Manchester United pokonał Ipswich Town 5:2. Wynik okazały, ale trochę zakłamujący boiskową rzeczywistość. Do przerwy znacznie lepszy był beniaminek Premier League, który spokojnie mógł prowadzić różnicą kilku goli. Druga połowa to już jednak z kolei pełna dominacja Czerwonych Diabłów i popis Bruno Fernandesa, który skończył mecz z hat-trickiem. Tym samym ekipa Michaela Carricka uniknęła kompromitującego wręcz początku sezonu, jakim byłyby dwie porażki z ligowymi nowicjuszami.
Lammens i Nunez ratowali Manchester United
Po opublikowaniu ligowego terminarza kibice Manchesteru United byli pełni nadziei na dobry początek sezonu – dwa mecze z beniaminkami zwiastowały komplet punktów. Po fatalnej inauguracji z Hull City ci sami sympatycy „Czerwonych Diabłów” byli już raczej pełni obaw przed kolejną kompromitacją.
Na tę zresztą zanosiło się długimi fragmentami pierwszej połowy. W 13. i 23. minucie gospodarzy ratował Senne Lammens. Belg obronił strzały Julio Enciso (biegł niczym Usain Bolt sam na sam od połowy boiska) i Daizena Maedy.
Dwa ostrzeżenia nie wystarczyły Man Utd. Za trzecim razem piłka wylądowała już w bramce Lammensa. Issahaku Fatawu ograł Luke’a Shawa (nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni w tym meczu), a potem świetnym podaniem obsłużył Leifa Davisa. Ten pięknie zmieścił piłkę pod poprzeczką i gracze beniaminka wyszli na prowadzenie.
This is Luke Shaw 🤯 , carrick must play Dorgu in that position ahead of him pic.twitter.com/sRDg3MJTJx
— Eustace © (@E_ustace) August 30, 2026
Po chwili to prowadzenie mogli jeszcze podwyższyć. Tym razem strzelającego z bliska Davisa zatrzymał – a jakże Lammens.
Najbardziej wymowną migawkę zaserwował nam realizator, pokazując twarz Michaela Carricka. Szkoleniowiec United wyglądał jak Zbigniew Stonoga, który poznał wynik wyborczy swojego komitetu w 2015 roku. Gdyby Carrick znał język polski, na pewno wymamrotałby „to jest jakieś, ku*wa, nieporozumienie”.
Michael Carrick doesn’t look happy. 😶 pic.twitter.com/Mqh8p8Qa4Y
— UtdXclusive (@UtdXclusive) August 30, 2026
Szczęśliwy (dla gospodarzy) traf chciał jednak, że w 40. minucie fatalnie poślizgnął się Marcelino Nunez, niemal jeden do jednego kopiując słynną wywrotkę Stevena Gerrarda. Tak jak wtedy skończyło się to golem. Szybką kontrę wyprowadził Matheus Cunha, dograł do Bruno Fernandesa, a ten kropnął wprost do siatki. Do przerwy 1:1, choć bardzo wymowny był fakt, że wyższe xG wypracowali podopieczni Gary’ego O’Neila.
Odmienione United po przerwie, koszmar Greavesa
Po przerwie obejrzeliśmy inną twarz Manchesteru United. Od początku zarysowała się wyraźna przewaga ekipy z Old Trafford. Już w 52. minucie powinno być 2:1, ale z najbliższej odległości Bryan Mbeumo trafił tylko w poprzeczkę, okradając Marcusa Rashforda z asysty.
Nie po raz pierwszy w nowożytnej historii Czerwonych Diabłów w trudnej sytuacji sprawy w swoje ręce wziął Harry Maguire. Tym razem to zdanie można czytać dosłownie. Anglik przejął piłkę tuż przed polem karnym przy użyciu rąk, potem oddał strzał, po którym piłka znalazła się w bramce. Wydawało się, że interwencja VAR jest tutaj murowana, w końcu przy strzelonym golu nie ma znaczenia intencjonalność takiej ręki. Tyle tylko, że powtórki pokazały, że po uderzeniu Maguire’a piłka nie leciała w światło bramki. De facto jest to więc gol samobójczy Jacoba Greavesa, od którego odbiła się piłka. W tej sytuacji należy już ocenić, czy ręka była przypadkowa, czy nie. Najwyraźniej sędziowie VAR uznali, że arbiter główny miał prawo z boiska uznać, że ręce stopera United na wysokości klatki nie były naruszeniem przepisów. Cóż, każdy może wyrobić sobie zdanie sam.
So Maguire handballs it, goes on then to shoot, the ball goes in
And the goal still stands, what have I just watched 😂 pic.twitter.com/0UQC2lmoRf
— EPL Bible (@EPLBible) August 30, 2026
Greaves nie pozbierał się jeszcze po samobóju, a po chwili bagaż jego negatywnych doświadczeń w tym meczu wzbogacił się o sprokurowany rzut karny. Stoper Ipswich bezceremonialnie wyciął szarżującego Cunhę, a rzut karny na gola zamienił oczywiście Bruno Fernandes. Dźwignął presję, która narosła po zmarnowanych jedenastkach w okresie przygotowawczym.
Hat-trick Bruno
W 68. minucie było już praktycznie po meczu. Bruno świetnie znalazł się pod bramką rywali i zamienił zablokowany strzał Mbeumo w koślawą asystę. Tym samym Portugalczyk skompletował hat-tricka. Na taki wyczyn nie zapowiadało się na pewno przez grubo ponad pół godziny tego spotkania.
Najlepszy piłkarz poprzedniego sezonu Premier League na tym nie poprzestał. W 82. minucie swój dorobek powiększył o asystę. Doskonale podał do Mbeumo, ten przelobował bramkarza, piłka zatańczyła jeszcze między poprzeczką a linią bramkową, a we wpadnięciu do siatki pomógł jej oczywiście… Greaves. Powtórki uchroniły go jednak od drugiego swojaka. Piłka przed jego niefortunną, desperacką interwencją była już w bramce.
Bruno Assist, Mbuemo Goal pic.twitter.com/cI9EC95EvU
— The UTD Takes (@TheUTDTakes) August 30, 2026
W doliczonym czasie gry po prostym błędzie Lisandro Martineza goście wywalczyli jeszcze bramkę na otarcie łez. Na listę strzelców wpisał się Chuba Akpom.
Ciężko o jakieś wnioski po tak nierównym występie ekipy Carricka. Do przerwy mogli cieszyć się z remisu, po zmianie stron rozjechali Ipswich do tego stopnia, że beniaminek mógł się cieszyć z „tylko” pięciobramkowego bagażu. Dziwny to był mecz. Ale przy tym kolejny, w którym kibice Premier League dostali grad goli.
Manchester United – Ipswich Town 5:2 (1:1)
- 0:1 – L. Davis 29′
- 1:1 – B. Fernandes 4o’
- 2:1 – J. Greaves (sam.) 56′
- 3:1 – B. Fernandes 61′ (k.)
- 4:1 – B. Fernandes 68′
- 5:1 – B. Mbeumo 82′
- 5:2 – C. Akpom 90+1
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix