Mecz o brąz na mundialu nie ma żadnego sensu [KOMENTARZ]

Jakub Radomski

18 lipca 2026, 10:08 • 9 min czytania 50

Reklama
Mecz o brąz na mundialu nie ma żadnego sensu [KOMENTARZ]

Francja i Anglia muszą rozegrać mecz o trzecie miejsce. Używam słowa „muszą”, bo jedni i drudzy najchętniej spakowaliby się i byli już w samolocie do domu, żeby pobyć z bliskimi i poradzić sobie z traumą półfinałowej porażki. UEFA lata temu zrozumiała, że takie spotkania nie mają sensu, a FIFA dalej w nie brnie. Po co? Wyobrażacie sobie półfinalistów Wimbledonu, którzy przegrali w tej fazie, są wkurzeni, po czym znów muszą wyjść na trawę i „tłuc” o to, który ma miejsce w trójce, a który nie? Absurd. Jeżeli takie spotkania gdzieś mają sens, to w igrzyskach olimpijskich.

Reklama

Półfinał to spore osiągnięcie, ale tak naprawdę teraz nikt nie chce słyszeć o meczu o brąz. Ja też nie, bo wymagamy od siebie jak najwięcej, na tym polega rywalizacja. Żaden z moich zawodników i żaden z Francuzów nie chce grać w tym meczu. Oni chcieli grać w finale. Daliśmy z siebie wszystko, żeby zagrać o tytuł. Wszyscy rywalizują, żeby wygrać – mówił po porażce z Argentyną trener Anglików Thomas Tuchel.

Przyznał to szczerze, z serca. To nie były też raczej słowa, które padły pod wpływem emocji i z których Niemiec po czasie chciałby się wycofywać. Francja i Anglia miały jeden cel – mistrzostwo świata. Wiele osób przed półfinałami stawiało na nich, byłem wśród nich też ja. Mimo to przegrali i na pewno mocno to przeżyli, a teraz po kilku dniach muszą rozegrać mecz o to, kto będzie brązowym medalistą mistrzostw świata.

Przeżyłeś wielką porażkę. I zamiast jechać do domu, musisz znowu grać

Myślicie, że to ma dla nich jakiekolwiek znaczenie? Nie tylko w tej chwili, po porażce, ale nawet w szerszej perspektywie? Może minimalnie. Prędzej dla Francji, ale głównie dlatego, że z pracą z kadrą po tym spotkaniu żegna się Didier Deschamps. Zawodnicy mogą chcieć zwyciężyć dla niego. Nie sądzę jednak, by jedni czy drudzy wyszli na ten mecz szczególnie zmotywowani. To, co najważniejsze, już się wydarzyło, a teraz trzeba będzie odbębnić na boisku 90 minut. Albo 120. Może jeszcze strzelać rzuty karne, gdy najchętniej byś się już spakował i pojechał do domu. Odpoczął od piłki, która po porażce przestała cię bawić.

„Macie powiedzieć grupie najlepszych sportowców świata: Hej, właśnie przeżyliście najbardziej traumatyczną porażkę w karierze, ale zamiast jechać do domu, do rodzin, dajemy wam szansę zagrania o nagrodę pocieszenia” – piszą Hannah Vanbiber i Chris Sprow na łamach „The Athletic”.

Reklama

I uważam, że ujmują to w punkt. Tu jeszcze drugi argument z tego tekstu: „Wyobraźcie sobie Michaela Jordana i jego Chicago Bulls, którzy muszą grać o trzecie miejsce po tym, jak przegrali finały Konferencji Wschodniej przeciwko Detroit Pistons”.

Na mundialu w Katarze było trochę inaczej. Półfinały przegrały reprezentacje Maroka i Chorwacji i dla tych drużyn spotkanie o brąz mogło być czymś więcej. Ale to działa trochę w dwie strony, na zasadzie: gdy o brąz grają dwie potęgi, jak teraz, to dla nich ten mecz tym bardziej nie ma sensu. Kiedy mierzą się ci, dla których awans do półfinału był sporym wyczynem, wtedy jakaś ambicja po ich stronie jest, ale takie Maroko z Chorwacją, gdy niedługo później mierzyła się Francja z Argentyną, globalnie praktycznie nie interesowało kibiców. Po prostu.

Ciekawą perspektywę przedstawił Louis van Gaal, który w 2014 roku na mistrzostwach świata w Brazylii prowadził reprezentację Holandii. Doświadczony szkoleniowiec spojrzał na to szerzej i psychologicznie. – Najgorsze jest to, że przez mecz o trzecie miejsce możesz na mundialu przegrać dwa spotkania z rzędu. I wtedy z turnieju, na którym grałeś świetnie, wracasz do domu jako przegrany – powiedział.

Jego ekipy to nie spotkało. Holendrzy w spotkaniu o brąz ograli 3:0 Brazylię i to gospodarze turnieju doświadczyli tej traumy. Im zresztą to już kompletnie nie chciało się grać. Najpierw udało im się dostać do najlepszej czwórki i wielbiący piłkę naród był w euforii, a później było słynne 1:7. Jak po czymś takim wyjść na mecz o trzecie miejsce?

Reklama

Louis van Gaal po meczu o brąz w 2014 roku

Louis van Gaal po meczu o brąz w 2014 roku

UEFA zrozumiała, że trzeba odpuścić mecze o brąz

Na mistrzostwach Europy nie ma już spotkań o trzecie miejsce. Ostatnie odbyło się w 1980 roku, gdy gospodarzem Euro była Italia. Włosi mierzyli się z Czechosłowacją i przegrali po dramatycznej serii rzutów karnych. Mimo że mecz odbywał się w Neapolu i grał gospodarz, przyszło na niego tylko 25 tysięcy ludzi. Kibice nie byli już tak bardzo zainteresowani oglądaniem zespołu, który zawiódł ich, tylko remisując wcześniej 0:0 z Belgią. Więcej fanów przyszło w Neapolu na grupowe starcie RFN z Holandią. Dzień po meczu o brąz, na Stadionie Olimpijskim w Rzymie, odbył się wielki finał. RFN pokonało 2:1 Belgię, a oglądało to na żywo prawie 48 tysięcy ludzi.

UEFA zrozumiała, że mecze o trzecie miejsce nie mają większego sensu i z nich po prostu zrezygnowała. Nagle, bez jakiejś pogłębionej analizy czy debaty.

Reklama

W mistrzostwach świata takie mecze odbywają się nieprzerwanie od 1934 roku. Przebiegały tak:

1934: Niemcy – Austria 3:2
1938: Brazylia – Szwecja 4:2
1950: Szwecja – Hiszpania 3:1 (nie był to z definicji mecz o trzecie miejsce, ale w praktyce do tego się sprowadzał)
1954: Austria – Urugwaj 3:1
1958: Francja – RFN 6:3
1962: Chile – Jugosławia 1:0
1966: Portugalia – ZSRR 2:1
1970: RFN – Urugwaj 1:0
1974: Polska – Brazylia 1:0
1978: Brazylia – Włochy 2:1
1982: Polska – Francja 3:2
1986: Francja – Belgia 4:2
1990: Włochy – Anglia 2:1
1994: Szwecja – Bułgaria 4:0
1998: Chorwacja – Holandia 2:1
2002: Turcja – Korea Południowa 3:2
2006: Niemcy – Portugalia 3:1
2010: Niemcy – Urugwaj 3:2
2014: Holandia – Brazylia 3:0
2018: Belgia – Anglia 2:0
2022: Chorwacja – Maroko 2:1

Wiadomo, pierwsze mecze, te starsze, przytaczam bardziej jako ciekawostkę – dla pełnego obrazu. Weźmy spotkania o brąz od 1994 roku do teraz. Pamiętacie szczególnie którekolwiek z nich? Zachwycaliście się którymś? Podalibyście po latach dokładny wynik? Czy raczej jeśli oglądaliście, to bardziej z poczucia powinności, jednocześnie ekscytując się nadchodzącym starciem o tytuł? Może jakoś wyróżnia się ten z 2002 roku. A coś więcej?

No właśnie.

Reklama

Wiadomo, jakie są argumenty za takim spotkaniem z perspektywy FIFA. Federacja zgarnia kasę ze sprzedaży biletów, a ta na obecnym turnieju jest ogromna. To również atrakcyjna – mimo wszystko – przestrzeń dla reklamodawców. FIFA może też rozumować na zasadzie: w tych spotkaniach często padają gole, od 1978 roku zawsze były przynajmniej dwa, więc to przekłada się na bite rekordy strzeleckie, itp.

Harry Kane i Jordan Pickford po porażce z Argentyną

Harry Kane i Jordan Pickford po porażce z Argentyną

Można też brnąć w narrację praktyczną, że ten mecz ma wpływ na miejsce w rankingu FIFA. Albo iść w coś, co nazwałbym narracją romantyczną i przypominać historie, które takie spotkania wygenerowały: Hakana Sukura, który w 2002 roku zdobył najszybszą bramkę w historii mundiali (po 11 sekundach). Można też przypomnieć, że gdyby nie spotkanie o trzecie miejsce, Just Fontaine nie zostałby w 1958 roku gościem, który do dziś ma najwięcej goli na jednym mundialu (13!).

Reklama

Ale czy ma to aż takie znaczenie dzisiaj?

Myślicie, że Kylian Mbappe czy Harry Kane, siedząc przy śniadaniu, myślą sobie: „Przegraliśmy, stało się, ale teraz przede mną wspaniały mecz, w którym mogę nastrzelać, wyprzedzić Leo Messiego i zostać królem strzelców turnieju. Niech to już się zacznie!”? Śmiem wątpić.

Reprezentacji Polski w 1982 roku mocno pomógł brak motywacji Francuzów

Mam świadomość, że bez meczów o brąz historia polskiej piłki byłaby uboższa. Nie mielibyśmy wygranego spotkania z Brazylią 1:0 w 1974 roku, w którym po rajdzie i strzale Grzegorza Laty (ale on miał gaz!) pokonaliśmy wtedy jeszcze, przez jeden dzień, aktualnych mistrzów świata. Oceniając tamten turniej, należy mówić o fantastycznym wyniku Polaków, ale jednocześnie pamiętać i realnie ocenić, że to były już trochę „popłuczyny” po genialnej Brazylii z 1970 roku.

A 1982 rok i pokonanie 3:2 Francji? Polacy w tamtym spotkaniu zaimponowali i nie mam zamiaru deprecjonować ich sukcesu, ale w całą tę dyskusję o sensie grania o trzecie miejsce włącza się postawa Francuzów. Jej liderzy byli tak zmęczeni, ale jednocześnie zdruzgotani porażką w dramatycznych okolicznościach w półfinale przeciwko RFN, że kilku zawodników, w tym Michel Platini czy Alain Giresse, nie zagrało przeciwko Polakom. Brakowało im sił, ale też motywacji, co na pewno pomogło wygrać Biało-Czerwonym.

Reklama

Leszek Jarosz w „Historii Mundiali” opisuje też, jak po spotkaniu prezydent FIFA Joao Havelange, przekazał medale kapitanowi, Władysławowi Żmudzie, a ten rozdał je wszystkim zawodnikom. Wynikało to z faktu, że Włodzimierz Reczek, działacz, który miał wręczać krążki rodakom, odparzył sobie stopy podczas spaceru, chodził po stadionie w klapkach i nie chciał być pokazany w takich okolicznościach.

To też nie dodało temu spotkaniu splendoru.

Władysław Żmuda wręcza medale kolegom z drużyny

Władysław Żmuda wręcza medale kolegom z drużyny

Reklama

Mecz o brąz? Tylko na igrzyskach

Igrzyska olimpijskie to impreza, na której liczą się medale i tam nawet rozgrywanie meczu o brąz w rywalizacji piłkarskiej jest racjonalne. W drużynach dominują młodzi zawodnicy, spragnieni grania, dla wielu z nich jest to pierwszy tak spory turniej, w którym zbierają doświadczenie, by później świetnie prezentować się w mistrzostwach świata (patrz Hiszpan Pau Cubarsi, który grał w igrzyskach w Paryżu).

Iga Świątek była ewidentnie zdruzgotana, gdy na paryskich igrzyskach przegrała w półfinale singla z Chinką Qinwen Zheng. A gdy pokonała w spotkaniu o brąz Słowaczkę Annę Karolinę Schmiedlovą, na początku nie potrafiła się szczerze z tego cieszyć. Ale jest medalistką igrzysk, co trzeba też docenić z perspektywy jej historii rodzinnej: tata Igi, pan Tomasz, był wioślarzem i marzył o olimpijskim krążku. Wystartował w 1988 roku w Seulu, ale czwórka podwójna z nim w składzie skończyła na siódmym miejscu, co było sporym zawodem.

Jemu nie wyszło, ale córka ma medal imprezy, która elektryzuje cały świat.

W tenisie, podobnie jak w piłce, bardziej ceni się inne turnieje. W tegorocznym Australian Open, w półfinałach singla mężczyzn, Carlos Alcaraz pokonał w pięciu setach Alexandra Zvereva, a Novak Djoković również w pięciu partiach ograł Jannika Sinnera. Wyobrażacie sobie, że Włoch i Niemiec, sportowcy znakomici, którzy jednak w Melbourne chcieli wygrać cały turniej, być najlepsi, mają po tak wyczerpującym fizycznie i psychicznie półfinale jeszcze „łupać” w jakimś bezzasadnym spotkaniu o brąz?

Reklama

Gdyby taki mecz istniał, w ostatnim Wimbledonie o trzecie miejsce biliby się angielska rewelacja Arthur Fery i Novak Djoković. Mimo że Fery napisał w tym turnieju piękną, filmową historię, podejrzewam, że mielibyśmy case z Euro z 1980 roku. Ludzi umiarkowanie interesowałby los ich rodaka, ulubieńca, bo ten swój najważniejszy mecz po prostu już przegrał i odpadł.

Iga Świątek z brązowym medalem igrzysk

Iga Świątek z brązowym medalem igrzysk

Fery został półfinalistą turnieju, podobnie jak Zverev i Djoković na Antypodach. Półfinalista – to też brzmi dumnie. Po co w sztuczny sposób dążyć do tego, żeby rozstrzygnąć, kto jest trzeci, a kto czwarty? Czy to ma aż takie znaczenie? Hubert Jerzy Wagner, legendarny trener polskich siatkarzy, powiedział kiedyś, że dla niego być drugim w sporcie to przegrać. Wielu wybitnych zawodników i wiele zawodniczek myśli podobnie. Jeżeli ktoś wie, że tę najważniejszą porażkę już poniósł i jednocześnie ciągle próbuje sobie jakoś z tym radzić, nie powinno się kazać mu za chwilę stawać do rywalizacji, mającej tak umiarkowany sens.

Reklama

Żeby nie było – gdy w ubiegłorocznych mistrzostwach świata siatkarzy zawodnicy Nikoli Grbicia, nastawieni na walkę o złoto, przegrali 0:3 półfinał z Włochami i o brąz musieli grać z dużo słabszymi od nich Czechami, też miałem myśli w stylu: „Po co ten mecz?”.

Jakości w tym spotkaniu nie było żadnej: jedni męczyli się sami ze sobą i popełniali juniorskie jak na siebie błędy. Wciąż przeżywali przegrany półfinał, a tu grali mecz, w którym porażka oznaczałaby kompromitację. A drudzy próbowali, ale do zwycięstwa zabrakło im po prostu jakości. Tymi pierwszymi byli oczywiście Polacy. Słaby mecz, festiwal błędów. Spotkanie do zapomnienia. Dużo lepiej oglądało się wielki finał Włochy – Bułgaria, mimo że był jednostronny.

FIFA powinna wziąć przykład z UEFY, ale wątpię, by na to poszła, skoro nie zrobiła tego przez lata.

JAKUB RADOMSKI 

Reklama

Fot. Newspix.pl 

50 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Tuchel przed meczem z Francją: Nikt nie chce grać tego spotkania

Jan Broda
5
Tuchel przed meczem z Francją: Nikt nie chce grać tego spotkania

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Tuchel przed meczem z Francją: Nikt nie chce grać tego spotkania

Jan Broda
5
Tuchel przed meczem z Francją: Nikt nie chce grać tego spotkania