Piętnaście lat temu Andora znajdowała się na samym dnie krajowego rankingu UEFA. Zdarzały się takie sezony, w których kluby z państewka wciśniętego między Francję a Hiszpanię nie potrafiły ugrać na europejskiej arenie nawet remisu. Po latach bolesnych, nierzadko wysokich porażek zespół z kraju o powierzchni mniejszej niż Warszawa może w końcu zawitać w fazie ligowej europejskich pucharów.
Rozwój Andory. Także dzięki UEFA
Wprowadzając Ligę Konferencji i zostawiając podział na ścieżki mistrzowskie i ligowe, UEFA wyciągnęła rękę w stronę mistrzów tych państw, które przed istnieniem „pucharu trzeciej kategorii” o europejskiej jesieni mogły tylko pomarzyć. Dzięki nowemu formatowi kolejne kraje mogły wprowadzić do gry swoich historycznych reprezentantów.
Ta sztuka udała się już klubom z Wysp Owczych, Bośni i Hercegowiny, Islandii, Malty, Irlandii Północnej, a także Walii. Na liście czekających na swojego debiutanta pozostają już tylko trzy federacje. San Marino i Czarnogóra straciły już wszystkie swoje drużyny w tegorocznych eliminacjach, ale w kwalifikacjach ostał się jeden rodzynek z Andory – Inter Escaldes.
W ubiegłej dekadzie andorskie kluby miały spory problem, żeby w jednym sezonie zdobyć choćby jeden punkt do rankingu krajowego UEFA. Ba, bywały całe pięcioletnie okresy, w których ekipy z tego kraju nie potrafiły odnieść łącznie nawet trzech zwycięstw (jeden punkt rankingowy przy trzech zespołach startujących w kwalifikacjach to równowartość trzech wygranych).
Żeby zauważyć progres, wystarczy spojrzeć na obecne współczynniki. Za trwający sezon Andora zgromadziła już 2,333 punktu. Dla porównania: Polska ma obecnie 2,700, a np. Ukraina… 0,875.
Każdy z andorskich zespołów wygrał w tegorocznej edycji europejskich pucharów jeden dwumecz. Co więcej, każdy zrobił to, triumfując w obu spotkaniach. Atletic Escaldes rozprawił się z czarnogórskim Mornarem, a Santa Coloma pokonała walijski Penybont. Obie te ekipy rozpoczęły zmagania od pierwszej rundy eliminacji Ligi Konferencji i poległy w kolejnej fazie, przegrywając kolejno z FC Vaduz oraz Rapidem Wiedeń.
Klub z Andory o krok od raju. Jedno zwycięstwo do celu
Mistrz kraju, Inter Escaldes, rozpoczął zmagania od pierwszej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Tam zmierzył się z gibraltarskim Lincoln Red Imps, z którym przegrał w dwumeczu 2:4. Zespół z Andory miał jednak sporo szczęścia w losowaniu. W drugiej rundzie eliminacji Ligi Konferencji otrzymał wolny los, natomiast w kolejnej fazie trafił na będącą w kryzysie Florę Tallinn.
Estończycy, dowodzeni przez naszego starego znajomego z Ekstraklasy Konstantina Wasiljewa, przegrali na wyjeździe 0:2. U siebie z kolei przyjęli czwórkę i niespodzianka stała się faktem. Inter awansował i jest dwumecz od fazy ligowej, a były zawodnik Piasta Gliwice, a także Jagiellonii Białystok przypłacił tę porażkę utratą posady.
O spełnienie marzeń gracze Interu rywalizują z kosowską Dritą Gnjilane. W pierwszym meczu udało im się wyrwać na wyjeździe remis 2:2. Zatem do historycznego awansu wystarczy im już tylko (i aż) wygrać przed własną publicznością.
Być może czwartkowy wieczór przejdzie do historii andorskiej piłki i kolejne państwo doczeka się jesieni w europejskich pucharach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix