Jan Ziółkowski najbliższe miesiące spędzi w Monzy i – szczerze powiedziawszy – mamy pewne obawy co do tego ruchu. Z jednej strony zyskał sporą szansę na regularną grę w Serie A. Z drugiej natomiast trafia do ekipy, która z ligi może zlecieć z hukiem, co dla środkowego obrońcy jest raczej średnią wiadomością.
Najlepszy jak dotąd czas Ziółkowskiego we Włoszech przypada na przełom 2025 i 2026 roku. Z powodu sytuacji kadrowej Romy polski piłkarz otrzymał trochę więcej szans. Strzelił nawet gola Panathinaikosowi w Atenach i przyczynił się do tego, że Roma uniknęła baraży o 1/8 finału Ligi Europy.
Jednocześnie jego gra pozostawiała sporo do życzenia. My jako Polacy mogliśmy doceniać fakt, że walczy o skład w dużym klubie, a nawet rozumieć nieuniknione błędy Takiej cierpliwości nie zamierzali mieć jednak w Wiecznym Mieście, a zwłaszcza walcząc o powrót do Ligi Mistrzów po siedmiu latach przerwy, co ostatecznie udało się dopiąć na samym finiszu sezonu.
Ostatnie tygodnie minionej edycji Serie A Ziółkowski przesiedział już głównie na ławce rezerwowych. Spekulowano więc, że raptem po roku opuści Rzym definitywnie, ale właściwe oferty nie nadchodziły. A klub nie pozostawiał cienia wątpliwości co do swoich decyzji – na pozycję środkowego obrońcy zakupiono Konstantinosa Koulierakisa za 18 milionów euro z Wolfsburga, a potem poprawiono to jeszcze wypożyczeniem Leonardo Balerdiego z Marsylii.
W międzyczasie Polak jeśli już grał w letnich sparingach Romy, to raczej zgarniał wyłącznie ogony. Przekaz był jasny – nie ma dla niego miejsca w zespole Gian Piero Gasperiniego w nowym sezonie i żeby uniknąć głębokiej ławki rezerwowych, warto pomyśleć o zmianie klubu.
Lato jednak mijało, plotki mniejsze czy większe się pojawiały, ale konkrety nie nadchodziły. Aż w końcu dobiliśmy do ostatniego dnia sierpnia, czyli przedostatniej doby okienka transferowego we Włoszech. Nóż został przystawiony do gardła, trzeba się było decydować – albo cokolwiek, albo kilka miesięcy właściwie poza składem.
Ziółkowski zdecydował się zaakceptować roczne wypożyczenie do Monzy z opcją wykupu za 18 milionów euro. Jednocześnie Roma zastrzegła sobie prawo szybkiego odkupu Polaka, gdyby beniaminek klauzulę aktywował, a Rzymianie jednak chcieliby mieć defensora u siebie z powrotem.
⚔️😁⚪️🔴#Ziolkowski pic.twitter.com/fH4mB8w4dH
— AC Monza (@ACMonza) August 31, 2026
Tylko ta opcja to raczej tylko na papierze. Aż trudno przypuszczać jak musiałby prezentować się Ziółkowski, żeby Monza wyłożyła za niego takie pieniądze. W swojej historii klub z Lombardii wyłożył ponad 10 milionów euro tylko dwukrotnie i to w erze nieżyjącego już Silvio Berlusconiego – na Matteo Pessinę (12 milionów) i Andreę Colpaniego (11 milionów).
Największy plus wypożyczenia Ziółkowskiego do beniaminka Serie A jest najbardziej oczywisty – możliwość regularnej gry. Na start ligi Lombardczycy przyjęli czwórkę od Interu w Mediolanie (i okej, to przecież może się zdarzyć), ale też trójkę od Udinese u siebie. I tu już zapala się lampka ostrzegawcza – defensywa Monzy wygląda na kompletnie nieprzystosowaną do gry w najwyższej lidze, kompletnie dziurawą i po prostu słabą.
W taktyce Ivana Juricia, który preferuje 3-4-1-2, w obu wspomnianych spotkaniach wystąpili ci sami środkowy defensorzy. Andrea Carboni, który jest w klubie nieprzerwanie od trzech lat, wykupiony po rocznym wypożyczeniu za milion euro z Fiorentiny Lorenzo Lucchesi, a także wypożyczony z Violi jedynie na obecny sezon Eddy Kouadio.
W odwodzie są także Valentin Antov – Bułgar, który miniony sezon stracił z powodu rehabilitacji po zerwaniu więzadeł – a także Filippo Delli Carri. 27-latek na starcie Serie A wchodził już z ławki, a wiosną w ubiegłym sezonie Serie B występował regularnie.
I do takiego oto składu na szóstego dołącza Ziółkowski. Umówmy się – jeśli chodzi o poziom konkurencji, szału nie ma. A zwłaszcza jeśli spojrzymy, jak Monza wyglądała w obronie w meczach z Interem i Udinese, czyli po prostu beznadziejnie.
Na Polaku będzie ciążył zupełnie inny rodzaj presji niż w Romie, bo tam każdy występ był ciekawą okazją i dobrą szansą. Tutaj będzie się od niego oczekiwało regularnej gry co tydzień, a jeśli tego zabraknie to znaczy, że wypożyczenie nie spełnia swojej roli.
Ziółkowski aktualnie jest nawet zdecydowanie najwyżej wycenianym piłkarzem Monzy przez Transfermarkt. Widnieje przy nim kwota 12 milionów euro. Wszyscy inni – od 8 milionów w dół. I to najpierw szereg zawodników ofensywnych, a kolejny defensor – wspomniany wcześniej Lucchesi – ma przy swoim nazwisku kwotę raptem 3,3 miliona euro.

To tylko proste zobrazowanie sytuacji, ale w tym zespole Polak po prostu musi grać. Każde inne rozwiązanie byłoby kompletnym rozczarowaniem. A zwłaszcza, że to wypożyczenie niesie w sobie też sporo zagrożeń:
- Monza to obok Frosinone – które jednak w miniony weekend rozbiło 3:0 Fiorentinę – główny kandydat do spadku. Lombardczycy wygrali baraże i brawo, ale nie wyglądali i nie wyglądają na drużynę gotową, żeby rywalizować w Serie A i celować w okolice 35 punktów potrzebnych do utrzymania. Zauważył to Paolo Bianco, trener, który wprowadził Monzę z powrotem do najwyższej ligi. W czerwcu stwierdził, że klub nie stwarza odpowiednich warunków do powalczenia o cokolwiek w najwyższej lidze i po prostu zdecydował się odejść.
- Biorąc pod uwagę powyższe, Ziółkowski może przeżywać na włoskich boiskach trudne chwile, nawet jeśli będzie grał co tydzień po 90 minut. Jeśli bowiem Monza nie odpowie na krytykę i faktycznie zacznie przegrywać taśmowo, to środkowemu obrońcy jest szczególnie trudno egzystować w takiej sytuacji. Już nawet ostrzeliwany bramkarz może się często wykazać, ale defensor – nawet jeśli sam byłby niezły – to w źle funkcjonującym organizmie raczej ma niespecjalne szanse, żeby się wybić.
- Ivan Jurić, czyli sukcesor Bianco, to też niezły aparat. Jesienią 2024 roku z hukiem po dwóch miesiącach wyleciał z Romy, potem spuścił do Championship Southampton, a dar od losu, jakim było objęcie Atalanty, zmarnował słabymi wynikami – rok temu zwolniono go już jesienią. Nie wiedzieć czemu Monza zwróciła się właśnie w jego kierunku, ale czy ten trener oprócz trywialnego „wzięcia za mordy” ma coś do zaoferowania? W najlepszym przypadku tak, ale nie potrafił tego pokazać w trzech klubach z rzędu, więc coś tu nie gra.
- Polscy kibice pamiętają historię Kacpra Urbańskiego, który w poszukiwaniu minut opuścił Bolognę i wiosnę 2025 roku spędził na wypożyczeniu właśnie w Monzy – słabej, nieuchronnie zmierzającej do Serie B. Sytuacja drużyny była bardzo kiepska, a pod względem indywidualnym szybko okazało się, że Polakowi to wcale tak blisko do wyjściowego składu nie jest. Czy ten scenariusz nie ma prawa powtórzyć się w przypadku Ziółkowskiego? Nie damy sobie uciąć ręki.
Pod względem życiowym włoska przygoda polskiego obrońcy postępuje idealnie – najpierw rok w Rzymie, teraz rok zapewne w Mediolanie, a jeśli nie w samym, to tuż na obrzeżach. Można nacieszyć się życiem i dobrze poznać dwa największe miasta Italii.
Ale piłkarsko? Obawy były, są i będą. Trzymamy kciuki za scenariusz, w którym Ziółkowski wskakuje do składu Monzy, zespół w miarę ogarnia się jako całość, a Polak zbiera bezcenne doświadczenie i za rok wraca do Rzymu dużo silniejszy. Ale wobec tej wizji widnieje tylko znaków zapytania i wątpliwości, że byłoby wręcz szokujące, gdyby żadna z nich ostatecznie nie weszła w życie.
Na początek jednak czekamy na debiut. Polski obrońca dostał już powołanie na wtorkowy mecz Pucharu Włoch z Torino, więc może poznać dzień meczowy w Monzy od środka. A potem? Przed przerwą na kadrę beniaminka czekają spotkania Serie A z Parmą, Lecce i Sassuolo, czyli idealny zestaw by przekonać się, czy warto bić na alarm i w jakim stopniu.
Fot. Newspix