Bogusz o Cruz Azul i Probierzu. „Czy grałem tak, by mnie od razu kasować?”

Marcin Ziółkowski

28 czerwca 2026, 22:47 • 4 min czytania 2

Reklama
Bogusz o Cruz Azul i Probierzu. „Czy grałem tak, by mnie od razu kasować?”

Wiemy już, że Robert Lewandowski dołączy wkrótce do ligi MLS. Warto jednak pamiętać, że świetnie radził tam sobie nie tak wcale dawno inny z Polaków, Mateusz Bogusz. Zawodnik Houston Dynamo był gościem na kanale Foot Truck. Zdradził on kilka szczegółów ze swojej kariery, choćby dotyczących afery z czasów gry dla Cruz Azul. Uświadomił też wielu kibicom jak wielkim zainteresowaniem cieszył się w Meksyku i co sądzi o tym, w jaki sposób o jego czas gry w kadrze „dbał” Michał Probierz.

Reklama

Bogusz i jego północnoamerykańskie wojaże

Najważniejszym momentem w karierze Mateusza Bogusza był do tej pory znakomity sezon 2024, po którym zapracował na transfer do Cruz Azul. Piłkarz z Rudy Śląskiej opowiedział o tym, jak przyjęto go na lotnisko po przylocie do Meksyku.

– Nie wiedziałem jak dużym klubem w Meksyku jest Cruz Azul. Przeszedłem do większego klubu, presję dało się odczuć. To była najlepsza decyzja w tamtym momencie. Na lotnisku czułem się jak piłkarz co najmniej Realu Madryt. Mnóstwo kamer, dziennikarzy. Nie wiedzieli tam nawet, że mówię po hiszpańsku (…) Mnóstwo kibiców, by coś podpisać, trzech ochroniarzy prowadzi mnie do samochodu. Zdziwiłem się mocno, myślę sobie „Co jest?”. Dało się to wszystko odczuć.

Bogusz w swoim czasie był też posądzany o celowe unikanie treningów z zespołem. Wyjaśnił w rozmowie, na czym to wszystko polegało. Jak się okazało, znany reprezentant Meksyku powiedział mu, że spotkał się ze sprawą Bogusza w różnych kanałach telewizyjnych. Były piłkarz LAFC chciał po prostu odejść z klubu.

Reklama

– Hector Herrera mówił mi, że o tym było wszędzie. Oglądał telewizję w Meksyku a tam, że nie przyjechałem na obóz przygotowawczy. Nie jestem z tego dumny, ale to była jedyna opcja, aby stamtąd zwiać. Tak, aby odejść gdzieś, bym grał. Nie grałem 3-4 miesiące, wypadłem też przez to z kadry. Wiedziałem też już, że nie będę tam grać, trener się nie zmienił.

– Jak były oferty za mnie to nie było odpowiedzi, wierzyli we mnie, wiedziałem co się działo przez te 3-4 miesiące. Właściciel mnie lubił, ale on tylko przytakiwał. Padło w końcu, że ja zostaję, a ja na to, że nie ma szans.

– Chcieliśmy z 3-4 dni zaczekać, a po jednym dniu już to wszystko wybuchło. Tam okres przygotowawczy trwa tylko dwa tygodnie i dopiero wtedy zrozumieli, że chcę odejść.  To nie było tak, że nie wiedzieli, gdzie jestem. Ja siedziałem cały czas w Polsce.

Reklama

– Powiedzieli mi, że mam się pokazać i pogadać w cztery oczy z właścicielem, prezesem, no i ruszyło. To był ciężki czas. Odszedłem za kolejne 2-3 tygodnie. Wołali sobie różne ceny. To nie było profesjonalne, ale to była ostatnia deska ratunku. Dopiero wtedy oni byli skłonni pozwolić mi odejść.

Grając w Major League Soccer, Bogusz jako piłkarz Los Angeles FC został doceniony powołaniem do seniorskiej kadry narodowej. Czuje z tego powodu wielką satysfakcję. Ma jednak wrażenie, że Michał Probierz nie miał do końca dobrego podejścia do niego. Bogusz między wierszami ma do trenera o to pewien żal.

Reklama

– Byłem dumny, że jako piłkarz MLS otrzymałem powołanie. Czułem olbrzymią presję grając tam. Szkoda, że tak wypadłem z dnia na dzień (…) Nie uważam, że tam jakoś źle zagrałem. Potem w Porto znów od początku, trener po połówce mnie zdjął. Nie wiedziałem do końca czemu.

– Wiem, że kadra to duża liczba zawodników i trzeba sprawdzić ich w krótkim czasie. Nie powiedziałbym, że trener wręcz czekał na mój błąd, ale czułem, że jestem takim jego „ulubieńcem”. Nie zagrałem na swoim poziomie, mam do zaoferowania więcej. Pytanie, czy zagrałem tak, by mnie kasować od razu? Nie wiem.

 

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama