Zapachniało blamażem, ale finalnie Raków zrobił swoje

Michał Kołkowski

Opracowanie:Michał Kołkowski

23 lipca 2026, 20:44 • 4 min czytania 30

Reklama
Zapachniało blamażem, ale finalnie Raków zrobił swoje

Raków Częstochowa wygrał z Valletta FC w pierwszym meczu 2. rundy eliminacji do Ligi Konferencji. To proste zdanie w zasadzie zamyka listę pozytywów, jakie możemy wyciągnąć z czwartkowego występu podopiecznych Dawida Kroczka. No przeokrutnie się ekipa spod Jasnej Góry męczyła ze słabiutkim przecież rywalem, a w drugiej połowie miała też sporo szczęście, bo przeciwnicy zmarnowali rzut karny przy wyniku 1:1.

Reklama

Ostatecznie Raków zrobił swoje, wygrał, ale aż takich męczarni się naprawdę nie spodziewaliśmy.

Raków – Valletta. Dramatyczna dyspozycja Medalików

Pierwsza faza meczu to był koszmar. KOSZMAR.

Powróciły wspomnienia z najczarniejszych okresów gry polskich klubów w eliminacjach do europejskich pucharów. Czasów, gdy pierwsze eurowpierdole odhaczaliśmy już na początku lipca. Raków grał ospale, chaotycznie, jak gdyby totalnie bez zrozumienia pomiędzy poszczególnymi zawodnikami, którzy nie poruszali się po boisku w jednym rytmie. W efekcie kolejne akcje kończyły się albo bezsensownymi strzałami z nieprzygotowanych pozycji, albo dograniami kompletnie do nikogo. No naprawdę nic nie zgadzało się wtedy w grze Medalików. A ich rażąca, ofensywna niemoc i bylejakość ewidentnie rozzuchwaliła gości z Malty.

Efekt? Parę całkiem groźnych kontrataków drużyny przyjezdnej i bramka na 0:1 w 23. minucie rywalizacji. Po akcji prostej jak budowa cepa: świetne dośrodkowanie na dalszy słupek, jeszcze lepsze wykończenie Manuela Morello, no i Valletta FC sensacyjnie prowadziła w Częstochowie.

Reklama

Danie takiej przestrzeni i czasu dośrodkowującemu piłkarzowi to po prostu kryminał, powiedzmy sobie szczerze.

Stracony gol obudził Raków, to trzeba przyznać. Pojawiło się kilka sprawniejszych ataków, ekipa Valletty została zepchnięta głęboko za podwójną gardę. Ale kiedy dynamika w grze gospodarzy zaczęła się wreszcie zgadzać, to piekielnie szwankowała skuteczność. Niemoc udało się przełamać dopiero po zmianie stron, gdy piłkę do siatki skierował Mahir Emreli, który dawniej także i w Legii Warszawa imponował skutecznością w europejskich rozgrywkach. Ale nawet w akcji bramkowej trzeba było bodaj trzech uderzeń, by golkiper przyjezdnych wreszcie skapitulował. Niemniej – wydawało się, że najgorsze już za Rakowem.

Reklama

Raków – Valletta. Podopieczni Krocza uniknęli kompromitacji

Niestety, nic bardziej mylnego. Podopieczni Dawida Kroczka po zdobyciu bramki na 1:1… znowu spuścili z tonu i zredukowali tempo gry. Jakby uznali, że remis u siebie z trzecią drużyną minionego sezonu maltańskiej ekstraklasy to w sumie całkiem satysfakcjonujący rezultat. Naprawdę przecieraliśmy oczy ze zdumienia, obserwując tę dziadowską postawę zawodników z Częstochowy, a w 73. minucie zapachniało kolejnym kataklizmem. W polu karnym Rakowa piłka otarła się bowiem o rękę Patryka Makucha, a sędzia wskazał na jedenasty metr. Na szczęście Petar Sekulović uderzył z karnego tak, jakby pierwszy raz w życiu wykonywał jedenastkę.

Dopiero ten sygnał alarmowy przypomniał Rakowowi, że ten mecz wypadałoby jednak, kurczę, wygrać. Gospodarze znowu przycisnęli, nieźle dysponowany Makuch (abstrahując od tej sytuacji z karnym, dość pechowej) zapewnił Medalikom długo wyczekiwane prowadzenie, a tuż przed końcem rywalizacji Stratos Svarnas (po asyście Makucha, zaznaczmy) dołożył jeszcze bramkę na 3:1, która sprawia, że Raków może do rewanżu podejść z minimalnym spokojem. Minimalnym, bo Sekulović trafia z karnego do siatki, zamiast kopać gdzieś w maliny, i jesteśmy przekonani, że byłby w Częstochowie eurowpierdol jak malowany.

Reklama

Pierwsza porażka polskiego klubu z rywalem z Malty, nie licząc Pucharu Intertoto, wisiała w powietrzu.

No ale nie ma sensu martwić się na zapas. Raków, w stylu dość nędznym, ale swoje zrobił. Oby słabiutka postawa w tym spotkaniu wynikała z faktu, że sztab Dawida Kroczka przygotowuje optymalną formę drużyny na kolejne rundy eliminacji, a Maltańczyków chce po prostu odprawić jak najmniejszym nakładem sił. Paru szkoleniowców już się wprawdzie na takim podejściu przejechało – Maciej Skorża, Wisła – Levadia, pamiętamy! – no ale Raków do awansu się finalnie przybliżył.

Z kłopotami, ale jednak.

Raków Częstochowa – Valletta FC 3:1 (0:1)

  • 0:1 – M. Morello 23′
  • 1:1 – M. Emreli 53′
  • 2:1 – P. Makuch 78′
  • 3:1 – S. Svarnas 90′

zmarnowany rzut karny: P. Sekulović (Valletta) 73′

Reklama

fot. NewsPix.pl

30 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Reklama
Ekstraklasa

Miało być spokojnie, jest nerwowo. Valletta uciszyła stadion Rakowa! [WIDEO]

Wojciech Piela
12
Miało być spokojnie, jest nerwowo. Valletta uciszyła stadion Rakowa! [WIDEO]