Klaksvik wściekłe na Lecha i UEFA? „Uważają to za aroganckie”

Aleksander Rachwał

14 sierpnia 2026, 09:59 • 3 min czytania 37

Reklama
Klaksvik wściekłe na Lecha i UEFA? „Uważają to za aroganckie”

Lech Poznań po wielogodzinnym opóźnieniu spowodowanym trudnymi warunkami atmosferycznymi dotarł na Wyspy Owcze, by zmierzyć się z KÍ Klaksvík. Mecz został przełożony z czwartku na piątek, co w tej sytuacji należy uznać za rozwiązanie korzystne dla mistrzów Polski. Odwrotnie jest w przypadku gospodarzy, o czym mówił na WeszłoTV farerski dziennikarz Rúni Á Reynatrøð. 

Reklama

Oczywiście nie są zadowoleni z tej sytuacji. Przygotowywali się, by zagrać mecz w czwartek wieczorem. Potem spotkanie miało być przełożone o kilka godzin. Organizacja takiego spotkania angażuje wiele osób. Mecz nie jest rozgrywany w Klaksvík tylko w Thorshavn. Wiele osób przyjechało do stolicy i było zaabsorbowanych meczem, a nagle UEFA zdecydowała, że jednak gramy następnego dnia. To ma wpływ na wiele osób. I nie były one zadowolone – mówił Reynatrøð w porannym programie na WeszłoTV.

Klaksvík niezadowolone z postawy Lecha i UEFA. „Mecz powinien zostać rozegrany wczoraj”

Dziennikarz podkreślił, że według jego wiedzy farerski klub nie akceptował przełożenia meczu.

Przeczytałem gdzieś, że UEFA zapytała obie drużyny, czy odpowiada im rozegranie meczu w piątek i obie wyraziły zgodę. Natomiast z tego, co ja wiem, KI się nie zgodziło. Chcieli grać w czwartek. Mają napięty terminarz, mecze ligowe. Pogoda mocno daje nam się we znaki na Wyspach Owczych. Przekładanie meczów to trudna sprawa. Nigdy nie wiemy, jaka będzie pogoda. Na pewno KÍ Klaksvík nie było szczęśliwe. Mają jeden dodatkowy dzień odpoczynku, ale to było niepotrzebne – stwierdził.

Jasno dał również do zrozumienia, że Lech mógł uniknąć opóźnienia, gdyby tylko zastosował się do rekomendacji dotyczących lotów na Wyspy Owcze.

Reklama

W przypadku późniejszego przylotu, można rozegrać mecz tego samego dnia później. Mecz powinien zostać rozegrany wczoraj. To nie wina KI, że polska drużyna zdecydowała się na użycie prywatnego samolotu. Dostali wcześniej informacje, że warunki pogodowe na Wyspach Owczych mogą być trudne, znali zalecenia, żeby przybyć wcześniej. Tak zrobiło Lugano, które zagrało swój mecz wczoraj. Tak właśnie powinno się do tego podchodzić, kiedy przyjeżdża się na Wyspy Owcze. Trzeba zostawić sobie pewien margines, dwa, może nawet trzy dni. Bo takie rzeczy mogą się tutaj zdarzyć – zaznaczył.

Klaksvík to drużyna, która na własnym stadionie sprawia problemy mocniejszym rywalom. Z ostatnich 19 meczów pucharowych KÍ przegrało tylko jeden. Reynatrøð twierdzi, że obok specyficznej sztucznej murawy i trudnych warunków pogodowych, to właśnie względy logistyczne stanowią jeden z atutów gospodarzy.

KÍ rzadko przegrywa u siebie. Dlatego gra na Wyspach Owczych daje miejscowym drużynom sporą przewagę. Także dlatego, że przyjezdnym zespołom trudno jest wszystko dobrze zorganizować – loty, transport na miejscu i całą logistykę. To daje farerskim drużynom dość dużą przewagę ze względu na nasze lokalne warunki – wyjaśnił.

Zwrócił również uwagę, że Klaksvík będzie dodatkowe zmotywowane.

Reklama

Myślę, że KÍ spodziewa się dziś bardzo dobrego meczu, bo są niezadowoleni z całej tej sytuacji. I chcą pokazać polskiej drużynie, że nie można po prostu tutaj przylecieć, tak jakby nic się nie stało. Uważają za trochę aroganckie to, że drużyna przyjeżdża mniej niż 24 godziny przed meczem i po prostu zakłada, że wyjdzie na boisko, rozegra spotkanie, będzie miała to z głowy i zaraz znowu wyjedzie – stwierdził.

Myślę, że KÍ naprawdę chce pokazać wszystkim, że nie można już traktować takich meczów lekceważąco. Trzeba szanować drużyny z Wysp Owczych. A UEFA w takich sytuacjach bardzo często zdaje się sprzyjać większym klubom. Jest też kwestia sędziów. Oni również mają tendencję do faworyzowania większych drużyn. Dlatego ciekawie będzie zobaczyć dziś wieczorem, jak poradzi sobie chorwacki sędzia – dodał.

Całą rozmowę z Rúnim Á Reynatrøðem możecie zobaczyć tutaj (początek od 49:47):

Reklama

Fot. Newspix

37 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Europy

Reklama