Paździerz tej kolejki Ekstraklasy właśnie się odbył. Zagłębie Lubin przez prawie 70 minut meczu z Pogonią Szczecin grało w przewadze jednego zawodnika, ale akurat w przypadku tej drużyny to wcale nie była taka dobra wiadomość. Od tej pory bowiem musiała prowadzić grę.
A wiadomo, że Zagłębie Leszka Ojrzyńskiego po prostu tego nie potrafi. Nie dziwi więc specjalnie, że gospodarze żadnego gola nie strzelili – przynajmniej prawidłowego, bo raz Kerk trafił do siatki będąc na spalonym, gdy dobijał uderzenie Reguły – a najlepszą sytuację stworzyli sobie dopiero na sam koniec. Valentin Cojocaru odbił jednak piłkę po próbie z paru metrów idącego wślizgiem Reguły.
Zagłębie Lubin – Pogoń Szczecin 0:0. Głupota Cuicia osłabiła Portowców
Rumuński bramkarz przydzbanił dziś żałosną symulką na początku drugiej połowy. Otarł się o Kosidisa i upadł, sugerując, że został uderzony w szczękę. Liczył, że przekona sędziego do pokazania drugiej żółtej kartki greckiemu napastnikowi. Tej strony Cojocaru nie znosimy. Trzeba mu jednak oddać, że z bramkarskich obowiązków wywiązał się należycie.
I tak jednak dzbanem weekendu na ekstraklasowych boiskach zostaje Filip Cuić. Napastnik gości rozgrywał słabiutki mecz, przez 23 minuty zaliczył trzy kontakty z piłką, ale to szczegół w zestawieniu z jego zachowaniem po starciu z Damianem Michalskim. Stoper Zagłębia bezpardonowo go zatrzymywał, obaj się przepychali i upadli, a Cuić uznał, że to nie koniec i warto jeszcze zostawić rywalowi odcisk buta na żebrach. Paweł Raczkowski bez pomocy VAR-u pokazał mu zasłużoną czerwoną kartkę.
Co on zrobił?! 🫨 Filip Čuić wylatuje z boiska, Pogoń w dziesiątkę! 🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/NBCnbq9pHm
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 29, 2026
Od tej pory stało się jasne, że 0:0 to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Potwierdziły to słowa Mateusza Grzybka wypowiedziane w przerwie przed kamerami Canal+ Sport. – Można powiedzieć, że ta czerwona kartka trochę wybiła nas z rytmu. Nie do końca wiedzieliśmy, jak sforsować obronę Pogoni. Typowy mecz walki, bardzo dużo kartek i fauli. Mecz jest szarpany, przez co nie potrafiliśmy wykorzystać przewagi jednego zawodnika – stwierdził bez ogródek kapitan Zagłębia (Dąbrowski i Nalepa siedzieli na ławce).
Jeden Reguła nie wystarczył
W Pogoni w obliczu absencji Wahlqvista oraz Grosickiego i Ulvestada wśród rezerwowych, opaskę dostał Patryk Dziczek. Podołał, był chyba najlepszym zawodnikiem w swoim zespole. Bardzo dobrze zabezpieczał tyły, a czasami udzielał się też z przodu. I to właśnie on po szarży Mukairu mógł na kwadrans przed końcem wsadzić pięknego gola z woleja. Zabrakło może z pół metra.
W Zagłębiu wszystko wisiało na Marcelu Regule. Szefowie klubu wręcz wypychają go do Burnley, ale niech się dobrze zastanowią, bo bez tego chłopaka drużyna Ojrzyńskiego z przodu nie istnieje. 19-latek po zmianie stron szarpał, kiwał, dwa razy zmusił Cojocaru do większego wysiłku (po jednej z tych akcji Kerk dobijał ze spalonego), lecz to nie wystarczyło. Innych chętnych do zdobycia bramki brakowało.
Niewiele pożytku Zagłębie miało tym razem ze stałych fragmentów, więc generalnie oglądaliśmy mordęgę jednych i drugich. Po cichu liczyliśmy na ciąg dalszy mniej sportowych emocji – Raczkowski już do przerwy pokazał sześć żółtych kartek – ale kolejnych wykluczeń nie było. Zawodnicy już się pilnowali.
Jeżeli ktoś cały dzień spędził z Ekstraklasą – jak niżej podpisany – to na koniec dostał w żebra mocniej niż Michalski od Cuicia. Ufff, dobrze, że jest po wszystkim.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix