Doskonale pamiętamy, gdy w ostatnich latach w Ekstraklasie mieliśmy do czynienia z aferami związanymi z dronami używanymi do podglądania treningów rywala. Jak widać wpływ naszych rozgrywek na światową piłkę jest coraz większy, bowiem teraz podobnego sposobu postanowiono użyć na mundialu. Wiele wskazuje na to, że to sprawka jednego z gospodarzy turnieju, a konkretnie sztabu reprezentacji Meksyku.
Meksyk po pokonaniu 2:0 w meczu otwarcia Republiki Południowej Afryki przygotowuje się do drugiego starcia na tegorocznych mistrzostwach świata. Zmierzy się z Koreą Południową, która na inaugurację wygrała z Czechami 2:1. Właśnie podczas jednego z treningu azjatyckiej reprezentacji dostrzeżono w powietrzu pewien obiekt latający.
Meksyk zainspirował się wydarzeniami z Ekstraklasy? Dron obserwował trening rywali
Do całej sprawy w koreańskich mediach odniósł się rzecznik tamtejszej reprezentacji. Mimo że otwarcie nie przyznał, kto stoi za tym, że nad ośrodkiem w Guadalajarze, gdzie stacjonują piłkarze z Azji, pojawił się dron, to według sugestii lokalnych dziennikarzy – w tym portalu Chosun Daily – była to akcja sztabu szkoleniowego Meksyku.
– Sytuacja została rozwiązana w fazie rozgrzewki, przed rozpoczęciem treningu taktycznego, więc nie było żadnego wpływu na ujawnienie naszych założeń taktycznych Nie jest jeszcze jasne, czy celem było zdobycie informacji o drużynie, czy był to zagraniczny dziennikarz, czy zwykła osoba prywatna – stwierdził rzecznik.
Niezależnie, kto był odpowiedzialny za całą akcję, to wiemy, że zakończyła się niepowodzeniem. Dron pojawił się w trakcie rozgrzewki, więc jeszcze przed startem treningu taktycznego. Sytuacja spotkała się z natychmiastową reakcją ochroniarza reprezentacji Korei Południowej. Skuteczną interwencję przeprowadziło także meksykańskie wojsko. Obiekt został zidentyfikowany jako nieznany i wojskowy operator systemu zakłócania dronów wysłał sygnał, który doprowadził do zestrzelenia obiektu. Jego właściciel zdołał zgarnąć swój sprzęt i uciec z miejsca zdarzenia.
Przypomnijmy, to co jest innowacją na mundialu, my w Ekstraklasie mieliśmy już kilka lat wcześniej. Po raz pierwszy o dronach usłyszeliśmy, gdy trenerem Legii był Goncalo Feio. Portugalczyk skarżył się, że na podobny pomysł, co teraz Meksykanie, wpadł sztab Rakowa Częstochowa, którego trenerem był wtedy Dawid Szwarga.
– Legia jest gotowa, by grać choćby czwórką w defensywie. Raków jest doskonałym rywalem, by zmienić system. Mam tylko nadzieję, że nie wyślą drona, jak ostatnio – rzucił przy okazji kolejnego spotkania z Medalikami Feio.
Zresztą, w ostatnim sezonie, gdy Szwarga wraz z Arką Gdynia wywalczył awans do Ekstraklasy, to znów zrobiło się głośno kontekście występowania dronów w polskiej piłce. Jeszcze przed startem rozgrywek taki dostrzeżono w trakcie jednego ze sparingów Motoru Lublin. Współpracownicy Mateusza Stolarskiego przechwycili urządzenie z rąk jednego z asystentów gdyńskiego beniaminka i oddali je do dopiero po zakończeniu spotkania obu zespołów.
Jak kilka miesięcy temu informowała Karolina Jaskulska, na podobne działanie zdecydowano się przed Derbami Trójmiasta. Dron latał nad boiskiem, gdzie trening odbywał zespół Lechii, jednak próba jego przechwycenia zakończyła się niepowodzeniem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix