Cracovia ciągle czeka na pierwszą bramkę w sezonie, a Bartosz Grzelak na pierwsze zwycięstwo w Ekstraklasie. Ale Śląsk Wrocław wcale nie był dzisiaj lepszy i ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem.
Pierwsze połowy ewidentnie nie są ulubionym czasem kibiców Śląska Wrocław. Przeciwko Górnikowi Zabrze w ciągu 45 minut Wrocławianie oddali jeden celny strzał, z Rakowem też jeden, a przeciwko Cracovii – zero.
Gospodarze wyszumieli się – choć to może trochę za duże słowo – na samym początku, ale najlepsza szansa nie zakończyła się nawet oddaniem uderzenia. Wówczas świetne podanie za plecy obrońców otrzymał Piotr Samiec-Talar, wydawało się, że będzie miał przed sobą tylko bramkarza, ale w ostatniej chwili jak spod ziemi wyrósł przed nim Omar Traore, efektownym wślizgiem wybijając piłkę. Dobijać próbował jeszcze Luka Marjanac, lecz trochę zbyt długo składał się do oddania strzału.
Cracovia tworzyła szanse, ale była nieskuteczna
Przed przerwą zdecydowanie bliższa trafienia do bramki rywala była Cracovia, która polowała na pierwsze trafienie w sezonie.
– Powiedziałbym, że że to brak szcześcia. Ale musimy szukać swoich szans i próbować dalej. Nie czuję presji, jestem pewny siebie, pewny zespołu – mówił przed przerwą dla C+ Ajdin Hasić, będący najjaśniejszą postacią ofensywy Pasów. Gdy coś ciekawego działo się w ofensywie drużyny Bartosza Grzelaka – Bośniak zazwyczaj był w to zamieszany.
To on już na samym początku meczu sprawdził Karola Niemczyckiego, ładnie nawijając sobie wcześniej rywala, to on uderzył tuż obok bramki po kryminalnej stracie Jorge Yriarte na własnej połowie.
I to po podaniu Hasicia w 18. minucie Cracovia powinna wyjść na prowadzenie. Pomocnik Pasów zagraniem z głębi pola idealnie w tempo wypuścił Martina Minczewa, a ten mógł sobie wybrać – czy samemu trafić do bramki czy wyłożyć piłkę do pustej bramki Zahiroleslamowi. Zdecydował się na strzał, ale w doskonałej sytuacji przegrał pojedynek z Niemczyckim.
Kilka minut później Bułgar zrehabilitował się, odnajdując Zahiroleslama świetnym podaniem, ale tym razem to on nie popisał się w polu karnym, dając się zablokować.
Wreszcie, tuż przed przerwą, Cracovia zaatakowała w prostszy sposób. Po rzucie z autu piłka powędrowała prosto w pole karne, Lamine Ba wybił ją zbyt krótko, a Dijon Kameri huknął ile fabryka dała. Tylko że zamiast do bramki, trafił w poprzeczkę.
Szanse się pojawiały, ale zegar odmierzał czas nieubłaganie. Schodząc na przerwę Cracovia miała już rozegranych 225 minut sezonu bez strzelonego gola.
Pasy bez przełamania mimo czerwonej kartki
Na koniec spotkania seria urosła do 270 minut, a więc czterech i pół godziny gry bez gola dla Cracovii. Pasom nie pomogła nawet gra w przewadze, po tym jak dziesięć minut przed końcem z boiska wyleciał Lamine Ba (rozgrywający wcześniej całkiem niezłe spotkanie) za ostre wejście w nogę Mateusza Praszelika.
Z drugiej strony – jak Pasy miały strzelić, skoro w ataku niemal do końca miały Zahiroleslama, który przed przerwą legitymował się następującym bilansem podań: jedno celne na osiem prób (!). No i do którego cierpliwość kończyła się chyba nie tylko kibicom Cracovii, bo i oficjalne konto jego popisy strzeleckie kwitowało w takich słowach:
63′ | Strzał w maliny Zahiroleslama.
___#ŚLĄCRA 0:0— CRACOVIA (@KSCracoviaSA) August 9, 2026
Śląsk po przerwie – ponownie – wyglądał nieco lepiej niż przed nią, zwłaszcza, że znów rozkręcił się mało widoczny wcześniej Samiec-Talar. To on napędzał ataki Śląska, z których najlepszy zmarnował w 57. minucie Przemysław Banaszak.
Ale ostatecznie większość akcji gospodarzy kończyło się na świetnym dziś duecie stoperów Traore – Henriksson. Zwłaszcza ten pierwszy był jak skała – nie do przejścia i nie do przepchnięcia. I to jego uznajemy za plusa spotkania.
Generalnie remis ze strony Wrocławian, którzy przez całe spotkanie oddali jeden celny strzał, można uznać za szczęśliwy. Tego samego nie można powiedzieć o występie Michała Mokrzyckiego. Ten wszedł na boisko w 60. minucie, ale już po jedenastu minutach musiał je opuścić – kontuzja kolana nie wyglądała za ciekawie.
Michałowi życzmy zdrowia (przyda się!), tak samo jak kibicom obu zespołów. Dla jednych i drugich to może być długi i nerwowy sezon