Ten wieczór będzie śnił się kibicom Lecha po nocach. Mistrz Polski roztrwonił trzybramkową zaliczkę z pierwszego meczu w Danii i przegrał po rzutach karnych z Aarhus. Niels Frederiksen nie krył rozgoryczenia takim obrotem spraw.
Nie tak to wszystko miało wyglądać. Najlepiej od lat przygotowany do ataku na Ligę Mistrzów mistrz Polski miał postawić kropkę nad i w meczu rewanżowym z Aarhus. Na wyjeździe Lech pokonał Duńczyków 4:1 i nawet tak duża zaliczka nie wystarczyła do awansu. W trakcie 90 minut rywal Lecha zdołał wbić mu trzy gole, w dogrywce obie ekipy dorzuciły po jednym trafieniu, a po rzutach karnych z awansu cieszyli się Duńczycy.
Katastrofa Lecha w dwumeczu z Aarhus
Co było przyczyną takiej kompromitacji mistrza Polski?
– Widziałem zawodników, którzy ciężko pracowali na boisku. Nie weszliśmy jednak na poziom, który normalnie prezentujemy z piłką przy nodze. Nie mam poczucia, że zlekceważyliśmy rywala. Wiedzieliśmy, że ten mecz będzie trudny, bo Aarhus to dobra drużyna. Szczerze, nie sądzę, że to kwestia zlekceważenia przeciwnika – mówił po meczu Niels Frederiksen.
To kolejny z tych wieczorów, który zapisze się w czarnej części historii Lecha.
– Działam w tym zawodzie około 30 lat. Spotykały mnie duże rozczarowania, ale to z pewnością jedna z moich największych porażek. To wielkie rozczarowanie. Nie tylko dla mnie, ale też dla zawodników, klubu, kibiców. Oczekiwaliśmy, że nam się uda. Ból jest tym większy, że Aarhus to jeden z najtrudniejszych rywali, na jakich mogliśmy trafić, a drużyna w kolejnej rundzie, z całym szacunkiem, byłaby jeszcze bardziej w naszym zasięgu. To było niezwykle bolesne. Piłka nożna jest czasami g*wniana, nienawidzę tego uczucia – skomentował trener Lecha Poznań.
Nie będzie więc polskiej drużyny w Lidze Mistrzów. Zamiast starcia z Sabah Baku, Kolejorz zagra w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy z Klaksvik.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix