Anschluss tuż przed mundialem. „Ulica fetowała Adolfa Hitlera” [WYWIAD]

Michał Kołkowski

22 czerwca 2026, 10:29 • 19 min czytania 8

Reklama
Anschluss tuż przed mundialem. „Ulica fetowała Adolfa Hitlera” [WYWIAD]

Na początku lat 30. minionego stulecia reprezentacja Austrii należała do zdecydowanie najsilniejszych w Europie. Zaowocowało to czwartym miejscem na mundialu we Włoszech, ale austriacki Wunderteam nie chciał na tym poprzestać. Zakwalifikował się również na mistrzostwa świata we Francji, jednak koniec końców na tym turnieju nie wystąpił. 12 marca 1938 roku – trzy miesiące przed startem turnieju – Federalne Państwo Austriackie przestało bowiem istnieć. Zostało zaanektowane przez III Rzeszę, a proces ten przeszedł do historii jako anschluss. Ale jak do tego właściwie doszło i jak zareagowało na to austriackie społeczeństwo? Zapytaliśmy Norberta Bączyka z Podcastu Wojenne Historie.

Reklama

Norbert Bączyk to historyk wojskowości, dziennikarz oraz publicysta militarny. Podcast Wojenne Historie współtworzy wraz z Kamilem Kawalcem.

Futbol to system. Narodziny austriackiego Wunderteamu

Zanim jednak przejdziemy do rozmowy, wypada poświęcić kilka słów samemu Wunderteamowi. Za architekta jego sukcesów uważany jest Hugo Meisl – futbolowy człowiek renesansu, który próbował własnych sił na boisku, a później zajął się sędziowaniem, organizowaniem rozgrywek czy nawet dopracowywaniem piłkarskich przepisów. Przede wszystkim jednak, Meisl zabrał się za trenerkę i to ze znakomitym skutkiem. Pod jego wodzą reprezentacja Austrii w drugiej połowie lat 20. wyrosła na naprawdę liczącą się siłę Starego Kontynentu. Szczyt jej formy przypadł jednak na lata 1931-1932. Austriacy zanotowali wówczas serię czternastu meczów międzypaństwowych bez porażki. Odnieśli kilka nadzwyczaj efektownych triumfów, między innymi 8:2 nad Węgrami, 8:1 nad Szwajcarią i 6:0 oraz 5:0 nad Niemcami.

Największą gwiazdą Wunderteamu był niewątpliwie „Mozart futbolu” – błyskotliwy Matthias Sindelar. Urodzony, podobnie zresztą jak Meisl, na terenie dzisiejszych Czech i nazywany niekiedy przez historyków futbolu – oczywiście w pewnym uproszczeniu – pierwszą „fałszywą dziewiątką” w dziejach światowej piłki. W 1933 roku do austriackiej kadry dołączył również legendarny goleador Josef Bican – Wiedeńczyk, ale też z czeskimi korzeniami.

Wprawdzie przed mistrzostwami świata w 1934 roku Austriakom przytrafiło się już kilka potknięć, a ich spektakularny styl gry, oparty na błyskawicznych wymianach podań, zaczął być coraz lepiej rozczytywany przez oponentów, ale podopieczni Meisla i tak byli umieszczani w gronie faworytów do mundialowego złota. No i w pierwszej fazie turnieju potwierdzili duże aspiracje: zaczęli od wyeliminowania Francji, a następnie – po niezwykle zajadłym starciu o wielu historyczno-politycznych podtekstach – uporali się z reprezentacją Węgier. W półfinale Wunderteam musiał już jednak uznać wyższość gospodarzy. Rzekomo dlatego, że sędzia Ivan Eklind został omotany przez faszystów i łaskawym okiem spoglądał na reprezentację Włoch. Po finale tego samego arbitra o nieuczciwość oskarżyli zresztą Czechosłowacy.

Reklama

austriacki Wunderteam

austriacki Wunderteam

Ile w tym prawdy?

Niewykluczone, że sporo, choć trzeba zaznaczyć, że Austriakom w półfinałowej potyczce z Włochami brakowało przede wszystkim precyzji w wykańczaniu akcji. Był to generalnie podstawowy mankament Wunderteamu, który zawsze grał pięknie, lecz rzadziej był skuteczny. – Ich futbol stał się niemal widowiskiem, rodzajem baletu, w którym strzelanie bramek było jedynie pretekstem do tworzenia setek koronkowym kombinacji podań – pisał Brian Glanville, cytowany w „Odwróconej piramidzie”.

Reklama

Ostatecznie Austriacy zakończyli mistrzostwa świata w 1934 roku poza podium. W meczu o 3. miejsce przegrali 2:3 z Niemcami. Spotkanie miało jednak raczej kuriozalny przebieg: obaj selekcjonerzy oddelegowali na boisko wielu zmienników, a trzecia bramka dla Rzeszy padła ponoć po tym, jak jeden z reprezentantów Austrii próbował usiąść na piłce, by w ten sposób zadrwić z naciskającego na niego rywala. Można przypuszczać, że członkowie Wunderteamu, którzy do Włoch przybyli z wielkim apetytem na mistrzostwo globu, po prostu nie zdołali się już zmotywować do poważnej rywalizacji w tak zwanym finale pocieszenia.

Koniec Wunderteamu

Po mundialu reprezentacja Austrii zauważalnie spuściła z tonu. Matthias Sindelar, kluczowa postać dla taktycznej układanki Meisla, z roku na rok z coraz większym trudem napędzał ataki drużyny narodowej. Piętno odcisnął na nim hulaszczy tryb życia – Sindelar w swoim kraju był właściwie celebrytą, ukochanym zwłaszcza przez mieszkańców wiedeńskiej dzielnicy Favoriten. Stał się także idolem dla mieszkańców Austrii pochodzenia żydowskiego, morawskiego, czeskiego i polskiego. „Mozart futbolu” ochoczo korzystał z uroków tej nadzwyczajnej popularności – uchodził za niepoprawnego kobieciarza i nałogowego hazardzistę. Jako że karty lubią dym, Sindelar palił też jak smok. Od alkoholu rzecz jasna także nie stronił. Ta wybuchowa mieszanka używek wydatnie wpłynęła na jego wydolność.

Co gorsza, w lutym 1937 roku w wieku zaledwie 55 lat na atak serca zmarł Hugo Meisl. Tak pożegnał go „Przegląd Sportowy”, na łamach którego trener Wunderteamu publikował niekiedy piłkarskie felietony.

„Był jedną z najpopularniejszych postaci w międzynarodowym ruchu piłkarskim. Cieszył się olbrzymim autorytetem, uchodził za najwybitniejszego fachowca, z którego rad wszędzie chętnie korzystano. Dzięki wielkim zdolnościom organizacyjnym, znajomości wielu języków i doskonałym kontaktom powoływano Meisla na liczne stanowiska w międzynarodowych komisjach i imprezach. Ostatnim jego czynem było załagodzenie sporu pomiędzy Związkiem Czeskim i Belgijskim. Z okazji tej prasa sławiła jego wielki takt i zdolności dyplomatyczne, dzięki którym we wszystkich drażliwych kwestiach odwoływano się do Jego pośrednictwa. Dla Austrii śmierć Hugona Meisla stanowi niepowetowaną stratę. Był on jednym ze współtwórców mocarstwowego stanowiska wiedeńskiego futbolu.

Reklama

Stojąc od szeregu lat na eksponowanym stanowisku kapitana sportowego i generalnego sekretarza Austriackiego „Fussball-Bundu” umiał Meisl wyrobić sobie tak olbrzymi autorytet, że mimo różnych przejść, pozycja jego nie była nigdy poważnie zagrożona. Zazdroszczono Wiedeńczykom Meisla i w Budapeszcie, i w Pradze, a był czas w którym na serio myślano o przeciągnięciu go do Włoch, gdzie cieszył się niemniejszą popularnością niż nad modrym Dunajem”.

Umiera zatem Meisl, Sindelar się starzeje, Bican decyduje się na grę dla Czechosłowacji. Wunderteam zaczyna tracić na potędze i znaczeniu. Austriacka ekipa pozostaje jednak zespołem ponadprzeciętnym i kwalifikuje się do mistrzostw świata w 1938 roku. Tylko że przed turniejem dochodzi do „anszlusu”.

Anschlussspiel. Ostatni mecz legendarnej drużyny

Władze III Rzeszy natychmiast poinformowały FIFA oficjalnymi kanałami o aneksji Austrii i rozwiązaniu jej federacji piłkarskiej. Oczywiście dotychczasowi reprezentanci Austrii mogli wziąć udział w mundialu we Francji, ale pod warunkiem, że selekcjoner Sepp Herberger znalazłby dla nich miejsce w drużynie Niemiec. I rzeczywiście: wielu podążyło tą ścieżką, żeby wspomnieć między innymi Wilhelma Hahnemanna, Josefa Stroha, Willibalda Schmausa, Hansa Pessera czy Hansa Mocka. Zanim jednak wymienieni gracze zmienili barwy, NSDAP zorganizowała jeszcze z pompą „zjednoczeniowe” starcie reprezentacji Niemiec i Austrii.

3 kwietnia obie ekipy wybiegły na murawę wiedeńskiego Praterstadion. Tydzień później anschluss miało potwierdzić pseudoreferendum.

Reklama

Austria - referendum 1938

układ karty do głosowania subtelnie sugerował „poprawną” odpowiedź

Zamysł hitlerowców był ponoć taki, żeby anschlussspiel (versöhnungsspiel) zakończył się braterskim remisem 0:0. Austriacy mieli jednak z całą pewnością inny pomysł na to widowisko. Wybiegli na murawę w biało-czerwonych strojach, nawiązujących rzecz jasna do barw narodowych (nie ma jednak twardych dowodów na to, by – jak głosi legenda – był to akt oporu względem reżimu), a w końcówce meczu niespodziewanie przyspieszyli i pokonali drużynę Rzeszy 2:0. Jedną z bramek zdobył Sindelar, który odmówił potem dołączenia do niemieckiej kadry. Wymówił się wiekiem i problemami zdrowotnymi, jakie faktycznie go wtedy dręczyły. 23 stycznia 1939 roku „Mozart futbolu” został odnaleziony martwy, podobnie jak jego ówczesna partnerka (była dama do towarzystwa) Camilla Castagnola.

Przyczyną zgonu było najpewniej zaczadzenie, ale niektórzy do dziś wskazują, że Sindelar mógł popełnić samobójstwo lub zostać zamordowany przez siepaczy hitlerowskiego reżimu za niechęć do „anszlusu”. Miał się rzekomo znajdować pod baczną obserwacją Gestapo. – Sindelar był dzieckiem i dumą Wiednia, służył miastu do końca. Jego losy nierozerwalnie splotły się z Wiedniem. Gdy umarło miasto, umarł też on – pisał Alfred Polgar. Kawiarniana elita austriackiej stolicy – prześladowana, zmuszona do emigracji, złożona w dużej mierze z twórców o żydowskich korzeniach – uczyniła z piłkarza symbol sprzeciwu wobec nazistów.

Reklama

Miejsce pozostawione przez Wunderteam na MŚ 1938 zostało puste. Natomiast reprezentacja Rzeszy – tak jak obawiał się trener Herberger – bardzo źle zniosła nagłe połączenie z Austriakami. Poległa już w 1. rundzie turnieju, pokonana przez Szwajcarię, której trenerem był… Wiedeńczyk Karl Rappan.

Tyle wątków piłkarskich. Teraz przejdźmy do warstwy politycznej, którą odsłoni Norbert Bączyk.

***

Kiedy Austria przestaje dominować na terenie dzisiejszych Niemiec?

Reklama

Jeśli chodzi o kwestie polityczne, jest to połowa, a właściwie druga połowa XIX wieku. Końca dobiega proces jednoczenia Niemiec pod egidą Prus, a więc na pierwszy plan wysuwa się nam tutaj „Żelazny Kanclerz” Otto von Bismarck. Takim kluczowym momentem jest rzecz jasna wygrana przez Prusy wojna z Austrią w 1866 roku. Zbrojny triumf, ale też triumf na zasadzie: my jesteśmy, powiedzmy, tymi ważniejszymi Niemcami, ale wy też jesteście Niemcami. Wprawdzie Monarchia Habsburgów jest monarchią wieloetniczną, właściwie dwuczęściową, bo Węgrzy są już w tamtym czasie równie dominujący jak Austriacy, natomiast jest to jednak Cesarstwo Austriackie, od 1867 roku będące częścią Austro-Węgier. I to cesarstwo ustępuje pola w walce o prymat wśród narodów jednoczącym się Niemcom. Symboliczne jest naturalnie powołanie Cesarstwa Niemieckiego po pokonaniu Francji. Wtedy – w wymiarze państwowym – Niemcy z Rzeszy przejmują pałeczkę od Niemców austriackich.

Ten układ jest o tyle ciekawy, że z jednej strony mamy Cesarstwo Niemieckie, powstałe na bazie Królestwa Prus, z innymi podporządkowanymi królestwami, na przykład Bawarii, pod berłem cesarza. I ono rzeczywiście dominuje. No ale nadal mamy tę Monarchię Habsburgów w Austrii. W I wojnie światowej te dwa państwa są zatem naturalnymi niemieckimi sojusznikami, ale oba tę wojnę przegrywają. Dla Niemiec – na mocy traktatu wersalskiego – skutkuje to utratą części terytorium, natomiast Austro-Węgry się rozpadają. To państwo po prostu znika z mapy Europy. Pojawią się niepodległa Polska, Czechosłowacja. Królestwa Serbów, Chorwatów – potem Jugosławia. Węgry stają się niewielkim państwem, a Austria zostaje ograniczona wyłącznie do obszarów etnicznych.

Ostateczny kres jej potęgi.

Traci polityczne znaczenie, które w Europie miała tak naprawdę przez kilkaset lat. Dla Niemców – tym razem w wymiarze etnicznym, nie państwowym – jest to coś zupełnie nowego. Mamy Szwajcarów niemieckojęzycznych w północnej Szwajcarii. Wyraźnie już kulturowo odrębnych. Mamy Austriaków w Austrii, a to są jednak etnicznie Niemcy. I mamy Niemców na terenie Rzeszy Niemieckiej. No i można powiedzieć, że niektórzy Austriacy mają takie bóle fantomowe, by znowu zostać mocarstwem. Wprawdzie sama Austria jest małym państwem, pogrążonym w rozmaitych kłopotach i kryzysach, ale Niemcy nadal są silne. Na tym polu wyrastają ruchy szowinistyczne i nacjonalistyczne, które głoszą, że wszyscy Niemcy muszą się zjednoczyć i solidarnie odrzucić „słabości etniczne”. Mówimy o bardzo silnym szowinizmie, nacjonalizmie i rasizmie.

Reklama

Norbert Bączyk: Austriacy mieli bóle fantomowe, by znów stać się mocarstwem

Takie myślenie kiełkuje w Austrii?

Tak, choć są tam postulowane wówczas dwie zupełnie różne drogi. Podstawowa, w ramach której Austriacy są jednak zbyt dumni, by się podporządkować Rzeszy Niemieckiej. Ale bardzo silny jest też ten nurt odwrotny: że trzeba się przyłączyć do Rzeszy. Zrobić „anszlus”, dokonać „przyłączenia”. Sęk w tym, że Austria w okresie międzywojennym jest państwem zewnętrznie kontrolowanym. A jej niepodległości strzegą Włochy Bonito Mussoliniego. To jest bardzo ciekawe zagadnienie historyczne, ponieważ nam faszyzm włoski i nazizm niemiecki kojarzą się niekiedy jako ruchy sprzymierzone i podobne. Żeby nie powiedzieć: takie same. Podczas gdy tych różnic i punktów zapalnych było między nimi kilka. W rzeczywistości aż do połowy lat 30. XX wieku faszyści włoscy stali na straży bezpieczeństwa Austrii. Co oczywiście czyniło kwestię przyłączenia Austrii do Rzeszy niezwykle kontrowersyjnym procesem. Większość państw Europy do pewnego momentu tego nie akceptowała.

Austriacy po I wojnie światowej cierpią na swego rodzaju syndrom oblężonej twierdzy. Po ostatecznym upadku Habsburgów o Wiedniu mawia się: wielkie, piękne miasto z imperialną architekturą, tylko że imperium już nie ma. Austriacy nie mają wielkich nadziei na samodzielną odbudowę dawnej siły. Pamiętajmy: i Austria, i Węgry kończą I wojnę światową jako wielcy przegrani. To są państwa w dużej mierze rozbrojone, osłabione i rozbite. Przemysł – na przykład ten ciężki, zbrojeniowy – został w Czechach. Węgry tracą pokaźną część terytorium. Dlatego, nazwijmy to, rewizjoniści monarchii habsburskiej nie mają się za bardzo czego chwycić.

Austriacy szukają więc nowej drogi. Socjaliści stale ścierają się z narodowcami. Stopniowo rodzi się austrofaszyzm, nazwany też faszyzmem austriacko-katolickim. To też jest ważny element tej układanki: Austriacy czują się zagrożeni ewentualnym kulturowym podporządkowaniem Niemcom. Oni są jednak Niemcami – ujmijmy to – południowymi. Tutaj dominuje katolicyzm, podobnie jak w Bawarii. Jednak cześć nacjonalistów austriackich wierzy, że Austria jeszcze odegra rolę mocarstwa, tylko że jako część Rzeszy Niemieckiej. To jest trzecia droga, nie demokratyczna, nie narodowo-faszystowska, lecz nazistowska.

Reklama

Czyli ich zamysł jest taki, by dołączyć do Rzeszy i stać się jej wiodącym obszarem?

Tak, taka jest kalkulacja wśród części Austriaków. Oni sami nie mają już siły na mocarstwową politykę, ale – będąc częścią państwa niemieckiego – znowu zaczęliby wywierać wpływ i odgrywać ważną rolę. Najpierw w tym państwie, a w konsekwencji także w Europie. I to miałaby być ta droga do odzyskania pozycji i wpływów na kontynencie.

Pieśń Horsta Wessela

austriaccy naziści wyśpiewują Pieśń Horsta Wessela

Reklama

Kto w Austrii dominował w okresie międzywojennym: zwolennicy czy przeciwnicy „anszlusu”?

Jeszcze w latach 20. XX wieku wyraźnie dominowały tendencje samodzielne. W pierwszej połowie lat 30. także. Musimy również pamiętać, że od pewnego momentu koncepcja przyłączenia się do Niemiec zaczyna być politycznie kojarzona – jak najbardziej słusznie – z Narodowosocjalistyczną Niemiecką Partią Robotników, czyli NSDAP. Innymi słowy: z hitlerowcami. Oni podjęli przecież nawet próbę dokonania puczu, w ramach którego zamordowany w 1934 roku został kanclerz Engelbert Dollfuß. Sam pucz ostatecznie nie zakończył się jednak sukcesem NSDAP. Adolf Hitler musiał jeszcze na Austrię trochę poczekać.

Hitler od samego początku swojej drogi politycznej mówił o konieczności „anszlusu”. Wywoływał w ten sposób poważne napięcia międzynarodowe, bo na starcie nie miał siły, by tego rodzaju proces przeprowadzić. Postawił tezę polityczną, ale natrafił na bardzo silny opór. Zarówno austriacki, jak i opinii międzynarodowej. Dlatego potem Hitler zmieni front: czasowo będzie zapewniał, że żadnego „anszlusu” nie chce. Ale ten temat cały czas znajdował się na agendzie. Od 1933 do 1938 roku wracał jak bumerang, a Hitler dostosowywał poziom swojej stanowczości w tej kwestii do aktualnego napięcia politycznego na arenie międzynarodowej. Jeśli wyczuwał, że ono trochę za bardzo wzrosło, to temat „anszlusu” był przez niego akcentowany nieco rzadziej. Co oczywiście nikogo nie mogło zwieść.

Musimy wiedzieć, że naziści od początku w Europie byli postrzegani jako olbrzymie zagrożenie, co przełożyło się na specjalne traktowanie Austriaków. Ta ich niepodległość, austriacki patriotyzm stał się modny na salonach. Kanclerz austriacki, który mówił o niepodległości, był powszechnie wychwalany w Europie, podczas gdy kanclerz Rzeszy, który mówił o „anszlusie”, był potępiany przez międzynarodową społeczność. Zresztą Hitler o „anszlusie” opowiadał jeszcze przed dojściem do władzy.

Reklama

Nacisk na „anszlus” miał u niego podłoże osobiste?

Oczywiście miał także i takie podłoże, bo Hitler był Niemcem austriackim. Potem zrzekł się austriackiego obywatelstwa i był bezpaństwowcem. Dopiero w latach 30. XX wieku potwierdził przynależność do swojej nowej ojczyzny, to znaczy stał się pełnoprawnym obywatelem Rzeszy.

Hitler jak najbardziej podkreślał, że jest to jego marzenie prywatne, by zjednoczyć wszystkich Niemców. To było w ogóle jego podstawowe żądanie polityczne: wszyscy etniczni Niemcy mieli się znaleźć w granicach jednego państwa. Gdybyśmy czytali to dosłownie, Hitler tak naprawdę postulował przyłączenie do Rzeszy nie tylko Austrii, ale i części Szwajcarii, części Danii, dużych obszarów Polski, Kraju Sudeckiego w Czechosłowacji. Nawet kawałka Włoch. On tego w ten sposób nie wyrażał, ale właśnie w związku z tym Mussolini bronił niepodległości Austrii. Jednocześnie była to bowiem obrona spójności terytorialnej Włoch, a konkretnie Tyrolu Południowego. Tam mieszkało wielu niemieckojęzycznych Włochów, którzy za rządów Mussoliniego zostali poddani dość gwałtownej italianizacji.

Na koniec Hitler chciał jednak przyłączenia wszystkich tych obszarów do Rzeszy, żeby – po prostu – wzmocnić swoje państwo. Pamiętajmy o podstawowym celu Hitlera – tym celem była wojna. Jego przeszłość – to, że był Austriakiem, a został Niemcem – to jedno. Kluczowe były przygotowania do apokaliptycznej wojny.

Reklama

Norbert Bączyk: Hitler chciał „anszlusu”, bo przygotowywał się do apokaliptycznej wojny

A czy w międzywojniu dochodziło do otwartych sporów włosko-niemieckich właśnie z Austrią w tle?

Oczywiście – to był realny konflikt, który istniał od 1933 roku. Zaognił się rok później, gdy naziści siłą próbowali przejąć władzę w Austrii, lecz zostali pokonani przez armię rządową. Można powiedzieć, że przez austriackich faszystów. A potem, aż do 1935 roku, to była nadal realna oś sporu. Sytuacja ulegnie zmianie dopiero wtedy, gdy Mussolini różnymi swoimi działaniami na arenie międzynarodowej wydatnie osłabi własną pozycję. Liga Narodów nałoży na Włochy sankcje po ich ataku na Etiopię, Mussolini znajdzie się w izolacji na arenie międzynarodowej. Następnie wybuchnie wojna domowa w Hiszpanii, w której Włosi i Niemcy poprą generała Franco. System bezpieczeństwa Włoch będzie zatem stopniowo erodował, aż w końcu staną się zbyt słabe, by dalej gwarantować niepodległość Austrii wbrew apetytom Rzeszy. No i wtedy Adolf Hitler będzie miał już wolą drogę, by tę Austrię połknąć.

Dlaczego do „anszlusu” dochodzi akurat w 1938 roku?

Pierwszy argument – zresztą kluczowy – jest taki, że do roku 1938 roku Hitler zakończył już pierwszy etap zbrojeń Rzeszy. Lata 1933-1937 to była taka pierwsza pięciolatka, że użyję komunistycznego określenia. Pięciolatka zbrojeniowa. Armia niemiecka została odbudowana. Wehrmacht oficjalnie powstaje w 1935 roku, ale już pod koniec roku 1937 jest on naprawdę silny. W tej sytuacji Hitler nie musi już używać tej wspomnianej wcześniej maski orędownika spraw pokoju. Teraz otwarcie przybiera prawdziwą pozę: orędownika wojny. Zaczyna grozić, szantażować, staje się coraz bardziej agresywny. W 1934 roku nie odważył się na „anszlus” – próbował metody puczu. Ale tych kilka lat zmienia wszystko. Hitler jest o wiele silniejszy politycznie, gdy ma za sobą odbudowane siły zbrojne. To po pierwsze.

Reklama

Po drugie, ważna była omawiana już przez nas zmiana postawy Włoch. Izolowane Włochy wyciągają rękę do Niemiec – w latach 1936-1937 następuje nawet nie tyle poprawa stosunków, co zawiązanie sojuszu. Najpierw nieformalnego, później jak najbardziej sformalizowanego. Włochy przystępują do paktu antykominternowskiego w 1937 roku. Mussolini jest witany w Berlinie niezwykle uroczyście we wrześniu 1937 roku. Wtedy Duce stwierdza już na pewno, że idzie na sojusz z Niemcami. Faszyści i naziści się dogadują. I jednym ze elementów tej umowy jest podarowanie Hitlerowi tej małej Austrii w prezencie. Mussolini już się temu nie sprzeciwia. Natomiast Wielka Brytania stosuje w tej sprawie politykę appeasementu, czyli ugłaskiwania Hitlera w celu uniknięcia wojny.

Hitler oczywiście twierdzi, że jego żądania są ograniczone. Zatem pod koniec 1937 roku zarówno Wielka Brytania, jak i Włochy akceptują już „anszlus” Austrii. Austriacy zostają sami – bez sojuszników, bez realnych możliwości stawienia skutecznego oporu. W marcu 1938 roku dochodzi do „anszlusu”.

austriaccy naziści

austriaccy naziści celebrują „anszlus”

Reklama

Cała ta operacja przebiega gładko?

Powiem tak: Austria zostaje zajęta gładko, jeżeli mówimy o tym z perspektywy wojskowej. Armia austriacka nie stawiła oporu, policja austriacka również. A zatem tak, nie było walki. Gdyby Austriacy próbowali się bronić, to doszłoby do regularnych starć. Armia niemiecka, która wyruszyła przeciwko Austrii, miała za zadanie zająć ten kraj, w razie potrzeby – po złamaniu oporu Austriaków. Więc mogło dojść do wojny, ale nie doszło. Po obu stronach tak naprawdę nie było woli, żeby się zabijać. Niemcy nie chcieli strzelać do Austriaków i odwrotnie. Ale cały czas mówimy tutaj o perspektywie Wehrmachtu, który dokonał sprawnej – można powiedzieć: nowoczesnej, współczesnej – operacji. Nagle, w sposób zupełnie gwałtowny, niemieckie jednostki wyszły z garnizonów, wkroczyły do Austrii i zajęły kraj.

Natomiast określenie „gładko” jest w mojej opinii o tyle niepasujące do okoliczności, że naziści od dłuższego czasu nabierali sił w Austrii. Dochodziło do coraz większych niepokojów wewnętrznych, a kiedy wreszcie dokonał się ten „anszlus”, to przez Austrię przetoczyła się cała serią bulwersujących, wstrząsających wydarzeń. Zbrodni dokonanych głównie na ludności pochodzenia żydowskiego. Z tym wiązały się desperackie próby ucieczki z kraju, samobójstwa. Więc tak, sama operacja militarna była bardzo sprawna, natomiast nad Austrią zaciążył taki ponury, można powiedzieć, cień pogromów.

A jak – w swojej masie – reaguje na „anszlus” społeczeństwo austriackie?

Reklama

Zasadniczo Austriacy przyjęli „anszlus” albo w sposób milczący, albo entuzjastyczny. Krótko mówiąc: większość Austriaków była zadowolona. Niekoniecznie dotyczy to elit, na pewno inteligencja austriacka była tu bardzo mocno podzielona, natomiast tak zwana ulica fetowała Adolfa Hitlera. Tu nie trzeba było nawet żadnych wielkich sztuczek PR-owych po „anszlusie”. Austriacy w dużej mierze poparli wkroczenie hitlerowców. Wierzyli, że w Niemieckiej Rzeszy odegrają znacznie ważniejszą rolę niż mogli odegrać jako niewielkie państwo przez te dwie dekady okresu międzywojennego. „Anszlus” ma zatem autentyczne poparcie społeczne. Co nie jest równoznaczne z tym, że Austriacy popierali równie ochoczo dążenia Hitlera do wojny. To nie. No i oczywiście, tak jak zaznaczyłem, wielu wybitnych ludzi sztuki, kultury czy sportu przyjęło „anszlus” negatywnie. Na czele z najwybitniejszym austriackim piłkarzem tamtej epoki, Matthiasem Sindelarem.

On zachował się przyzwoicie na wielu poziomach, no i jest takim symbolem sprzeciwu wobec nazistów. Bo też nie ukrywajmy: gdy wybuchnie już II wojna światowa, to Austriacy bardzo się wyróżniali w różnego rodzaju zbrodniach wojennych i w przebudowywaniu Europy na modłę nazistowską. Dlatego po 1945 roku zaczęto intensywnie poszukiwać takich postaci, których życiorysy mogłyby posłużyć jako symbole oporu. Matthias Sindelar do takiej roli świetnie się nadawał.

Norbert Bączyk: Matthias Sindelar stał się symbolem sprzeciwu wobec nazistów

Jak Hitler próbuje przedstawić „anszlus” pozostałym europejskim mocarstwom?

Perspektywa Londynu czy Paryża jest taka, żeby zaspokoić żądania Hitlera, bo on przekonuje, że te żądania są ograniczone. I jeśli je zrealizuje, to się uspokoi. Jego argumentacja względem zachodnich mocarstw jest taka, żeby po prostu pozwolili mu ruszyć na Wschód. Oczywiście po tym, jak zjednoczy wszystkich Niemców pod sztandarem Rzeszy. Mocarstwa zachodnie przyjmują to milczeniem. To jest akceptacja faktów dokonanych. Poświęcenie małego państwa w nadziei, że dzięki temu uda się uniknąć wojny światowej.

Reklama

A co wiemy o reakcji polskich polityków na „anszlus”?

No niestety, spojrzenie naszych ówczesnych władz – przede wszystkim pana ministra spraw zagranicznych Józefa Becka – było takie, że niemal nic się nie stało. W tym sensie, że oczywiście niepokoiliśmy się rosnącym rewizjonizmem niemieckim, a „anszlus” był czynem wobec nas tak naprawdę wrogim, bo wzmacniał niemieckie mocarstwo, no ale my mieliśmy taką koncepcję, że uda się – tu cytat – „skierować dążenia Hitlera ku Bałkanom”. Ku Europie Południowo-Wschodniej. Liczyliśmy, że ten wektor oddziaływania niemieckiego zejdzie z nas w kierunku Czechów, Austriaków, Węgrów, Rumunów. Więc anszlus też zaakceptowaliśmy w sposób milczących. Myśmy tylko zażądali od Niemców, żeby nasze interesy gospodarcze w Austrii zostały uszanowane. Żeby ta wymiana handlowa, już teraz w ramach Rzeszy, była kontynuowana.

O mundialu przeczytasz również w najnowszym wydaniu Magazynu Zero. Znalazło się w nim ponad 100 stron o mistrzostwach świata – Magazyn zamówisz TUTAJ.

Co Austria wniosła do III Rzeszy, jaki potencjał? Poza całą tą warstwą symboliczną, którą już omawialiśmy.

Reklama

Niestety – bardzo dużo. Jedna sprawa to potencjał demograficzny. A druga – Austria, mimo wszystko, ma przemysł. Może nie tak rozbudowany na płaszczyźnie zbrojeniowej jak w Czechosłowacji, ale jednak ma. Bardzo dużo zasłużonych firm przemysłu ciężkiego, maszynowego, zostaje włączonych do Rzeszy i tak naprawdę dopiero teraz te firmy mogą rozwinąć skrzydła, bo napływają do nich ogromne zamówienia dla niemieckiej armii. One są nieporównywalne z zapotrzebowaniem armii austriackiej, która była mała. No a w wymiarze wojskowym Austria dostarcza kilka dodatkowych dywizji, korpus oficerski. Do tego dodajmy pewne pola roponośne oraz surowce, które znajdują się na terenie tego państwa. No i wreszcie: na „anszlus” czekała w Austrii cała masa austriackich nazistów.

Nie możemy tego elementu lekceważyć. Naziści austriaccy zaczęli zajmować różnego rodzaju stanowiska w Rzeszy, co znajdzie potem ponury efekt w dokonywanych przez nich zbrodniach. Austriacy – mam teraz na myśli społeczeństwo – mogli się po latach czuć oszukani, bo oni mieli nadzieję, że Wiedeń będzie wręcz drugim centrum, drugą stolicą kraju obok Berlina. Tak się oczywiście nie stało, tak naprawdę Austria po „anszlusie” została sprowadzona do statusu prowincjonalnego. Jednocześnie austriaccy naziści zrobili dynamiczne, doskonałe kariery w aparacie NSDAP, w tym w SS. Takim czytelnym dla nas przykładem może być choćby niesławny Franz Kutschera, krwawy kat Warszawy, którego zabiła nasza Armia Krajowa w 1944 roku. Albo Adolf Eichmann, po wojnie, za sprawą głośnego procesu, na swój sposób „twarz” Holocaustu. Franz Stangl, komendant obozu zagłady Treblinka. Wreszcie, Austriakiem, był sam Adolf Hitler.

ROZMAWIAŁ: MICHAŁ KOŁKOWSKI

Reklama

fot. NewsPix.pl

8 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama