Inter pożegnał ważnych w ostatnich latach piłkarzy

Marcin Ziółkowski

30 czerwca 2026, 19:02 • 3 min czytania 0

Reklama
Inter pożegnał ważnych w ostatnich latach piłkarzy

30 czerwca to w piłkarskim sezonie w Europie ostatni dzień sezonu. Wiele umów się kończy, w związku z tym dochodzi do wielu ogłoszeń w sprawie zmian barw klubowych. Inter zdecydował się pożegnać czterech istotnych zawodników. Każdy z nich dołożył cegiełkę do sukcesów w ostatnich latach funkcjonowania klubu i doczekał się osobnych wpisów, co mówi dużo o szacunku do tego, co wszyscy z osobna osiągnęli. 

Reklama

Inter robi czystki. Piękne opowieści dobrnęły do końca

Nastał swego rodzaju koniec epoki w Interze. 30 czerwca 2026 klub oficjalnie pożegnał czwórkę wspaniałych graczy, którzy byli bardzo cenieni przez kibiców z Mediolanu. Chodzi o Yanna Sommera, Francesco Acerbiego, Stefana de Vrija, a także Matteo Darmiana. Holender dogadał się już z Panathinaikosem w sprawie przenosin, a inni czekają jeszcze na ciekawe oferty. Jako, że każdy z nich był ważnym elementem klubu, Inter pożegnał osobno członków odchodzącego kwartetu.

Jeśli mowa o Szwajcarze, a także rosłym włoskim stoperze – na myśl przychodzi przede wszystkim rewanżowy półfinał Ligi Mistrzów przeciwko Barcelonie w 2025 roku. Znany ze swojej solidności przez całą karierę Sommer (139 meczów w Interze) był jednym z bohaterów dwumeczu. Do historii przejdzie jego interwencja przy strzale Lamine’a Yamala. Acerbi z kolei doprowadził tamtego wieczoru na Stadio Giuseppe Meazza do dogrywki, pchając się do ataku z kontry i wyrównując stan meczu na 3:3.

Reklama

Włoch (148 meczów) najpiękniejsze zgłoski swojej kariery zapisał właśnie w Mediolanie. Będący po przejściach obrońca wydawał się zawodnikiem po drugiej stronie rzeki. Nic z tych rzeczy. Gdy był zdrowy, Simone Inzaghi mógł na niego liczyć tak samo jak w Lazio. To właśnie Acerbi dwukrotnie w Lidze Mistrzów schował Erlinga Haalanda do kieszeni, z czego raz w finale w 2023 roku.

De Vrij według wielu kibiców stał się bohaterem już przed transferem. Los chciał, że w ostatniej kolejce sezonu 2017/18, jego Lazio grało z przyszłym pracodawcą – Interem. Holender nie zagrał wtedy dobrze, a rzymscy kibice podejrzewali go nawet o sabotaż. Finalnie, w Interze spędził osiem sezonów, zagrał 296 spotkań i trudno było wyobrazić sobie bez niego defensywę Nerazzurrich. Jak informował już Fabrizio Romano, wkrótce zasili on szeregi Panathinaikosu.

Reklama

Matteo Darmian z kolei spędził w Interze dwa lata mniej, ale dopisał do dorobku trzy mistrzostwa Włoch i zagrał 218 razy. Wychowanek Milanu był absolutnie niezastąpionym piłkarzem dla trenerów obecnych w Interze. Czy Antonio Conte, czy Simone Inzaghi – mogli rzucać go na obie strony boiska, a od biedy nawet jako skrajnego ze stoperów. W ostatnim sezonie sporo stracił z powodu urazów, ale kibice nie zmienili zdania na jego temat, wraz z mistrzostwem u Cristiana Chivu był to piękny, naturalny koniec w Mediolanie.

Reklama

Inter pożegnał więc czterech muszkieterów, którzy odcisnęli piętno na historii klubu. Kibice w Mediolanie na pewno będą tęsknić, ale czasem pewne historie muszą po prostu zmienić swój bieg. Klub latem musi więc dokonać wielu zmian, choć w zakończonym sezonie sięgnął po krajowy dublet.

Trener Cristian Chivu pozostaje na stanowisku – podpisał ostatnio nową umowę. Trudniej Nerazzurrim operuje się jednak na rynku transferowym. Chelsea podkradła im na ostatniej prostej Marco Palestrę, Lazio nadal nie dało zielonego światła na transfer Ivana Provedela, a Liverpool nie godzi się na „śmieszne” propozycje w sprawie Curtisa Jonesa. Mówi się o pozostaniu na kolejny sezon Henricha Mchitarjana.

Reklama

 

 

 

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama