Przejęcie władzy w polskim związku sportowym jest łatwe [ZOBACZ JAK]

Sebastian Warzecha

30 lipca 2026, 16:59 • 6 min czytania 7

Reklama
Przejęcie władzy w polskim związku sportowym jest łatwe [ZOBACZ JAK]

Marzy wam się sterowanie całą dyscypliną sportową w naszym pięknym kraju? Może w dodatku olimpijską? Boicie się spróbować? Nie ma czego! Jeśli tylko się postaracie, może okazać się, że sprawa przejęcia władzy jest stosunkowo prosta… i w pełni legalna. A co pomyśli sobie o tym środowisko, to już zupełnie inna sprawa. Ale czy was powinno to obchodzić? Oczywiście, że nie.

Reklama

Jak zawładnąć polskim związkiem sportowym? Saneczkarstwo instruuje

Przykładem niech będzie dla nas saneczkarstwo i Polski Związek Sportów Saneczkowych. Bo to właśnie tam niedawno miała miejsce dokładnie taka sytuacja. Kończyła się kadencja zarządu, krytykowanego przez większość zawodników i trenerów. Zarządu, który wiele rzeczy w polskim saneczkarstwie pogrzebał, w dużej mierze za sprawą działań byłego już prezesa. Nowe wybory miały być też nowym rozdaniem.

I w sumie wyszło, że tak się stało. Jest to zupełnie nowe rozdanie, bo… nikt wybranego na nich prezesa wcześniej nie znał.

Reklama

Jak to możliwe? Prosta sprawa. Prezes jest w zasadzie „słupem”, a przynajmniej tak mówią osoby ze środowiska. Został podstawiony przez osobę, która w saneczkarstwie tkwi od dawna, ale „dalej niczego nie umie”, doskonale za to odnalazła się w tych okołopolitycznych rozgrywkach. I okazało się, że dziś to ona trzyma w ręku wszystkie karty, rozdając je wedle własnego upodobania.

Ta osoba to Dariusz Ziarno, pełniący obowiązki trenera kadry juniorów. Więcej o nim i jego pomysłach czy też wybrykach przeczytacie w reportażu o tym, jak zabija się polskie saneczkarstwo (link poniżej), a to naprawdę długa lektura. Tu skrót jej części.

CZYTAJ TEŻ: „SANKI ZDECHNĄ”. JAK DOBIJA SIĘ POLSKIE SANECZKARSTWO

Jak więc – na przykładzie Ziarny i PZSSan – przejąć władzę w całej dyscyplinie?

Reklama

Krok pierwszy. Wybierzcie sport

Nieco tę instrukcję usprawnimy, Ziarnie zajęło to w końcu jakieś trzy dekady. Owszem, wcześniej zapewne – najzwyczajniej w świecie – nie miał podobnych ambicji, a i cała sprawa wyszła nieco z przypadku, jak mówią nam osoby z saneczkarskiego środowiska. Niemniej: sam fakt, że to właśnie saneczkarstwo, już jest istotny.

Bo pokazuje jedno: warto wybrać dyscyplinę, w której jest mało klubów, mało zawodników, no i ogólnie niezbyt medialną. Oczywiście, bardziej opłaca się przy tym postawić na sport olimpijski, choć to znacznie ogranicza nam ich listę.

Ostatecznie jakiś się pewnie trafi. Jak nie saneczkarstwo, to może bobsleje? Jak nie bobsleje, to przecież mało kto w Polsce uprawia – dajmy na to – skialpinizm czy surfing. Nigdy też nie liczyliśmy się w baseballu, jest szansa, że i tam może być stosunkowo słaba obsada i – to ważne – dziurawy statut.

Bo tu trzeba przejść dalej.

Reklama

Krok drugi. Przeanalizujcie statut

Gdy już wybierzecie sport, przeskoczcie do tego kroku. Bo nie ma sensu bawić się we wchodzenie w dyscyplinę, jeśli okaże się, że najważniejsze dokumenty pisał ktoś, kto jednak znał się na swojej robocie i trudno będzie po cwaniacku je wykorzystać. Jeśli jednak statut jest dziurawy – możecie nawet poprosić o opinię prawnika, czemu nie – to dawajta, ferajna!

W polskim saneczkarstwie statut związku dziury miał i ma nadal. Bo nikt nie myśli teraz o tym, by je poprawiać, przecież to one pomogły dorwać się do władzy.

Jakie to były dziury?

Ano prosta sprawa: w PZSSan każdy klub zrzeszony w ramach tego związku ma jeden głos, a do tego głosy mają też okręgowe związki. We wspomnianym już tekście tłumaczył to były wiceprezes związku, Zbigniew Czoch:

Reklama

– Statut jest tak skonstruowany, że każdy klub ma jeden mandat. Warunkiem jest udział w zawodach organizowanych przez PZSSan. Nie ma kryteriów, czy ma się jednego zawodnika, czy stu.

Nieważne więc, czy wysyła się zawodników na igrzyska. Nieważne, czy ma się seniorów (tym bardziej, że akurat seniorskie mistrzostwa Polski nie odbyły się od kilku lat). Nieważne, jak korzysta się z dotacji i jakie działania się wykonuje. Wystarczy zawodnik lub zawodniczka – junior czy młodzieżowiec, który po prostu wystartuje. Bo miejsca też nie mają znaczenia. To wszystko dla równości klubów… pytanie tylko, czy nie jest to równość źle pojmowana.

Z perspektywy czasu – na pewno okazało się, że to statutowa dziura. I to spora.

Krok trzeci. Zacznijcie działać… ale spokojnie

Gdy już namierzycie waszą lukę w przepisach – róbcie swoje. Możliwe, że lepiej będzie, jeśli najpierw do sportu wejdziecie i na moment się przyczaicie. Warto rozeznać się w sytuacji, zawrzeć znajomości, pokazać się jako znana w środowisku twarz. Czy znana od strony dobrej czy złej – w zasadzie nie ma znaczenia, o ile będziecie potencjalnie cenni dla innych osób i o ile zdobędziecie sobie jakąś tam reputację.

Reklama

Dariusz Ziarno taką zdobył, a przy okazji zdołał zawrzeć cenne sojusze – głównie z klubami z torów naturalnych. To dyscyplina nieolimpijska, często nieco pomijana, ale działająca w ramach tego samego związku, bo ostatecznie – to też saneczkarstwo.

Tak więc: jeden głos na jeden klub. A w okolicach Bielska-Białej i Pszczyny były aż cztery takie. Do tego dochodzi głos śląskiego związku, w którym kluby te mają przewagę. Pięć głosów na Walnym Zgromadzeniu PZSSan, gdzie łącznie potencjalnie jest ich maksimum 20. Naprawdę warto z nimi pogadać, coś im obiecać, skłonić do odpowiedniego głosowania.

I to właśnie takich sojuszy musicie szukać przez tych kilka lat. Na spokojnie, usiądźcie na swoim stołeczku, rozmawiajcie, poczekajcie. Nie ma sensu od razu się wychylać.

Krok czwarty. Pora na was

Gdy już macie znajomości i jesteście kojarzeni przez środowisko. Do tego – gdy jasne staje się, że to odpowiedni czas na wykorzystanie wynalezionej przez was luki – korzystajcie. Jak to zrobiono w polskim saneczkarstwie? Otóż w najprostszy możliwy sposób – cudownym rozmnożeniem klubów. Dariusz Ziarno dawniej miał jeden, Tajfun. Teraz blisko siebie trzyma aż cztery.

Reklama

We wspomnianym tekście opowiadał o tym Marek Skowroński, wieloletni trener kadry, a przy okazji człowiek-instytucja dla polskiego saneczkarstwa, o którym wielu zawodników mówi, że powinno się mu budować pomniki.

– Darek Ziarno ma stworzonych parę klubów, do tego ma dobre kontakty z przedstawicielami z torów naturalnych. Na 19 klubów i okręgów w związku, oni są zrzeszeni w 10. Ma przez to demokratyczną większość, a w efekcie może wybierać ludzi, których chce wybierać. Na tym polega demokracja. […] Po prostu znalazł ludzi, których namówił do założenia klubów i one – będąc w okręgu nowosądeckim – ściśle współpracują. Jak ja bym namówił swoich znajomych do utworzenia klubu, to też byśmy działali razem, reprezentując nasze wspólne interesy.

 

Reklama

Dziura jest więc w statucie podwójna: każdy klub, w zasadzie niezależnie od wszystkiego, ma jeden głos, a do tego w żaden sposób nie utrudnia się tworzenia nowych drużyn i przystępowania do związku, a potem – głosowania na Walnym Zgromadzeniu. Ba, gdyby UKS Nowiny Wielkie, aktualnie najważniejszy dla polskiego saneczkarstwa klub, zechciał się rozdzielić, biorąc pod uwagę ilu ma zawodników, pewnie mógłby stworzyć i z dziesięć ekip.

I wtedy to przedstawiciele tych drużyn i ich koledzy mieliby większość na wyborach.

Tyle że tam nikt na taki krok się nie odważył. A Dariusz Ziarno tę odwagę – bezczelność? – miał. I dziś rozdaje karty. Tak jak i wy możecie je rozdawać, jeśli uda wam się podążyć podobną drogą.

Wszystko legalnie, w dodatku – z tylnego siedzenia. Bo Ziarno żadnej funkcji w związku nie objął, dalej pracuje z kadrą juniorów. Prezesem jest Rafał Zahuta, człowiek – jak mówią osoby ze środowiska – przez Ziarnę wystawiony, którego nikt wcześniej nie znał. Był jednak jedynym kandydatem, a nawet gdyby było ich więcej – Zahuta przegrać nie mógł.

Reklama

Ziarno miał wszystkie asy z talii. Idealna partia. I drogowskaz dla was, jeśli chcecie zarządzać jakąś dyscypliną.

Instrukcja jest krótka i prosta. To jak, spróbujecie?

Fot. Newspix

Reklama
7 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Arbeloa przygarnie byłych podopiecznych. Kilkadziesiąt milionów za graczy Realu

Braian Wilma
1
Arbeloa przygarnie byłych podopiecznych. Kilkadziesiąt milionów za graczy Realu

Inne sporty

Reklama