Uryga zadowolony i pragmatyczny. „Liczyłem, że Sanchez się przełamie”

Marcin Ziółkowski

08 sierpnia 2026, 08:31 • 4 min czytania 0

Reklama
Uryga zadowolony i pragmatyczny. „Liczyłem, że Sanchez się przełamie”

Wisła Kraków po powrocie do Ekstraklasy bardzo dobrze dba o to, aby nudy w najwyższej klasie rozgrywkowej nie było. No i ponownie na Reymonta rywale Białej Gwiazdy stracili dwa gole. Znów dało to wygraną, tym razem 2:1 nad Wisłą Płock. Z kamerami Canal+ po meczu zmierzył się Alan Uryga, który obchodził swój jubileusz. Jest on bardzo zadowolony z tego, że jego dwaj hiszpańscy koledzy są obecnie w świetnej dyspozycji.

Reklama

Alan Uryga z setnym meczem dla Wisły Kraków w Ekstraklasie

Alan Uryga przeciwko byłej drużynie, Wisle Płock, rozegrał swój 100. mecz w Ekstraklasie dla Białej Gwiazdy. Był to drugi wygrany pojedynek Białej Gwiazdy w tym sezonie od czasu czteroletniej tułaczki w pierwszej lidze. Mimo wszystko, można było uznać to za najgorszy (na pewno stylowo) mecz Wiślaków w tym sezonie. Choć jak uważa między słowami Uryga, oby Wisła miała tylko takie problemy w tym sezonie

– Najsłabszy mecz Wisły w sezonie? Może rzeczywiście, jeśli chodzi o efektowność, ale na koniec życzyłbym sobie by te mecze nie podobały się, a punkty moglibyśmy sobie dopisać.

Pierwszego gola w Ekstraklasie zanotował Angel Rodado. Hiszpana długo nie było w grze. Uryga jest zdania, że jego kolega z drużyny przeszedł przez ten czas wręcz bezboleśnie. Nie widzi różnicy w jego poczynaniach jeśli chodzi o to, co Angel prezentował przed urazem i tym, co widzi ostatnio.

Reklama

– Wydaje mi się, że ten powrót przebiegł raczej szybko i gładko. Nie widać po nim wcale, że aż tak długo pauzował. Oczywiście, nam i jemu brakowało spokoju, czucia piłki w drugiej połowie, ale to chyba bolączka nas wszystkich.

Od pierwszej minuty Hiszpan wystąpił w ofensywie wraz ze swoim rodakiem. Jordi Sanchez notuje start marzeń w Ekstraklasie w barwach Wisły. Cztery gole w trzech meczach to miła odmiana po dość problematycznym epizodzie jeszcze w pierwszej lidze. Uryga podkreślił, że dwaj Hiszpanie z ofensywy to dla Wisły obecnie najważniejsi piłkarze.

– Niewielu kibiców spodziewało się, że obaj będą grać w pierwszym składzie. To wymarzony początek, jeśli chodzi o napastników. Jordi czwarty gol w trzecim meczu, Angel w pierwszym meczu już zdobywa bramkę, robi liczby. Oby tak dalej, nasza gra będzie uzależniona od dyspozycji zwłaszcza tej dwójki.

Reklama

Uryga zgodził się ze stwierdzeniem, że Płocczanie skutecznie działali w piątkowym meczu w środku pola. Zwrócono też uwagę na gorszy mecz Marko Bozicia i Frederico Duarte.

– Trochę tak. Brakowało nam spokoju i dokładności. Byliśmy bardzo groźni, mieliśmy dużo miejsca. W drugiej połowie momentami nisko się broniliśmy i czekaliśmy na kontry. Zbyt proste straty nie wiem z czego wynikały, ale musimy na to zwrócić uwagę.

Reklama

Choć w Ekstraklasie Uryga rozegrał 216 meczów i strzelił 16 goli to w barwach krakowskiej Wisły na najwyższym poziomie, kolokwialnie mówiąc, jeszcze nie wpadło. Kapitan Białej Gwiazdy zapewnia, że niedługo planuje zmienić kolej losu.

– Kilka lat spędziliśmy w pierwszej lidze, tam wpadało, a to zero wygląda tak brutalnie. To nie tak, że nie strzelam. To dopiero trzy kolejki po powrocie z najwyższą ligą, więc liczę, że niedługo dla Wisły bramkę strzelę.

Warto dodać, że Uryga w barwach Wisły Płock dwukrotnie trafił do siatki w Ekstraklasie na Reymonta. Wydaje się więc, że w tym sezonie jest szansa trafić też dla Białej Gwiazdy.

Zasugerowano, że Jordi Sanchez w Widzewie był swego rodzaju człowiekiem-chaosem. Uryga dosadnie przyznał jednak, że nie jest to zaskoczenie w jakiej dyspozycji znajduje się jego klubowy kolega.

Reklama

– Czy zaskoczenie? Skrzywdziłbym Jordiego, gdybym tak się o nim wyraził. Znam go z treningów, piłka go szuka. Wielkich liczb nie robił w pierwszej lidze, ale liczyłem, że odblokuje się i worek z bramkami się dla niego rozwiąże, będzie w stanie robić liczby.

 

 

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama