Tego już nie da się wypuścić. Lech ZMIAŻDŻYŁ mistrza Szwajcarii!

Aleksander Rachwał

20 sierpnia 2026, 21:03 • 4 min czytania 56

Reklama
Tego już nie da się wypuścić. Lech ZMIAŻDŻYŁ mistrza Szwajcarii!

Gdy Lech w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów rozbił na wyjeździe Aarhus, wynik nieco przysłonił wyrównaną rywalizację i niezłą grę gospodarzy w tym spotkaniu. Historia dwumeczu z Duńczykami uczy, aby zachować pokorę do samego końca, ale… nie dajmy się zwariować – 7:0 załatwia sprawę awansu. Kolejorzowi gratulujemy więc fazy ligowej Ligi Europy!

Reklama

Przyznamy, nie spodziewaliśmy, że mistrzowie Szwajcarii okażą się takimi kasztanami. Zespół, który wcześniej nieznacznie przegrał z Dinamem Zagrzeb, a potem całkiem pewnie pokonał Vikingura Reykjavik, tym razem wyglądał jak juniorzy, a nie ekipa będąca o jeden dwumecz od Ligi Europy.

Nie znaczy to oczywiście, że mamy zamiar deprecjonować osiągnięcie Lecha. Nic z tych rzeczy – drużyna Nielsa Frederiksena zagrała przy Bułgarskiej koncert, perfekcyjnie obnażyła słabości przeciwnika. Na tym etapie eliminacji to mimo wszystko naprawdę duża rzecz.

Lech Poznań – FC Thun 7:0. Kolejorz zdemolował mistrza Szwajcarii

Gdyby Thun trenował Tomasz Kaczmarek, mógłby powiedzieć, że jego drużyna zaliczyła dobre wejście w mecz. I jeśli miałby na myśli pierwsze dwie minuty spotkanie to nawet wypadałoby się z nim zgodzić. Goście postraszyli Lecha po rzucie rożnym, niewiele brakowało, by Gutbub z bliska pokonał Lisa strzałem głową. Pogubieni w tej sytuacji lechici mieli sporo szczęścia, że Szwajcar w znakomitej sytuacji uderzył za słabo i prosto w śpieszącego z interwencją golkipera.

Na tym jednak gościnność gospodarzy się skończyła.

Reklama

Wiemy, jak to jest z Lechem – kiedy musi grać przeciwko nisko broniącemu rywalowi, to często się męczy. Nie ma jednak przypadku w tym, że wiele zespołów tak właśnie gra z Kolejorzem. Co się dzieje, gdy zostawi mu się za dużo miejsca na swojej połowie właśnie zaprezentowało Thun. Szwajcarzy nie zagrali w tym meczu odważnie. Zagrali zwyczajnie głupio, a Lech bez litości to wykorzystał.

Ileż razy przeciwnicy pozwolili skrzydłowym czy bocznym obrońcom Kolejorza zapuścić się z piłką w okolice swojego pola karnego, ileż zostawiali dziur na prostopadłe piłki… Goście co rusz prosili się o kłopoty i nie wyciągali w związku z tym żadnych wniosków.

Pierwszy gol? Heule przegrał walkę o piłkę z Walemarkiem, Szwed wyszedł sam na sam z bramkarzem i idealnie dokręcił piłkę przy dalszym słupku – tak, że piłka odbiła się od jego wewnętrznej strony i wpadła do siatki. Okej, indywidualny błąd, zdarza się. Natomiast to, co działo się później, to już wielopoziomowa katastrofa w obronie. Już chwilę później Skrzypczak uderzył głową nieznacznie obok bramki, a po kilku minutach mający furę miejsca w polu karnym Rodriguez koszmarnym pudłem zabrał asystę Pereirze.

Hiszpan nie rozpamiętywał tej sytuacji i szybko się zrehabilitował. Lechici zaskoczyli zdezorganizowanych rywali szybkim wznowieniem gry z rzutu wolnego, Kozubal zagrał do Rodrigueza, ten zagrał prostopadle do Sayyadmanesha (ustawionego na „dziewiątce” pod nieobecność Ishaka i dopiero od wczoraj obecnego w Polsce Agnero), a Irańczyk w sytuacji sam na sam zachował się podobnie jak wcześniej Walemark – uderzył tak, że piłka po odbiciu od słupka wpadła do bramki.

Reklama

Wydawało się, że dwa szybkie ciosy powinny zrodzić w graczach Thun refleksję typu: dobra, trzeba chyba trochę ostrożniej. Tymczasem nie minęło pięć minut, a Gurgul znów miał hektar wolnej przestrzeni na lewej stronie boiska. Obrońca dośrodkował do Walemarka, a mający pilnować Szweda zawodnik Thun nawet już nie stwarzał pozorów, że wierzy w zatrzymanie rywala. Skrzydłowy Lecha strzałem z powietrza po raz kolejny nie dał szans bramkarzowi.

Kompletnie posypani goście nie byli w stanie odpowiednio zorganizować się też przy stałym fragmencie gry. Lechici sprytnie rozegrali rzut wolny, Gurgul wyblokował rywala, Kozubal zagrał z pierwszej piłki, a niepilnowany Skrzypczak, również bez przyjęcia, zapakował piłkę do siatki.

Cóż, współczujemy kibicom szwajcarskiej ekipy, bo musiał to być przykry widok. Szczególnie bramka na 5:0, strzelona tuż przed przerwą, to pełny obraz bezradności przyjezdnych. Rodriguez zatańczył z piłką w polu karnym, jeden z graczy Thun pozorował, że chce mu ją zabrać, kolejny się poślizgnął, a następny nie zdołał przeciąć podania do niepilnowanego Murawskiego, dla którego ta sytuacja była jak strzał na pustą bramkę.

W takim meczu jak ten aż prosiło się o indywidualną akcję Daniel Hakansa. I rzeczywiście, wprowadzony jeszcze w pierwszej połowie za Walemarka Fin popisał się rajdem, który zapewnił Lechowi gola na 6:0. Gracz Lecha mógł co prawda lepiej wykończyć tę akcję, ale pomógł mu rykoszet, który całkowicie zmylił bramkarza rywali.

Reklama

Po drugiej stronie odwrotnie – jak nie szło, to na całego. Kiedy już wydawało się, że goście wpakowali rozluźnionemu już Kolejorzowi honorowego gola, trafienie zostało anulowane ze względu na spalonego.

A gospodarze, chociaż przez całą drugą połowę mogli już rozgrywać sobie piłkę na własnej połowie i czekać na końcowy gwizdek, nie zamierzali oszczędzać Szwajcarów. Upokorzenia dopełnił Robert Gumny, który na dużym spokoju z odległości szesnastu metrów przelobował stojącego w okolicy punktu karnego Steffena.

Co tu dużo mówić, demolka. Nie pamiętamy drugiego takiego łomotu sprawionego przez polską drużynę komukolwiek na tym etapie rozgrywek. Szwajcarzy wyglądali dziś mizerniej niż islandzki Breidablik, który Lech rok temu ogolił 7:1 w I rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Wtedy jednak goście większość meczu grali w dziesiątkę. FC Thun nie mają na co zrzucić winy – byli po prostu żałośnie słabi.

Brawo Lechu. Blamaż z Aarhus ciągle boli, ale plama zdecydowanie została zmazana.

Reklama

Fot. Newspix

56 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

Trener Thun po 0:7 z Lechem. „Przez 10 minut graliśmy dobrze…”

Jan Broda
5
Trener Thun po 0:7 z Lechem. „Przez 10 minut graliśmy dobrze…”

Liga Europy

Reklama
Liga Europy

Trener Thun po 0:7 z Lechem. „Przez 10 minut graliśmy dobrze…”

Jan Broda
5
Trener Thun po 0:7 z Lechem. „Przez 10 minut graliśmy dobrze…”