Lewandowski trafi za ocean? „Chicago Fire ma do niego prawa”

Jan Broda

Autor:Jan Broda

13 czerwca 2026, 17:48 • 3 min czytania 15

Reklama
Lewandowski trafi za ocean? „Chicago Fire ma do niego prawa”

Chicago Fire wysunęło się na prowadzenie w wyścigu o względy Roberta Lewandowskiego. Polak wybrał się w podróż do USA, gdzie nad jeziorem Michigan został powitany po królewsku. I nie ma w tym przypadku, bo – jak się okazuje – drużyna ze stanu Illinois nabyła prawa do pierwszeństwa w negocjacjach z byłym napastnikiem Barcelony. 

Reklama

Gdzie zagra Robert Lewandowski? Nie wiadomo, choć wiele wskazuje na to, że może to być Chicago Fire. Polak udał się w podróż do Stanów Zjednoczonych, gdzie odbędzie serię spotkań z przedstawicielami klubu. Drużyna ze stanu Illinois nie ukrywa, że były napastnik FC Barcelony figuruje na szczycie jej listy życzeń. Po przylocie do USA, Lewy został przywitany po królewsku.

Chicago zarezerwowało Lewandowskiego! „Im bardzo zależy”

Chicago naprawdę mocno zaleca się do Lewandowskiego. Nie przypominam sobie sytuacji, w której piłkarz na wstępnym etapie negocjacyjnym jest witany w mieście na billboardach. Dla Lewego to świetna informacja, bo klub pokazuje, jak bardzo mu zależy. W Chicago robią wszystko, żeby mu przekazać, że jest dla nich numerem jeden. I nie chodzi tylko o wspomniany billboard, ale cały projekt sportowy, którego Lewandowski miałby być twarzą i grać w nim pierwsze skrzypce. Ponadto, w Chicago może liczyć na bardzo duże pieniądze – skomentowała Katarzyna Przepiórka, ekspertka amerykańskiej piłki, w programie „Weszło Alarm”.

Reklama

W tych zalotach nie ma przypadku. Jak się okazuje, Chicago Fire jest w posiadaniu tzw. discovery rights do Lewandowskiego. Jest to pewnego rodzaju forma rezerwacji piłkarza, która funkcjonuje w MLS. Każdy klub w amerykańskiej ekstraklasie może mieć krótką listę zawodników występujących obecnie poza USA, których chciałby pozyskać jako wzmocnienia, co daje im pierwszeństwo w negocjacji transferu.

– Chicago Fire już od dłuższego czasu ma prawa do Lewandowskiego. Może to wyglądać dziwnie, ale z drugiej strony to jest jawne i przejrzyste. Jeśli klub pokroju Interu Miami, Los Angeles FC czy LA Galaxy chciałby Lewandowskiego, to może powiedzieć, że myślał o nim od dłuższego czasu. Jeśli jednak Lewandowski nie dogadałby się z Chicago Fire i podpisał kontrakt z innym klubem, to jego nowy pracodawca musi wypłacić odszkodowanie na rzecz klubu, który posiadał discovery rights. Niemniej, w kontekście Chicago i Lewandowskiego wszystko składa się w jedną całość. Poza Lewym, przymierzają się również do transferu Leona Goretzki, z którym Lewandowski grał w Bayernie. Dodatkowo, Chicago przenosi się na nowy obiekt typowo piłkarski, który został wybudowany za 750 milionów z prywatnych środków właściciela. To też pokazuje skalę: że ich naprawdę stać, by wyłożyć spore pieniądze – dodała.

Amerykanie idą więc grubo i udowadniają, że są w stanie zapłacić porównywalne pieniądze, co kluby z Arabii Saudyjskiej, które również kuszą Lewandowskiego. W Chicago jednak podchodzą do tematu holistycznie i poza argumentem finansowym zaplanowali cały ekosystem, którego 37-latek miałby być twarzą. Zarówno na płaszczyźnie sportowej, jaki i wizerunkowej.

Czy american dream przekona Lewego? Przekonamy się w najbliższych tygodniach.

Reklama

Fot. Newspix

15 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama