Maroko podejmie Brazylię na inaugurację fazy grupowej. Cztery lata temu w Katarze Lwy Atlasu zadziwiły cały świat, gdy jako pierwsza reprezentacja z Afryki doszli aż do półfinału. Czy na boiskach w USA, Kanadzie i Meksyku uda im się ponownie sprawić sensację? A może właśnie już nie powinniśmy o nich mówić w kategorii underdoga? Zapytaliśmy o to Michała Zichlarza, eksperta afrykańskiego futbolu, autora książki „Afryka Gola!”.
Jan Broda: Maroko przystępuje do mundialu jako 4. drużyna poprzednich mistrzostw świata. Czy Lwy Atlasu są w stanie nawiązać do tego historycznego sukcesu na boiskach w USA, Kanadzie i Meksyku?
Michał Zichlarz: Nawiązać, oczywiście, mogą. Teoretycznie mówimy o mistrzu Afryki, choć tak naprawdę nie przechodzi mi to przez gardło. Nie uważam ich za mistrza Afryki, są wicemistrzami. Wiadomo, w marcu CAF, czyli Afrykańska Konfederacja Piłkarska, podjęła decyzję przy zielonym stoliku, że ten finał jest na korzyść Maroka, a nie Senegalu. Jestem jednak pewny, że CAS (Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie) cofnie tę decyzję i przywróci tytuł Senegalowi.
Wracając do pytania, Maroko to bardzo silna reprezentacja, z wieloma indywidualnościami w składzie, do tego mają na ławce głodnego sukcesu trenera. Będzie im ciężko powtórzyć wynik z Kataru, bo po rozszerzeniu mundialu ścieżka do strefy medalowej wydłużyła się. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę wszystkich 10 przedstawicieli z Afryki, to nie odkryję – nomen omen – Ameryki, że Maroko do spółki z Senegalem to dwie reprezentacje, które najlepiej rokują i mogą się bić o czołową czwórkę.
Na niespełna 100 dni przed meczem z Brazylią Maroko zmieniło selekcjonera. Jak i czy w ogóle zmieniła się marokańska kadra pod wodzą Mohameda Ouahbiego?
Byłem w Maroku na tegorocznym Pucharze Narodów Afryki. Zacząłem obsługę tego turnieju od meczu Maroko – Tanzania w 1/8 finału, który gospodarze wygrali ledwo co 1:0. Już wtedy pamiętam, co dziennikarze z Maroka mówili: „jak nie zdobędziemy mistrzostwa Afryki, to polecą głowy”. No i tak się stało. Poleciała głowa selekcjonera. Walid Regragui został zmuszony do odejścia. Zastąpił go Mohamed Ouahbi, który w październiku ub. zdobył młodzieżowe mistrzostwo świata z Marokańczykami w Chile.
Podobnie zresztą było w 2022 roku, kiedy to selekcjonerem Maroka był słynny bośniacki trener Vahid Halilhodžić, który wywalczył awans na mistrzostwa. Jego też, na kilka miesięcy przed rozpoczęciem turnieju, zwolnili, bo nie umiał dogadać się ze wszystkimi piłkarzami. Zastąpił go wówczas Regragui. I co? Pod jego wodzą byliśmy świadkami pierwszego w historii półfinału mundialu z udziałem afrykańskiej reprezentacji.
W Maroku chyba liczą, że historia zatoczy koło.
Trudno powiedzieć, czy tak się stanie. W ciągu czterech lat reprezentacja Maroka przeszła metamorfozę. W dwudziestosześcioosobowej kadrze nie ma En-Nessyriego czy Hakima Ziyecha, którzy byli gwiazdami w Katarze. Choć są zmiany i pojawili się inni piłkarze, to jednocześnie trzon pozostał ten sam. Jest Bounou, jest Hakimi, jest Amrabat, jak El-Kaabi. To są wszystko oczywiście znane i mocne piłkarsko nazwiska. Z drugiej strony jest też grupa kilku młodych chłopaków, którzy nie pamiętają tego, co było 4 lata temu.
Sukces z ostatniego mundialu nasycił Marokańczyków, czy wprost przeciwnie – jeszcze bardziej rozbudził ich apetyty?
Rozbudził, zdecydowanie. Widzę zmianę w tym temacie nie tylko w kontekście Maroka, a całej afrykańskiej piłki. Od pewnego czasu na Czarnym Lądzie zmieniła się mentalność. Teraz panuje tam narracja, że nie jedziemy na mistrzostwa świata jako kopciuszek, nie jedziemy tam, żeby zbierać oklep i żeby się uczyć. My jedziemy tam po to, żeby rywalizować z najlepszymi o czołowe miejsca. Jesteśmy w końcu młodzieżowymi mistrzami świata.
I okej, to jest inny poziom, ale nie zmienia to ich podejścia. Senegal, Algieria i Egipt patrzą podobnie. Wiadomo, nie ma teraz Nigerii oraz Kamerunu, którzy też należą do zawodników wagi ciężkiej, ale są inni i oni chcą walczyć z tymi najbardziej utytułowanymi z Europy czy z Ameryki Południowej.
Tuż przed mundialem Maroko straciło dwóch liderów. Nayef Aguerd i Abde Ezzalzouli wypadli z powodu kontuzji. Jak ich brak może odbić się na grze? Patrzę zwłaszcza na obronę, która była jak dotąd najmocniejszą stroną Maroka. Na mundialu w Katarze w pierwszych pięciu meczach stracili tylko jedną bramkę. Nie inaczej było w trakcie Pucharu Narodów Afryki, na którym przez cały turniej stracili tylko jednego gola. Teraz z kolei żaden z powołanych nominalnych środkowych obrońców nie ma nawet dziesięciu meczów w kadrze.
Gra defensywna to nie tylko kwartet obrońców przed bramką Bono, ale to gra całego zespołu. To właśnie było widać w występach Lwów Atlasu na mistrzostwach świata w Katarze czy też w trakcie PNA. Oni są zorganizowani dobrze defensywnie jako kolektyw. Strata Aguerda to jednak duża wyrwa w bloku obronnym Maroka.
O tym, ile może znaczyć strata jednego zawodnika, świadczy sytuacja z przywołanego już kilkukrotnie PNA, na którym Marokańczycy stracili Ounahiego, mózg środka pola, po meczu fazy grupowej, w którym nabawił się dość poważnej kontuzji. Jego nieobecność odbiła się w znaczącym stopniu na grze całego zespołu. Trzeba jednocześnie pamiętać, że kadra Maroka jest na tyle liczna i na tyle silna, że selekcjoner jakoś sobie z tym poradzi.
Na inaugurację Maroko podejmie Brazylię. Jakiego meczu możemy się spodziewać?
W tym miejscu dobrze jest przywołać wyniki ostatnich sparingów afrykańskich drużyn. Wybrzeże Kości Słoniowej wygrało z Francją, Algieria pokonała Holandię, Republika Zielonego Przylądka ograła wysoko Serbię. Dlaczego o tym mówię? Myślę, że Maroko w spotkaniu z Brazylią będzie chciało grać swoją grę. Na pewno nie będzie murowania bramki w starciu z z pięciokrotnym mistrzem świata. Oczywiście, Marokańczycy będą uważni w defensywie, z czego słyną, ale mają też odpowiednią jakość z przodu, by stworzyć zagrożenie.
To jaki padnie wynik?
Typuję remis 1:1.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix