Ekstraklasa 5. Kolejka

Przemyslaw Banaszak 78"
Eniss Shabani 89"
Mario Garcia 16"
Fran Álvarez 36"
Angel Baena 63"

Czerwona kartka, grad goli, comeback i kontrowersja. Ale mecz we Wrocławiu!

Michał Kołkowski

22 sierpnia 2026, 22:45 • 5 min czytania 52

Reklama
Czerwona kartka, grad goli, comeback i kontrowersja. Ale mecz we Wrocławiu!

Remis 3:3 na wyjeździe przy grze w dziesiątkę przez prawie całe spotkanie? Teoretycznie: spory wyczyn. Sukces. Punkt, z którego można być tak po prostu dumnym. A jednak coś nam się wydaje, że zawodnicy Widzewa Łódź czują raczej wielki niedosyt po sobotnim starciu ze Śląskiem Wrocław. Chociaż świetnie sobie radzili mimo osłabienia, chociaż mieli już przeciwnika na widelcu, to nie zdołali dowieźć prowadzenia do końcowego gwizdka arbitra. I dali się zaskoczyć w sytuacjach, które – przynajmniej w teorii – powinny być dla nich najmniej kłopotliwe.

Reklama

My tam jednak narzekać na taki obrót spraw nie zamierzamy. Bo widowisko było naprawdę kapitalne.

Śląsk Wrocław – Widzew Łódź. Fatalny błąd Tomasiewicza

Wydawać by się mogło, że ten mecz rozpoczął się dla Widzewa najgorzej, jak tylko to możliwe. Już w siódmej minucie czerwoną kartkę obejrzał bowiem Przemysław Wiśniewski, który sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Papisa Dembele. Wprawdzie sędzia liniowy początkowo dopatrzył się w tej akcji ofsajdu, ale analiza VAR przyniosła zmianę werdyktu. No a wtedy Marcin Kochanek nie miał już żadnych wątpliwości i wyrzucił reprezentanta Polski z boiska. Zresztą Wiśniewski nawet w tej sytuacji nie protestował. Zdecydowanie bardziej rozgoryczony był Mariusz Fornalczyk, który musiał ustąpić miejsca na murawie Mateuszowi Żyrze.

Tak czy owak: zapachniało poważnymi kłopotami Widzewa we Wrocławiu.

Ale nic bardziej mylnego, bo już w 15. minucie Łodzianie mogli świętować wyjście na prowadzenie. Koszmarny błąd w rozegraniu w okolicach własnej szesnastki zanotował Grzegorz Tomasiewicz, no i Śląsk został za to niechlujstwo pomocnika bardzo dotkliwie skarcony. Inna sprawa, że Tomasiewicz żadnych wniosków z tego nie wyciągnął, bo krótko po utracie bramki na 0:1… zaliczył kolejne zbyt lekkie podanie do tyłu. Tym razem wyratował go jednak Karol Niemczycki.

Reklama

Refleksja przyszła dopiero w przerwie.

Zajebałem pierwszą bramkę. Chciałem Barcelonę zagrać przyznał zdenerwowany piłkarz Śląska w rozmowie z reporterem Canal+Sport.

Reklama

Wymiana ciosów po przerwie. Widzew zmierzał po trzy punkty

Utrata bramki nie była jednak najważniejszym problemem gospodarzy przed przerwą. Błędy się zdarzają, nad rozlanym mlekiem nie ma co płakać. Gorzej, że Wrocławianie nie mieli kompletnie żadnego pomysłu na sforsowanie defensywy Widzewa. Widzewa – podkreślmy to po raz drugi – grającego w osłabieniu, pozbawionego lidera swojej formacji obronnej. Z ataków Śląska nie wynikało żadne zagrożenie, nie przekładały się one na jakiekolwiek strzeleckie okazje. A już nad jakością dośrodkowań kierowanych w pole karne łódzkiej ekipy to naprawdę lepiej spuścić zasłonę milczenia. Co wrzutka, to bardziej dziadowska od poprzedniej.

Ante Šimundža bez ustanku wściekał się przy linii bocznej boiska i zupełnie nas to nie dziwi.

No a w 36. minucie gry trener Śląska mógł już tylko bezradnie załamać ręce, ponieważ Widzew podwyższył prowadzenie po znakomitym kontrataku. Wszystko się w tej akcji Łodzian zgrało, trzeba to docenić, choć obrońcy gospodarzy za bardzo podopiecznym Aleksandara Vukovicia nie przeszkadzali.

Reklama

Wprawdzie zaraz po przerwie Śląsk odpowiedział wreszcie golem kontaktowym i generalnie zaliczył kilka minut lepszej gry, ale zaraz wszystko wróciło do normy. To znaczy: ofensywnej niemocy gospodarzy i groźnych kontrataków gości. Już w 63. minucie rywalizacji Widzew wrócił na dwubramkowe prowadzenie – tym razem do siatki trafił Angel Baena, a obrona Śląska znowu istniała tylko teoretycznie. To naprawdę wstyd dać się tak rozklepać, mając na boisku liczebną przewagę.

Śląsk uratował się przed porażką. Samiec-Talar rozdawał ciasteczka

Jak gdyby tego było mało, niedługo potem zapachniało kolejną bramkową kontrą gości. Cała akcja została jednak, delikatnie rzecz ujmując, nienajlepiej rozegrana przez Sebastiana Bergiera i w ostatecznym rozrachunku spełzła na niczym. Napastnik zakończył ją kiepskim strzałem. Co okazało się mieć poważne konsekwencje dla Widzewa – w 78. minucie defensywa Łodzian po raz drugi dała się bowiem zaskoczyć po stałym fragmencie gry. I tym razem gospodarze poszli już za ciosem.

W końcu, w końcu dało się wyczuć, że Śląsk gra w przewadze jednego piłkarza.

Reklama

Kilka chwil później defensywa Łodzian posypała się już zupełnie, a potężną dziurę w szeregach obronnych przeciwnika bezbłędnie wykorzystał Eniss Shabani. My jednak komplementy kierujemy przede wszystkim pod adresem Piotra Samca-Talara. Już w pierwszej połowie był to jedyny gracz Śląska, który w ogóle próbował coś na boisku wykreować, no a po przerwie zaczął rozdawać kolegom takie ciasteczka, że aż ślinka ciekła na ich widok.

24-latek mógł mieć nawet hat-tricka asyst, gdyby gol Luki Marjanaca nie został anulowany po minimalnym spalonym.

Reklama

Trzeba jednak zaznaczyć, że trzeci cios Śląska nie powalił gości na deski. Wręcz przeciwnie, końcówka spotkania znowu należała do Widzewa. I można było nawet odnieść wrażenie, że przyjezdnym należy się rzut karny. Ale sędzia Marcin Kochanek na wapno nie wskazał. Po prostu zakończył mecz.

Emil Kornvig chce walczyć o piłkę, ale dwie dłonie rywala lądują na jego na twarzy. No czy to nie jest jedenastka?

Reklama

***

Tak czy owak – meczycho było naprawdę pierwszorzędne.

Nadal doceniamy postawę Widzewa, który dopiero w końcówce utracił kontrolę nad meczem, a w dziesiątkę grał przecież od siódmej minuty. Jak na ironię, podopieczni Vukovicia skonstruowali we Wrocławiu kilka tak fajnych akcji, jakich niekiedy nie potrafią przeprowadzić nawet w jedenastkę. A Śląsk? Cóż, długo grał okropny piach, to fakt, ale wyratował się stałymi fragmentami, aż wreszcie dorwał się do gardła osłabionego przeciwnika. No i wyszarpał mu z tego gardła remis.

„Dobre i to” – pomyślą zapewne w szatni Wrocławianie. Natomiast goście spędzą drogę powrotną do Łodzi w przekonaniu, że – mimo niesprzyjających okoliczności – mogli na Dolnym Śląsku ugrać coś więcej.

Reklama
5
Niemczycki
3
Llinares
1
2
Christodoulou
2
Malec
4
Matsenko
3
Andersson
2
Tomasiewicz
yellow-card
3
Yriarte
8 +
Samiec-Talar
2
5
Marjanac
5
Dembele
Marcin Kochanek 3

Zmiany:

icon-swap
Eniss Shabani
6
Jorge Yriarte
1
yellow-card
icon-swap
Przemyslaw Banaszak
6
Irodotos Christodoulou
1
icon-swap
Michal Rosiak
5
Alexander Timossi Andersson
yellow-card
icon-swap
Dorian Markowski
5
G. Tomasiewicz
1

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

fot. NewsPix.pl / FotoPyk

52 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
sobota, 22 sierpnia 2026 20:15
Sędzia:
Marcin Kochanek

Najnowsze

Reklama
La Liga

Debiutant uratował debiut Mourinho. Espanyol postawił się Realowi

Jan Broda
0
Debiutant uratował debiut Mourinho. Espanyol postawił się Realowi

Ekstraklasa

Reklama