Trudny to był pewnie wieczór dla Frana Tudora, który rywalizację w meczu z Hammarby zakończył już w pierwszej połowie z powodu urazu. Po spotkaniu trener Dawid Kroczek przyznał, że kapitan Rakowa bardzo chciał zagrać w tym spotkaniu, ale teraz już wiadomo, że przed powrotem na boisko będzie potrzebował trochę więcej czasu. I może przegapić rewanż w Sztokholmie.
Uraz przywieziony przez Tudora z Malty okazał się jednak zbyt poważny. – Fran chciał zrobić bardzo dużo, żeby wystąpić w tym meczu. Zagrał na środkach przeciwbólowych, ale to siła wyższa, nie mógł kontynuować spotkania. Mam nadzieję, że szybko postawimy go na nogi, ale jeśli mam być szczery – nie wiem, czy będzie w stanie zagrać w rewanżu – prognozuje trener Kroczek i wydaje się, że faktycznie czeka Tudora nieco dłuższa przerwa.
Słabe punkty? Trener Kroczek zwraca uwagę na zadania swoich piłkarzy
Uwagę skupiali też inni piłkarze Rakowa, o których dziennikarze dopytywali trenera Medalików. Sztycha nie miał w starciu z obroną Hammarby Mahir Emreli, który, zdaniem Dawida Kroczka, ma na tyle dużo jakości, by nawet pozostając w cieniu przez większość meczu, dać o sobie znać w najważniejszym momencie.
– Nie mogę się zgodzić, że zaliczył bezbarwny występ. W całej swojej dynamice dawał nam bardzo dużo w utrzymaniu i zmianie środka gry. Nie jest prosto wejść w strukturę, w której przeciwnik broni sześcioma piłkarzami. Liczyliśmy jednak na walkę w trzeciej tercji i dlatego Mahir został na boisku do końca – ma jakość i wierzyliśmy, że może nam pomóc w wykończeniu – tłumaczył Kroczek.
Podobnie bronił występu Władysława Koczerhina, który dziś najczęściej meldował się pomiędzy obrońcami Rakowa i nie błyszczał w grze ofensywnej.
– Zbiegał do czwórki w obronie, tam prowadził swoje działania, rozgrywał piłkę. Pod względem taktycznym zagrał tak, jak powinien. Oczywiście wiemy, że może dawać więcej, ale po urazie dochodzi dopiero do swojej dyspozycji. Jak będziemy cierpliwy, to niedługo zobaczymy jego najlepszą grę – przekonuje opiekun Rakowa.
Może już za tydzień w Sztokholmie? Sprawa awansu jest przecież nadal otwarta, choć w lepszym położeniu są bez wątpienia Szwedzi, którzy zagrają przed własną publicznością.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix