Kibice Chicago Fire, chcący zakupić koszulkę z nazwiskiem Roberta Lewandowskiego, muszą uzbroić się w… dużą cierpliwość. Nowemu klubowi Polaka została do sprzedania bardzo ograniczona liczba koszulek. – Złożyliśmy już zamówienie na więcej niż dziesięć tysięcy kompletów, ale dotrą one do nas dopiero za pięć lub sześć miesięcy – informuje nas Dave Baldwin, prezes klubu z Wietrznego Miasta. Wszystkiemu winne są sztywne reguły panujące w MLS.
Bardzo się zdziwiliśmy, gdy okazało się, że w dniu prezentacji Roberta Lewandowskiego nie da się w Chicago kupić koszulki z jego nazwiskiem. Nowy klub Polaka nie ma swojego oficjalnego sklepu. Gadżety sprzedaje na stadionie przy okazji meczów oraz na dwóch skromnych stoiskach w Chicago. Gdy dotarłem po godzinie 16:00 na jedno z nich – mieszczące się w barze Recess, w którym puszczane są mecze mundialu – obejrzałem trykoty schowane pod czarnymi płachtami.
– Niestety, już zamknięte – poinstruowała mnie pracowniczka.

Poprosiłem po chwili o sprawdzenie, czy są na stanie jeszcze koszulki z nazwiskiem polskiego napastnika. Serdeczna pani przeczesała wieszaki, by po chwili odpowiedzieć, że… nie ma ani jednego trykotu Lewandowskiego.
Zadzwoniłem więc do drugiego stoiska Chicago Fire, które było wciąż otwarte. Tam też powiedziano mi, że nie ma na stanie żadnych koszulek Lewandowskiego.
Czy to nie dziwne, że klub ściąga taką postać, płaci mu 16 milionów dolarów za rok kontraktu i… nie sprzedaje nawet jego koszulek?
Trudno kupić koszulkę Lewandowskiego
Jak się okazuje, ta sytuacja potrwa jeszcze niestety kilka miesięcy. Chicago Fire dysponuje o wiele mniejszą liczbą koszulek niż wynosi zapotrzebowanie. Zamierza wypuszczać je do sprzedaży małymi partiami po kilkadziesiąt sztuk. Kiedy klub informował, że trykot z numerem 9 będzie można kupić na meczu z Vancouver, zalecał jednocześnie, by szybko ustawić się w kolejkę, bo spodziewana jest bardzo szybka wyprzedaż.
Dlaczego tak się dzieje?
W całej Europie sprawa jest bardzo prosta. Każdy klub ma swoją osobną umowę z producentem sprzętu i jeśli potrzebuje kolejnej dostawy koszulek, po prostu składa u niego zamówienie. Amerykańskie kluby mają jednak związane ręce, a powodem jest system… centralnej dystrybucji strojów.
W sezonie 2026 wszystkie 30 klubów MLS gra w sprzęcie produkowanym przez Adidas. To efekt ligowej, scentralizowanej umowy – uczestnicy ligi nie wybierają indywidualnie producenta strojów, jak w wielu ligach europejskich. Adidas dostarcza też piłki meczowe, stroje treningowe i odzież dla sztabów.
Problemem tej umowy jest brak elastyczności producenta sprzętu. Każdy klub przed sezonem deklaruje, jak dużą liczbę koszulek chciałby otrzymać. Jeśli trykoty rozejdą się wśród kibiców, na kolejną partię trzeba czekać… do początku następnego sezonu.
Kiedy Chicago Fire składało zamówienie na koszulki, nie miało prawa wiedzieć, że latem uda mu się podpisać kontrakt z Lewandowskim lub inną supergwiazdą. Szaleństwem byłoby wtedy zamawianie dużej partii strojów w ciemno. – Liczba koszulek jest bardzo ograniczona, spodziewamy się, że wyprzedadzą się niezwykle szybko. Złożyliśmy już zamówienie na więcej niż dziesięć tysięcy kompletów, ale dotrą one do nas dopiero za pięć lub sześć miesięcy, czyli na start nowego sezonu. Tak samo było z Messim, Müllerem i innymi zawodnikami – tłumaczy nam Dave Baldwin, prezes Chicago Fire.
Żeby zadowolić rozczarowanych kibiców, klub zorganizował wydarzenie, podczas którego można było spersonalizować nazwiskiem Lewandowskiego… używaną koszulkę.
W najbliższych miesiącach szanse na zdobycie koszulki polskiego zawodnika są znikome. Nic dziwnego, że w klubie żartują, że ten podstawowy atrybut kibicowski jest dziś w Chicago dobrem luksusowym.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. własne