Listkiewicz: Marciniak znów może poprowadzić finał mundialu [WYWIAD]

Jakub Radomski

04 czerwca 2026, 10:31 • 13 min czytania 3

Reklama
Listkiewicz: Marciniak znów może poprowadzić finał mundialu [WYWIAD]

Na mistrzostwach świata w 1990 roku był sędzią liniowym finału, ale Michał Listkiewicz pracował też cztery lata później, podczas mundialu w USA. Poza stadionem czuł się tam czasami jak Marsjanin. W dużej rozmowie z Weszło były sędzia i prezes PZPN opowiada o swoich doświadczeniach z mundiali: błędzie, na który nie miał wpływu, irańskich demonstracjach, czy o tym, jak Diego Maradona zabrał go do Leo Messiego. Mówi też o zmianach w sędziowaniu i piłce nożnej, która nie powinna iść w stronę koszykówki. Wreszcie, zastanawia się, kto może sędziować finał tegorocznego mundialu. – A może, choć to jednak byłby trochę przewrót kopernikański, finał mundialu poprowadzi kobieta? – pyta.

Reklama

Jakub Radomski: Parę razy opowiadał pan szerzej o kulisach mistrzostw świata w 1990 roku, na których był pan sędzią liniowym m.in. w meczu otwarcia, półfinale i finale, ale pracował pan też na mundialu w Stanach Zjednoczonych, który odbył się w 1994 roku. Jaka to była impreza?

Michał Listkiewicz: były sędzia międzynarodowy, były prezes PZPN: Pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy: egzotyczna. Na trybunach czy w miastach zdecydowanie brakowało atmosfery, do której przyzwyczailiśmy się w Europie. W Stanach to wyglądało trochę tak, jakby do miasta przyjechał cyrk objazdowy, który robi show, po czym nagle zwija się i wyjeżdża. Amerykanie zupełnie nie czuli piłki. Przychodzili na mecz, bo była reklama, spory szum. I tyle. Pamiętam spotkanie w Dallas, na nim akurat siedziałem na trybunach. Obok mnie liczna rodzina amerykańska, z 10 osób. W pewnym momencie wyszli, trochę ich nie ma, wracają. Naręcze popcornu, coca-cola. W ogóle nie interesowało ich, czy zmienił się wynik i co dzieje się na boisku. Wrócili na show, a co działo się w międzyczasie? To nie miało większego znaczenia.

We Włoszech w 1990 roku było zupełnie inaczej. Dało się zauważyć, że piłka nożna to w Italii święto, religia. Żyło nią każde miasteczko. Nas, sędziów, zakwaterowano niedaleko jeziora Como i gdy wychodziliśmy na ulicę, w dresach FIFA, ludzie nas rozpoznawali, zapraszali do kawiarni, zagadywali. A w USA w 1994 roku? Kompletnie nie. Byliśmy dla mieszkańców jak Marsjanie.

Michał Listkiewicz wspomina mundial w USA: Popełnił błąd. Później zaprosił nas na swój koszt do Las Vegas

Widziałem pana wywiad dla węgierskich mediów, sprzed lat. Opowiadał pan w nim, że na mundialu w USA pracował jako liniowy na trzech spotkaniach. I pewnie byłoby ich więcej, gdyby nie jedna sytuacja i poważny błąd głównego sędziego.

Reklama

Zgadza się, to był mecz Belgia – Niemcy w 1/8 finału. Teraz na mundial leci nasz zestaw: Szymon Marciniak, Tomek Listkiewicz i Adam Kupsik, a wtedy nie było jeszcze trójek narodowych. Raz pracowałeś z sędzią z Ameryki, raz z Azjatą. To był mój trzeci mecz na mistrzostwach w 1994 roku. Oczekiwania były spore, jechałem na turniej jako gwiazda wśród asystentów. Spotkanie jako główny prowadził Szwajcar Kurt Rothlisberger i nie podyktował ewidentnego karnego dla Belgów. Niemcy wygrali mecz 3:2.

Zrobił się szum, a FIFA, żeby ratować sytuację, zdecydowała się wyrzucić z sań całą naszą trójkę. Tak zakończyły się dla mnie mistrzostwa. Nie miałem wpływu na tamtą decyzję, nie mogłem nawet Kurtowi pomóc. Wtedy jeszcze nie używało się słuchawek. Ale zachował się fair, bo wziął błąd na siebie, a mnie i drugiego liniowego, Duńczyka, zaprosił na swój koszt do Las Vegas.

Michał Listkiewicz jako liniowy podczas mistrzostw świata w USA w 1994 roku

Michał Listkiewicz jako liniowy podczas mistrzostw świata w USA w 1994 roku

Reklama

Jonathan Wilson, jeden z najlepszych dziennikarzy piłkarskich na świecie i autor świetnych książek, powiedział mi w opublikowanym niedawno wywiadzie, że według niego obecna sytuacja geopolityczna nieco przypomina tę sprzed mistrzostw świata w 1974 roku. Chodziło mu o konflikty na świecie, w różnych miejscach, i taki ogólny lęk, niepokój, który czują społeczeństwa. Pan w 1974 roku miał 21 lat i pewnie dobrze pamięta tamten czas.

Rzeczywiście, nastroje były podobne, choć sytuacja obecna jest całkowicie nowa, bo mistrzostwa są rozgrywane w trzech krajach, które co prawda ze sobą sąsiadują, ale różnią się kulturowo i jeżeli chodzi o postrzeganie piłki nożnej. Do tego startuje największa w historii liczba drużyn, przez co lęk, o który pan pyta, może się zwielokrotnić. W turnieju wystąpi Irak i przede wszystkim Iran, w którego przypadku pojawiają się pytania. Czy rzeczywiście zagrają? Zamieszkają w normalnym hotelu? Będą eskortowani przez transportery opancerzone?

Przypomina mi to trochę mistrzostwa świata we Francji z 1998 roku, na których w fazie grupowej doszło do spotkania USA – Iran. Odpowiadałem za tamten mecz jako generalny koordynator FIFA. Pod stadionem, ale też na trybunach doszło do demonstracji. Protestowała diaspora irańska. Coś takiego wcześniej się nie działo, więc był problem, jak to rozwiązać. Demonstrowało wiele tysięcy ludzi, więc uznaliśmy, że raczej nie można ich brutalnie spacyfikować. Gdyby zareagowano zbyt ostro, zrobiono by temu więcej reklamy, niż było to warte. Ludzie mieli na sobie koszulki z hasłami politycznymi przeciwko ówczesnej władzy, wspierającymi opozycję za granicą. Mówię do kolegów: „Może niech je zdejmą?”. Ale prawo nie pozwalało ludzi „rozbierać”.

Co postanowiliście?

Reklama

Zdecydowaliśmy się na rozwiązanie salomonowe: po prostu nie prezentowano tego w ogóle w telewizji. Wyłączono kamery, które obejmowały tamte sektory. Dlatego, mimo że działo się naprawdę sporo, świat tego nie zobaczył. Myślę, że ostatecznie wybraliśmy najlepszą opcję.

Michał Listkiewicz: Dlaczego Donald Trump jako pierwszy dostał Nagrodę Pokojową FIFA?

Mam wrażenie, że główną gwiazdą nadchodzącego mundialu chce być Donald Trump. Jak pan odbiera jego bliską relację z Giannim Infantino i wręczenie prezydentowi USA pierwszej w historii Nagrody Pokojowej FIFA?

Gdyby taka nagroda istniała wcześniej, jeszcze można by to jakoś usprawiedliwiać. Ale ona jest nowa: sam będę z ciekawością śledził, co będzie dalej – czy ktoś ją w ogóle otrzyma w przyszłości, czy nie. To budzi pewne znaki zapytania. Dlaczego Trump jako pierwszy, a nie np. papież czy któryś z laureatów Nagrody Nobla? Budzi to też obawy i pokazuje nam, że polityka jest teraz tak mocno powiązana z mundialem, że to aż razi.

Nie była zawsze powiązana?

Reklama

Była, ale mam wrażenie, że ona latami pożerała futbol po kawałku, a od pewnego czasu robi to kęsami. Momentem przełomowym było przyznanie mundialu Katarowi. Sepp Blatter miał porozumienie z Rosją i USA, wszystko było klepnięte w gabinetach, a tu nagle okazuje się, że mistrzostwa w 2022 roku organizuje Katar. Pamiętamy, jakie problemy prawne miał w związku z tym prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Zarzuty postawiono Michelowi Platiniemu, aresztowano ważnych działaczy FIFA, zarzuty dostali m.in. Julio Grondona i Chuck Blazer. To zdecydowanie nie była czysta gra. Nieprzypadkowo rozpracowywały to amerykańskie służby. A na koniec zapadły wyroki.

Jeżeli chodzi o stronę czysto sportową, dużo mówi się o Argentynie, która broni trofeum. Pan w 1990 roku był liniowym w finale Argentyna – Niemcy, a w 2010 roku, podczas mistrzostw świata w RPA, miał pan okazję, jako delegat FIFA, spędzić trochę czasu z Diego Armando Maradoną, który prowadził wtedy reprezentację swojego kraju.

Tak, byłem obserwatorem na jednym z meczów Argentyńczyków. Marzyłem o tym, żeby mieć koszulkę z dedykacją od Maradony. Mogłem wtedy pójść w okolice szatni, więc zrobiłem to jakieś półtorej godziny przed meczem. Spotkałem Diego i pokazałem mu nasze wspólne zdjęcie z finału w 1990 roku. „Nie lubię tego zdjęcia” – stwierdził. Myślałem, że chodzi o fakt, że przegrali wtedy finał i nie mogli się z tym pogodzić. Po spotkaniu wściekli walili w drzwi pokoju sędziów i wykrzykiwali różne nieprzyjemne rzeczy. Ale Maradona dodał: „Nie lubię go, bo ty jesteś starszy o 5 kilogramów, a ja o 50”. I podpisał koszulkę.

Ale nie tylko to zrobił. Chwilę później mówi: „Może chciałbyś jeszcze jakiś podpis piłkarza?” Ja oczywiście stwierdzam, że byłbym przeszczęśliwy. Wróciliśmy do argentyńskiej szatni, akurat przyjechała drużyna i zawodnicy się przebierali przed meczem. Maradona mówi: „Widzisz tego małego, co siedzi w kącie? Na razie jest słaby, ale może coś z niego wyrośnie”. I szeroko się uśmiecha. Pokazał oczywiście na Messiego. Podchodzi i mówi: „Leo, to mój przyjaciel z Polski, w 1990 roku sędziował w finale mundialu”. Messi też podpisał się na koszulce, która stała się dla mnie relikwią. Stefan Szczepłek, który również kolekcjonuje koszulki, powiedział mi, że w Polsce na pewno nikt nie ma takiej z podpisami i Maradony, i Messiego, a i na świecie jest niewiele takich osób.

Reklama

Mundial w 2010 roku. Diego Maradona i Leo Messi

Mundial w 2010 roku. Diego Maradona i Leo Messi

W 2010 roku przyglądałem się też pracy Maradony – trenera. Nie poszło mu jednak najlepiej. Przed tamtym spotkaniem wyszedł na murawę w garniturze. Wyglądał, jakby ubrał się na wesele, miał jeszcze taki świecący, jaskrawy krawat. Wyszedł przed piłkarzami i zaczął żonglować piłkę. To wystarczyło. Stadion oszalał, skandowanie: „Diego, Diego!”. Mistrzowsko żonglował, piłka przez pięć minut nie spadła na ziemię. Następnie Maradona ukłonił się widzom, zszedł do szatni, przebrał się w dres i wrócił. Spytałem go, po co to robi. A on: „Chcę zdjąć presję z piłkarzy. Niektórzy moi zawodnicy są nadwrażliwi. Gdy widownia skupia się na mnie, oni prędzej będą wyluzowani”.

Na mistrzostwa świata nie zakwalifikowała się Polska. Nie ma też Węgrów, którym, z racji związków z tym krajem, również mocno pan kibicuje.

Reklama

To był pierwszy cios w głowę – ich odpadnięcie z walki o mundial, po porażce 2:3 z Irlandią, kiedy decydującego gola stracili w ostatnich minutach. Oczekiwania w kraju były ogromne. A później jeszcze Polacy: też 2:3, tyle że ze Szwecją, i też porażka, mimo że nie byliśmy gorsi. Przyjąłem dwa gongi.

Na mundialu będę kibicował Brazylii, bo to była i jest najpiękniejsza piłka do oglądania. Zawsze są bardzo mocni, kto by tam nie grał, tylko czasami – mam wrażenie, że przez egoizm, brak taktyki i błędy trenerów – nie osiągają tego, co powinni. Chciałoby się też, by Europa pokazała w tym turnieju swoją siłę. Z drużyn z naszego kontynentu najbliżej mi do Hiszpanii i Anglii.

Listkiewicz wspomina mecz Korea – Polska w 2002 roku. Siedział obok Seppa Blattera i mówi, co usłyszał od prezydenta FIFA

Widzi pan plusy w tym, że w turnieju wystąpi tym razem aż 48 drużyn?

One są praktycznie tylko po stronie komercyjnej. Odbędzie się więcej meczów, turniej potrwa dłużej, będzie więcej pola reklamowego dla sponsorów. To plusy nie dla mnie czy każdego pojedynczego kibica, tylko dla FIFA. Być może czymś wartościowym jest promocja futbolu w krajach małych i bardzo małych. Człowiek, który średnio interesuje się geopolityką, pewnie nie wiedziałby o istnieniu Curacao. Sam po tym, jak sprawili niespodziankę i awansowali na mundial, trochę poguglowałem, by dowiedzieć się, co to za kraj, gdzie leży, ilu ma mieszkańców i jaką historię.

Reklama

Przypomina mi się teraz sytuacja z mistrzostw świata w 2002 roku. Na pierwszym meczu Polaków, przeciwko Korei Południowej, siedziałem obok ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i Blattera. W pewnym momencie sędzia asystent popełnił elementarny błąd. Nie pokazał ewidentnego, trzymetrowego spalonego. Pytam Blattera, o co chodzi. Tłumaczę, że to była ewidentna pomyłka. A on mówi: „Wiesz Michał, masz rację, ale muszę tego sędziego usprawiedliwić, bo on jest z Vanuatu. Tacy ludzie też muszą się uczyć”. Wydaje mi się jednak, że mundial to nie było w tym przypadku odpowiednie miejsce na naukę. A co do nadchodzącego turnieju, to trochę obawiam się, czy ci egzotyczni arbitrzy udźwigną swoje spotkania, choć pewnie będą dostawać te mniej ważne i mniej ciekawe.

Ten mundial to gigantomania i ja widzę więcej jej minusów. Kto obejrzy te wszystkie mecze? Kiedyś prawdziwy kibic śledził wszystko. A teraz? Ja nie wstanę np. o drugiej w nocy, by obejrzeć Republikę Zielonego Przylądka z Arabią Saudyjską, choć zaliczam się do piłkarskich wariatów.

Ten turniej to również pewnie zmiany w sędziowaniu. Bramkarz będzie miał tylko pięć sekund na wybicie piłki od bramki, a w przypadku zmian zawodnik schodzący będzie musiał opuścić murawę w ciągu 10 sekund. To wszystko ma na celu walkę z opóźnianiem gry, sędziowie mają tego mocno pilnować. Podoba się panu pójście w tym kierunku?

Życie pokaże, jak będzie. Ale jeżeli mówimy o tych pięciu sekundach, no to o ile w koszykówce, piłce ręcznej czy hokeju da się oczywiście to dokładnie wyliczać i respektować, o tyle w piłce, przy ogromnej przestrzeni, długiej grze i tylu decyzjach, to będzie dużo trudniejsze. Ten przepis moim zdaniem niekoniecznie pasuje do futbolu. Będziemy się czepiać o ułamki sekund? Nie szedłbym osobiście w aż takie upodabnianie piłki nożnej do koszykówki.

Reklama

Był taki mecz na mundialu w 1978 roku: Brazylia – Szkocja. Remis 1:1, końcówka, Zico trafia do siatki, ale sędzia najwidoczniej zgłupiał na punkcie skrupulatności, bo zakończył mecz gwizdkiem po uderzeniu głową, a przed wpadnięciem piłki do bramki. I gola nie uznał, skończyło się remisem 1:1. Później tłumaczył, że po prostu czas się skończył. Chore.

Niedawno byłem na meczu Polskiej Ligi Koszykówki Arka – Śląsk, gdzie 0,1 sekundy po czasie oddano decydujący o wyniku rzut. Nie można było go uznać i w koszykówce to jest dla mnie naturalne, ale w piłce nożnej tego typu działania jednak trochę zabijałyby ducha gry. Sam kiedyś jako sędzia tego ducha zabiłem.

Niech pan opowie.

Spotkanie Francja – Luksemburg, grał jeszcze Michel Platini. Faworyt dość wysoko prowadził, Platini ruszył z piłką od środka, ale zobaczyłem, że kończy się czas. I zagwizdałem koniec meczu. Na stadionie tumult, on nie słyszał gwizdka i trafił w sytuacji sam na sam. Nie uznałem bramki. Głupota, trzeba było poczekać. Po wielu latach spotykam się z Platinim i on mówi: „Mam do ciebie pretensje o tamtą sytuację. Gdybyś uznał mi wtedy gola, ciągle byłbym najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Francji. A tak właśnie minął mnie Thierry Henry. Pewnie i tak by to zrobił za miesiąc czy dwa, ale przez ciebie to już się stało”.

Reklama

Takie sytuacje pokazują, że w piłce liczy się czucie, duch gry, a nie tylko szkiełko i oko.

Michał Listkiewicz docenia Szymona Marciniaka: Ciągle jest w top 3 na świecie

Który sędzia może w tym roku poprowadzić finał mistrzostw świata? W Katarze tego zaszczytu dostąpił Szymon Marciniak ze swoim polskim zespołem.

Chciałoby się, żeby znów był to Szymon, tym bardziej, że według mnie ciągle jest w top 3 najlepszych sędziów na świecie. Przez pół roku zmagał się jednak z ciężką kontuzją, rehabilitował się. Chciał być w jak najlepszej formie na mistrzostwa świata i swój cel osiągnął. Dlatego m. in. nie prowadził półfinałów czy finałów w europejskich pucharach. Nie chciał ryzykować. Szymon sam poprosił ludzi z UEFA, żeby dali mu odpocząć od wielkich spotkań. W Polsce natomiast prowadził mecze, które nie wymagały maksa, jeśli chodzi o bieganie. Wiedział, że sobie poradzi, będąc gotowym nawet na 80 procent. A teraz leci w pełni sprawny na mistrzostwa świata.

Listkiewicz i Szymon Marciniak

Reklama

Listkiewicz i Szymon Marciniak

Dwie najlepsze szkoły sędziowskie to od lat Europa i Ameryka Południowa. W Afryce nie widzę nikogo nowego i mocnego, w Azji też. Dlatego myślę, że sprawa prowadzenia finału rozstrzygnie się między tymi dwoma kontynentami. Nie wykluczam tego, że ludzie z FIFA zrobią ukłon w stronę Meksyku. W 1990 roku arbitrem głównym w finale, z którym pracowałem, był właśnie Meksykanin Edgardo Codesal.

A może, choć to jednak byłby trochę przewrót kopernikański, finał mundialu poprowadzi kobieta? Mamy kilka pań, które dobrze sobie radzą. Jest oczywiście Francuzka Stephanie Frappart, do tego Meksykanka, Amerykanka. Nie wykluczyłbym tego. Skoro Nagrodę Pokojową FIFA dostaje Trump, to możemy mieć kobietę w finale. Pamiętajmy, że bariera fizyczna jest bardzo trudna do przeskoczenia dla pań. One muszą zdawać te same egzaminy kondycyjne, co mężczyźni i tylko niektóre, te o wybitnej wydolności, dają radę. A przecież kobieta nie ma żadnych szans, by pobić rekord świata mężczyzn w skoku wzwyż czy skoku w dal.

Na teraz widzę przede wszystkim trzech kandydatów. Francois Letexier to sędzia, którego akcje stoją bardzo wysoko w FIFA. Pamiętajmy jednak, że Francja może zagrać w finale. Druga opcja – Meksykanin Cesar Ramos. A trzecia – znowu Szymon. Wiem, że Marciniak jest ulubieńcem Pierluigiego Colliny, przewodniczącego Komisji Sędziowskiej FIFA, który powoli zbliża się do emerytury. Nie wykluczam, że będzie chciał na ukoronowanie swojej kariery postawić na swoim. Przy okazji byłaby to duchowa wspólnota łysych: Colliny, Infantino i Marciniaka. Może się uda, kto wie.

Reklama

ROZMAWIAŁ: JAKUB RADOMSKI 

3 komentarze
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mistrzostwa Świata 2026

Reklama
Ekstraklasa

Dwustu graczy z lig angielskich na mundialu. Ekstraklasa za Cyprem i Rosją

AbsurDB
8
Dwustu graczy z lig angielskich na mundialu. Ekstraklasa za Cyprem i Rosją