Morata: Byłem pod wpływem leków. Nie wiedziałem, co robię

Patryk Idasiak

11 czerwca 2026, 12:45 • 4 min czytania 5

Reklama
Morata: Byłem pod wpływem leków. Nie wiedziałem, co robię

Alvaro Morata znów wrócił do przykrego w jego karierze czasu w Milanie, gdzie spędził tylko pół roku, rozczarował i rozstał się w napiętej atmosferze. Przyznał, że przychodząc do klubu… kompletnie nie wiedział co robi, bo zażywał leki. 

Reklama

Morata i jego smutny pobyt w Mediolanie

AC Milan ściągnął do siebie Alvaro Moratę po mistrzostwach świata w 2024 roku. Był to dla niego kolejny duży klub, który zaliczył na swojej bogatej, prywatnej mapie. Kibice mogli czuć się (nawet znając jego kryzysy) podekscytowani, ponieważ znajdował się po świetnym sezonie w Atletico, w którym wpakował 21 goli we wszystkich rozgrywkach. No i został mistrzem Europy.

To wszystko jednak nie skończyło się dobrze. Morata pograł raptem pół roku, ale nie był aż tak skuteczny. W zasadzie to jego pobyt okazał się jedną wielką porażką, poza starciem z Realem Madryt na Bernabeu.

Czas kiepskiej formy przypadł na okres zawirowań piłkarza w życiu prywatnym. A przecież to też poniekąd dla żony – Alice Campello – przeprowadził się do Włoch. Przyznawał, że w Italii czuje się bardziej szanowany niż w ojczyźnie. Z Hiszpanii chciał uciec. W czerwcu 2024 roku para świętowała siódmą rocznicę ślubu, Alice później twardo broniła Alvaro podczas Euro 2024, bo na tym turnieju był bardzo mocno krytykowany, że jest za słaby na grę w La Furia Roja.

Reklama

Wydawało się, że ich relacja jest silna, a potem… nagle powstał temat rozwodu (pod koniec 2024 roku, czyli końcówki Moraty w Milanie, dali sobie nową szansę).

10 października, w dzień walki z depresją, udzielił wywiadu: – Poprosiłem o pomoc wtedy, gdy zobaczyłem, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Szedłem na trening zły. W szatni to zauważyli. Miałem bardzo fatalny czas, w końcu eksplodowałem i nadszedł ten moment, gdy nie mogłem zawiązać butów. Najlepszą terapią było przebywanie z kolegami z drużyny, bo dzięki nim byłem szczęśliwy. W reprezentacji nikt o tym nie wiedział. Nie chciałem niczego czytać. Dotarłem do pokoju i zostałem znieczulony. Nie miałem czasu myśleć. Brałem leki.

Zła atmosfera spowodowana wynikiem w Chorwacji przeciwko Dinamu Zagrzeb doprowadziła do tego, że chciał pakować walizki. Po wypożyczeniu do Turcji przyznawał, że nigdy w życiu nie poczuł się tak źle potraktowany, jak właśnie w Milanie. W „El Larguero” zasugerował, jakby to on sam „miał być tym problemem”, dlatego wolał odejść. No i powiedział, że powinien nie odchodzić z Atletico.

Reklama

Przyznał, że był pod wpływem leków

Alvaro Morata w sezonie 2025/26 występował w Como, gdzie jednak przez 1000 ligowych minut ani razu nie wbił piłki do siatki. Trafiali inni, jak genialny Nico Paz, dlatego zespół Fabregasa dostał się do Ligi Mistrzów… kosztem Milanu. Kiepski sezon sprawił, że Alvaro nie znalazł się w kadrze na MŚ 2026, ale i tak jest głośno o jego słowach. Po raz kolejny wrócił do czasu w Mediolanie, który uznaje za gorzki:

Jak przyjechałem na prezentację, to przyjmowałem leki. Nie rozumiałem tego, co się działo. Byłem psychicznie odłączony. Odszedłem z Atletico Madryt, kiedy zdałem sobie sprawę, że straciłem równowagę psychiczną po meczu Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund. Popadłem w depresję – powiedział podczas wywiadu w podcaście „El camino de Mario”.

Dalej padają słowa, że praktycznie w ciągu miesiąca przeszedł niesamowitą drogę z samego dna po… mistrzostwo Europy. Morata dziękuje Inieście czy Koke, którzy mu pomogli. No i oczywiście żałuje odejścia z Atletico, kiedy to czuł się winny odpadnięciu z Ligi Mistrzów.

Boli mnie, że odszedłem właśnie wtedy, gdy wydawało mi się, że fani wreszcie mnie zrozumieli i docenili. Szczerze, to myślę, że odszedłem z poczucia winy. Atletico zawsze należy do najlepszych klubów na świecie. Nie wiedziałem, że później przyjdzie Julian, ale i tak bym został (…) Chciałbym, żeby moje dzieci kibicowały Atletico. Bo wierzę, że życie jest najbliższą Atletico rzeczą. Kiedy widzę Koke, Cholo i wszystkich tych ludzi, którzy od lat walczą o tytuł Ligi Mistrzów, a potem widzę Kokego z powrotem na obozie treningowym i zaczynającego od nowa… ja nie dałbym rady. To by mnie dużo kosztowało.

Reklama

Fot. Newspix

5 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Gdzie trafi Hellebrand? „Górnik nie zatrzymuje piłkarzy na chama”

Mikołaj Duda
1
Gdzie trafi Hellebrand? „Górnik nie zatrzymuje piłkarzy na chama”

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Gdzie trafi Hellebrand? „Górnik nie zatrzymuje piłkarzy na chama”

Mikołaj Duda
1
Gdzie trafi Hellebrand? „Górnik nie zatrzymuje piłkarzy na chama”