Zasiadając do tego meczu wcale nie myśleliśmy o tym, że na miejscu Szwedów mogli być Polacy. Nic a nic, nawet nam to przez głowę nie przeszło. No dobra, lekka frustracja znów zaatakowała, podsycona nieco porą spotkania. Pozostało nam kibicować innym biało-czerwonym, czyli Tunezyjczykom. A to okazało się doświadczeniem bolesnym, bo Orły Kartaginy popełniały dziś tak kardynalne błędy, że zwyczajnie podarowali Szwedom zwycięstwo na tacy.
Pomyłki Tunezyjczyków były tymi decydującymi o wyniku czynnikami, ale jednak wypada też docenić drużynę Grahama Pottera za narzuconą od pierwszych minut intensywność. Szwedzi bowiem zdominowali rywali, od początku wrzucili wysokie tempo i to szybko przyniosło efekt. Nie było żadnego badania się z przeciwnikiem, powolnego szukania rytmu, nic z tych rzeczy. Od początku walka o każdą piłkę, zasuwanie po całym boisku.
Szwecja – Tunezja 5:1. Zespół Grahama Pottera skorzystał z koszmarnych błędów rywali
No, ale jednak to wszystko na niewiele mogłby się zdać, gdyby nie fatalna postawa tunezyjskiego bramkarza. Abdelmouhib Chamakh dwukrotnie mógł wyratować swój zespół z opresji, a zamiast tego w pół godziny stał antybohaterem widowiska. Najpierw zaliczył niepewne wyjście do dalekiej piłki zagranej przez Viktora Lindelofa do Alexandra Isaka i zamiast ją zdecydowanie wybić, ledwie trącił ją dłonią. Przy strzale Viktora Gyokeresa Tunezyjczycy się wyratowali, ale przy dobitce Yasina Ayariego byli już bez szans. Ayari, dodajmy, ze względu na swoje tunezyjskie pochodzenie, nie celebrował gola.
Chamakh nie popisał się też przy drugiej bramce, autorstwa Isaka. Napastnik wykonał świetną robotę przy kontrataku Szwedów, pokazał swoją szybkość i nieźle wypracował sobie pozycję do uderzenia, ale sam strzał był raczej przeciętny. Ani szczególnie mocny, ani odpowiednio dokręcony w kierunku dalszego słupka, by minąć bramkarza. No ale na Chamakha to wystarczyło i przy tej prędkości uderzenia trudno tłumaczyć Tunezyjczyka tym, że piłka po drodze do bramki kozłowała.
W tym momencie wydawało się, że Szwedzi mają już wszystko pod kontrolą – mieli już dwubramkową przewagę, a Tunezyjczycy do tej pory nie byli w stanie stworzyć żadnej sensownej okazji (może poza sytuacją sam na sam Slimane’a, tyle że tam był spalony). A jednak jeszcze przed przerwą dali się zaskoczyć – Hannibal Mejbri dośrodkował w pole karne, a tam Omar Rekik wygrał pojedynek z Gustafem Lagerbielke i głową skierował piłkę do siatki.
Na drugą połowę wchodziliśmy więc z nadzieją, że jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte, ale Orły Kartaginy znów wyciągnęły do Szwedów pomocną dłoń. Popisy bramkarza przebił pomocnik, Ellyes Skhiri, który pod własną bramką w łatwy sposób stracił piłkę na rzecz Isaka. Napastnik wystawił piłkę Gyokeresowi, a temu pozostało tylko dopełnić formalności.
Po tym ciosie zawodnicy Sabriego Lamouchiego już się nie podnieśli, a Szwedzi w końcówce im nie odpuścili. Gol na 4:1 to już nie ewidentny błąd, ale jednak zabrakło zdecydowania w kryciu, z czego skorzystał Mattias Svanberg. Choć oczywiście trzeba też docenić zachowanie gracza Wolfsburga, który w polu karnym sprytnie znalazł sobie pozycję do uderzenia po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Swój kolejny udział przy golu, zaliczył w tej sytuacji Isak, który – ledwo dostrzegalnie – trącił jeszcze piłkę zanim ta trafiła do kolegi. Ten kontakt Isaka był jednak kluczowy, bo gdyby go nie było – gol nie zostałby uznany ze względu na spalonego. Sędziowie sprawdzali tę sytuację na VAR i ostatecznie stwierdzili, że napastnik dotknął piłki dzięki zamontowanemu w futbolówce czujnika.
Po czwartym golu ekipa Grahama Pottera złapała już pełen luz, a Tunezyjczycy coraz mniej mogli na to poradzić. Piąta bramka dla Szwedów wisiała w powietrzu – w końcowych minutach w końcu skuteczną, na dodatek efektowną interwencję zaliczył Chamakh, w kolejnej sytuacji zagrożenie w ostatniej chwili oddalili stoperzy – i rozochoceni Skandynawowie wreszcie ją wcisnęli. Demolki dopełnił Ayari pięknym uderzeniem zza pola karnego.
Cóż, trudno wyrzucić z głowy myśl, że i my tę Tunezję byśmy ograli. Pomijając już odpały w defensywie, niewiele dobrej piłki pokazał dziś zespół z Północnej Afryki z przodu. Próby szybkich ataków były z jego strony nieliczne, z dłuższego rozgrywania piłki nie tworzyli zaś niemal żadnego zagrożenia.
Szwedzi tymczasem notują iście imponujące wejście w turniej. Pytanie, jak wypadną, gdy przeciwnik postawi nieco trudniejsze warunki.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
