Maja Chwalińska: „Plan na popołudnie? Sen i herbata”

Sebastian Warzecha

03 czerwca 2026, 14:06 • 3 min czytania 11

Reklama
Maja Chwalińska: „Plan na popołudnie? Sen i herbata”

Maja Chwalińska w wielkim stylu pokonała Annę Kalinską i awansowała do półfinału wielkoszlemowego Roland Garros. Polska kwalifikantka (!) wygrała już ósmy mecz w Paryżu, a w 1/2 najpewniej zmierzy się z liderką światowego rankingu, Aryną Sabalenką. Co miała do powiedzenia po meczu?

Reklama

Maja Chwalińska po meczu. „Nie wiem, co się dzieje”

Maja Chwalińska może się już powoli przyzwyczajać do pomeczowych wywiadów na dużych kortach. To jej drugi z rzędu na tym największym w Paryżu – korcie Philippe’a Chatriera. A skoro wywiad był, to była i wygrana. Polka, mimo drobnego momentu zachwiania, w dwóch setach pokonała Annę Kalinską, 24. rakietę świata. Ta wygrana to dla niej awans do sensacyjnego półfinału, ale i wielki, wielki skok w rankingu WTA, gdzie w najnowszym notowaniu będzie zawodniczką z TOP 30. A zaczynała ten turniej jako 114. tenisistka świata!

Co Maja miała do powiedzenia na temat swojego meczu? O wrażenia pytała ją na korcie Caroline Garcia, która zaczęła od podstawowego pytania – czy Maja oswoiła się już z tym wszystkim?

– Szczerze? Nie wiem, co się dzieje. Wiem, że się powtarzam, ale każdy kolejny mecz tutaj to dla mnie coś szalonego. Jestem naprawdę wdzięczna – mówiła Chwalińska. Garcia spytała ją też o spokój. Bo faktycznie, Maja na korcie zdaje się być jego oazą, nie panikuje, nie reaguje nerwowo na nieudane zagrania, nie świętuje też przesadnie tych dobrych. Po prostu robi swoje i zmierza do celu. Na razie – już osiem razy – skutecznie.

– Jestem szczęśliwa, że tak to wygląda [jakbym była spokojna]. W środku tak nie jest. Zdecydowanie byłam nerwowa, stresuję się, ale staram się skupić na swojej pracy, na mojej grze. Jestem szczęśliwa, że mi się udało – mówiła Maja. I dodawała: – Jak pewna się czuję? W sumie nie wiem. Po prostu staram się wygrać każdy kolejny mecz. Gram przeciwko najlepszym na świecie, więc nie będę się do nich porównywać.

Reklama

Możliwe jednak, że Chwalińska będzie musiała zmienić podejście i jednak te porównania zacząć. Bo po tym turnieju będzie w rankingu WTA wyżej niż Qinwen Zheng, jej rywalka z I rundy, oraz Maria Sakkari, przeciwniczka z III, i Diane Parry, z którą grała w czwartym spotkaniu w głównej drabince. Nad Polką pozostaną tylko – chyba że Maja wygra półfinał – Elise Mertens (II runda) i ograna w ćwierćfinale Anna Kalinska. Innymi słowy: Chwalińska jest już w tym gronie. Owszem, za sprawą jednego turnieju, ale liczby nie kłamią.

Ćwierćfinałowy występ też nie. On pokazał, że Maja nawet, gdy rywalka się nakręciła i odrobiła straty w I secie, była w stanie poskładać to wszystko do kupy, po czym wygrać w tie-breaku. A w drugim wytrzymała próbę nerwów w decydujących gemach, w przeciwieństwie do starszej i bardziej obytej na wysokim poziomie Kalinskiej.

Reklama

– Kurczę, miałam 5:1, setowe. Ale tutaj brawa dla Anny, bo myślę, że bardzo dobrze się wybroniła i była o wiele bardziej agresywna w tych punktach. Cieszę się, że później potrafiłam się odbić i wygrać w tie-breaku. Warunki dziś nie były zbyt łatwe, wiatr wiał mocno, piłka czasem wyczyniała na korcie cuda – mówiła Pawłowi Kuwikowi z Eurosportu. A Caroline Garcii, jeszcze na korcie, opowiedziała też o planie na swoje popołudnie. I cóż, trzeba przyznać, że brzmi podobnie do tego, co i my mamy zamiar ze swoim czasem zrobić.

Sen, moja herbata, może trochę Netfliksa – stwierdziła Maja.

Szanujemy taki plan. Oby to była dobra herbata. I jeszcze lepszy film czy serial.

Reklama

SEBASTIAN WARZECHA

11 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Florentino Perez potwierdził. Jose Mourinho zostanie trenerem Realu

Braian Wilma
0
Florentino Perez potwierdził. Jose Mourinho zostanie trenerem Realu

Inne sporty

Reklama