Maja Chwalińska w finale Roland Garros. Jeszcze raz – Maja Chwalińska w finale Roland Garros! Polka napisała historię tego turnieju – jako pierwsza kwalifikantka dostała się aż do finału. W półfinale pokonała 7:6, 6:4 Dianę Sznajder, czyli turniejowy numer 23. Długo tłumiła w sobie emocje, ale na koniec wybuchła, położyła się na ziemi i pojawiły się łzy. Gdy trochę ochłonęła, to udzieliła świeżego, pomeczowego wywiadu.
Kolejna rywalka odhaczona. To już dziewiąta, biorąc pod uwagę jeszcze trzy rundy kwalifikacyjne. Już w samym turnieju Maja Chwalińska rozprawiła się kolejno z takimi przeciwniczkami:
- Zheng Qinwen 6:4, 6:0 (nr 56 na świecie, mistrzyni olimpijska z Paryża)
- Elise Mertens 6:4, 6:0 (nr 21 na świecie, ale większe sukcesy w grze podwójnej)
- Maria Sakkari 1:6, 6:3, 6:2 (nr 49 na świecie, kiedyś dwójka, dwukrotna półfinalistka Szlemów)
- Diane Parry 6:3, 6:2 (nr 92 na świecie, niespodziewana ćwierćfinalistka)
- Anna Kalinska 7:6, 6:3 (nr 29 na świecie)
- Diana Sznajder 7:6, 6:4 (nr 23 na świecie, półfinalistka AO i RG 2025)
Maja Chwalińska: „To jak sen”
Maja Chwalińska znów prezentowała bardzo efektowny tenis. Nie siłowy, a techniczny. Dużo skrótów, gry kombinacyjnej, walki w obronie. Jej gra cechuje się przede wszystkim sprytem. Musi tak grać, ponieważ jest mniejsza i słabsza od dominujących na korcie rywalek. Rozgrywa właśnie turniej życia. Przyznała w wywiadzie tuż po meczu, że… sama ma wrażenie, że jest to sen.
– To jak sen, szczerze mówiąc. Nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, co powiedzieć… przepraszam. Jestem po prostu bardzo szczęśliwa.
Jullien Bennetaeu słusznie zauważył, że zaczęła ten turniej tak naprawdę trzy tygodnie temu. A przecież finałowa rywalka miała aż o trzy mecze mniej. Zapytał więc, jak się czuje fizycznie i psychicznie.
– Niezbyt dobrze. To duże wyzwanie, by mierzyć się z najlepszymi tenisistkami świata dzień za dniem, ale to Wielki Szlem, więc musisz dać z siebie wszystko albo i więcej. Także nie będę narzekać.
Publiczność zaczęła wiwatować.
Bennetaou zapytał też o styl gry. Był pod wrażeniem dużego spokoju, skupienia na meczu, niepodpalania się, niedawania po sobie poznać emocji pomiędzy wymianami piłki. Podkreślił, że tak było w każdym kolejnym meczu. Zapytał, jak mentalnie się nastawić, by właśnie tak to rozgrywać.
– Nie wiem, czasami jestem także szalona. Staram się być opanowana, ponieważ wiem, że to dla mnie najlepsza droga i to pomaga mi grać mój najlepszy tenis. Może tak to wygląda, ale uwierzcie mi, w głowie mam burzę.
PŁACZEMY RAZEM Z TOBĄ MAJA 🥲🥲🥲#RolandGarros #RG2026 #JazdaMaja pic.twitter.com/MAT0rlYFx0
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) June 4, 2026
Bennetaou zwrócił też uwagę, że mecz oglądała… trenerka Mirry Andriejewej, z którą to Chwalińska zmierzy się w finale. Zapytał, czy zachowała jakieś tajne sztuczki na finał i nie pokazała przeciwko Sznajder wszystkiego.
– Zagrałam już tutaj osiem spotkań albo nawet więcej (refleksja szybko przyszła, bo meczów było rzeczywiście dziewięć przyp. red.). Także chyba nie ma tajemnic (śmiech). Oczywiście ja też oglądałam mecz Mirry, która grała przede mną. Był niesamowity. To będzie dla mnie kolejne wielkie doświadczenie. Na pewno dam z siebie wszystko. Finał Wielkiego Szlema… (łapie się za głowę).
Były tenisista przeprowadzający rozmowę z Mają podkreślił na koniec, że właśnie napisała historię Roland Garros, ponieważ wcześniej… żadna kwalifikantka w erze open nie dotarła do finału, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc padło pytanie, jak zamierza się przygotować na finał.
– Daj mi proszę nacieszyć się na razie tym momentem. Trochę odetchnę, nacieszę się dzisiejszym zwycięstwem i postaram się odzyskać tyle energii, ile tylko będzie można i dam z siebie wszystko w sobotę.
Fot. Newspix