Według słów Tomasza Rząsy, miał być jakościowym upgradem w porównaniu do Pedro Rebocho. No cóż, te słowa najlepiej w Poznaniu się nie zestarzały. Portugalczyk od kilku lat bardzo udanie sobie radzi w Arabii Saudyjskiej, a Szwed w Lechu zdecydowanie nie spełnił oczekiwań. W nowym klubie lepiej nie było, więc… wylądował w drugiej lidze.
Elias Andersson do Lecha trafiał kilka miesięcy po debiucie w reprezentacji Szwecji, a także jako jeden z liderów rodzimego Djurgarden. Lewy obrońca wraz z kolegami dotarł do 1/8 finału Ligi Konferencji, w której musiał uznać wyższość Lecha prowadzonego przez Johna van den Broma. W każdym razie po ogłoszeniu transferu nie brakowało komentarzy kibiców ze Sztokholmu, że tracą swojego najlepszego zawodnika.
Rzeczywistość okazała się dla Szweda brutalna, a ostatnio kompletnie się nie odnalazł w nowym klubie po odejściu z Lecha.
Były piłkarz Lecha nie odnalazł się w nowym klubie. Teraz występuje na starej pozycji w drugiej lidze
Dla Szweda w Poznaniu udany był tylko początek. Obiecująco zaprezentował się w swoim debiucie przeciwko Piastowi Gliwice, a kilka dni później popisał się fenomenalną asystę w eliminacjach Ligi Konferencji. W spotkaniu z Żalgirisem Kowno posłał kapitalną asystę prosto na głowę Dino Hoticia.
𝐋𝐞𝐜𝐡 𝐰𝐲𝐠𝐫𝐲𝐰𝐚 𝐝𝐨 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐫𝐰𝐲 𝐳 𝐙̇𝐚𝐥𝐠𝐢𝐫𝐢𝐬𝐞𝐦 𝐊𝐨𝐰𝐧𝐨 3️⃣:0️⃣!
A tak strzelanie zaczął Dino Hotić 😎
Oglądaj 𝗟𝗜𝗩𝗘 👉 https://t.co/kQ94KD99dn pic.twitter.com/REptXUaiOD
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 27, 2023
Później było już tylko gorzej i z czasem nawet stracił miejsce w składzie, mimo że jego konkurencja do najlepszych nie należała. John van den Brom wolał stawiać na Michała Gurgula, dopiero zaczynającego przygodę z seniorskim futbolem oraz szykującego się do końca kariery Barry’ego Douglasa.
O ile jeszcze w swoim pierwszym roku przy Bułgarskiej dość regularnie pojawiał się na placu gry, o tyle już po przyjściu Nielsa Frederiksena niemal całkowicie został przyspawany do ławki rezerwowych. Jego ostatnim występem, który dobrze podsumował tę nieudaną przygodę była rozegrana godzina z Puszczą Niepołomice, gdy czerwoną kartkę w pierwszej połowie obejrzał Michał Gurgul.
Bilans Szweda w Polsce zatrzymał się na 31 występach i czterech asystach. Poprzedniej zimy udał się na półroczne do duńskiego Viborga. Tam również furory nie zrobił, co najlepiej oddaje fakt, że zdążył zagrał w zaledwie sześciu meczach i nawet nie przekroczył bariery 400 rozegranych minut. Lech latem pozyskał Joao Moutinho do rywalizacji z coraz lepiej sobie radzącym Gurgulem, więc było jasne, że Andersson nie ma tu czego szukać. To poskutkowało kolejnymi przenosinami do Danii. Tym razem definitywnie do Randers.
Systematyczny zjazd trwał dalej. W nowym zespole Szwed zagrał jeden mecz. Tyle że… w rezerwach. W pierwszym zespole trzykrotnie znalazł się w kadrze meczowej, jednak ani razu nie pojawił się na placu gry. Z tego względu po pół roku po raz kolejny zmienił barwy klubowe.
30-latek w zimowym okienku transferowym zdecydował się na powrót do ojczyzny. Gdy z niej wyjeżdżał, to miał status czołowego gracza ekipy ligowej czołówki, a po niespełna trzech latach zasilił szeregi ekipy z drugiego poziomu rozgrywkowego. I w końcu. Andersson zaczął grać regularnie. Co ciekawe, wrócił do gry jako środkowy pomocnik, czyli na pozycji, która jest mu doskonale znana. To właśnie w takiej roli trafiał do Djurgarden, gdzie z czasem przesunięto go na lewą obronę.
W każdym razie w Nordic United wyrósł na gwiazdę. Zagrał we wszystkich 10 dotychczasowych spotkaniach i nawet na moment nie zszedł z boiska. Zaliczył nawet dwie asysty i wraz z kolegami walczy o awans do szwedzkiej ekstraklasy. Na ten moment zajmuje drugie miejsce ze stratą dwóch punktów do lidera.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix