dokonać na koniec okna jednej sprzedaży. Do tego ekipa Filipe Luisa zagra jedynie w Lidze Konferencji, więc za dużo tam nie zarobi, w porównaniu nawet do Ligi Europy.

Reklama

Dyrektor Monaco zabrał głos w sprawie obydwu transferów

W kompleksie La Turbie, w którym trenują piłkarze AS Monaco, odbyła się konferencja prasowa z udziałem wspomnianego już Scuro. Brazylijski dyrektor sportowy wyjawił, że jego zespół nie jest tym złym w całej opowieści, a jeśli chodzi o dwie transakcje z udziałem jego klubu, przyznał, że tak czasem bywa w piłce nożnej.

– Tak jak mówiłem, nasza strategia tego lata była bardzo prosta. Musieliśmy wygenerować sprzedaż, celem spełnienia wszystkich wymogów, o których dyskutowaliśmy w ostatnich kilku lat w kontekście ograniczeń finansowych w naszej lidze (…) Wyraźnie zaznaczyliśmy również, że naszym priorytetem jest utrzymanie Lamine w klubie (…) Oczywiście byliśmy otwarci na rozmowy i poszukiwanie transferu dla Baloguna. Zakończył swój trzeci sezon. Już wcześniej pracowaliśmy nad jego następcą i byliśmy w pełni gotowi.

Wszystko szło bardzo dobrze z tą strategią, aż do momentu, gdy byliśmy już prawie u celu. Mówiąc krótko, jeśli chodzi o Lamine’a, latem kontaktowało się z nami kilka klubów. Przekaz zawsze był ten sam: naszym priorytetem jest, żeby został, nawet wczoraj [w Deadline Day – MZ] rano po treningu. Rozmawialiśmy bezpośrednio z Lamine, co przebiegło bardzo miło i sympatycznie, a on również wyraził chęć pozostania i zadowolenia z gry w klubie.

Reklama

W ciągu dnia mieliśmy jasne porozumienie, że Balogun przejdzie do Evertonu. Poleciał rano na badania medyczne i podpisanie kontraktu. Nasz plan sprawdził się w tym momencie pod względem generowania przychodów, planowania składu i transferów zawodników. Odejście Thilo (Kehrera), zgodnie z zapowiedzią, otworzyło lukę w pensji, której potrzebowaliśmy w DNCG (francuskiej komisji nadzoru finansowego – przyp. MZ).

– Rozmawiałem z Lamine’em przez ostatnie 10 dni. Zapytano nas, czy Monaco jest otwarte na sprzedaż Lamine’a. Nie, nie jest, odpowiedź była tak sama. Około 19:00 Everton skontaktował się z nami ws. badań medycznych Baloguna, które dla nas były zupełnie bezsensowne.

Wyjaśnienia nie były wystarczające, aby uzasadnić lub wzbudzić obawy dotyczące przyszłości zawodnika, których nie ma. Ta dyskusja rozpoczęła się między działami medycznymi z różnych stron. Everton potrzebował około 2-3 godzin, aby przejść do szczegółowej oceny i skonsultować się z innymi lekarzami. To normalna sytuacja, gdy lekarz klubowy zgłasza obawy. To całkiem normalne, że kluby szukają innych specjalistów, udostępniają zdjęcia i omawiają sprawę. To trwało.

Reklama

– W związku z tym, że wylądowało to w mediach, Chelsea zgłosiła się z powrotem. Otworzyliśmy się na to. Dopiero koło 22:00 Everton skontaktował się z nami, że nie ma żadnego problemu i można podpisać kontrakt. Gdy dostaliśmy taką informację, poinformowaliśmy, że dokonujemy jednak tego transferu (…) To było bardzo nie w porządku, że „to nie fair, Monaco nie działa fair”. Tego było za dużo. Wszyscy są sprawiedliwi i mili, tylko my nie. Przesada.

 

 

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

1 września i Legia już może skupić się na lidze. Najszybciej w historii!

AbsurDB
5
1 września i Legia już może skupić się na lidze. Najszybciej w historii!

Ligue 1

Reklama
Ligue 1

Strzelał Górnikowi. Teraz zastąpi Enzo Fernandeza w Chelsea

Braian Wilma
2
Strzelał Górnikowi. Teraz zastąpi Enzo Fernandeza w Chelsea
Ligue 1

Doświadczony stoper wrócił do Francji. Będzie rywalem Polaka 

Braian Wilma
0
Doświadczony stoper wrócił do Francji. Będzie rywalem Polaka 
Ligue 1

Oficjalnie: Liverpool znalazł następcę Salaha. Ponad sto milionów funtów

Maciej Piętak
3
Oficjalnie: Liverpool znalazł następcę Salaha. Ponad sto milionów funtów