Jak co lato: reprezentacja Polski musi narobić trzody, inaczej się udusi

Marcin Długosz

31 maja 2026, 19:28 • 5 min czytania 61

Reklama
Jak co lato: reprezentacja Polski musi narobić trzody, inaczej się udusi

Była Finlandia poprzedzona konfliktem Michała Probierza z Robertem Lewandowskim. Było szybkie odpadnięcie na Euro 2024. Była klęska w Mołdawii. Było 1:6 od Belgów. Były wciry od Słowacji na mistrzostwach Europy. Reprezentacja Polski postanowiła kontynuować tradycję letnich zgrupowań ostatnich lat i znów się wygłupiła. Tym razem dostała we Wrocławiu 0:2 od Ukrainy.

Reklama

Polska – Ukraina. Mecz towarzyski, frekwencja wyjściowa

„Jest niedziela, godzina 17:00, pogoda też nie dopisuje do grania w piłkę” – mówił przed laty Piotr Ćwielong, który najwięcej meczów w swojej karierze rozegrał dla Śląska Wrocław. W przypadku spotkania Polski z Ukrainą machnął się o pół godzinki, ale biorąc pod uwagę słoneczną aurę i dobrą temperaturę, a przy tym brak stawki, na stadionie miało prawo powiać piknikiem.

Nieco poważniej zrobiło się w momencie ogłoszenia składów. Jan Urban wystawił do gry Piotra Zielińskiego, Nicolę Zalewskiego czy Roberta Lewandowskiego, a więc najważniejszych zawodników ofensywnych. Swoją szansę debiutu w wyjściowym składzie reprezentacji otrzymał ponadto Oskar Pietuszewski.

Zanim jednak przemówiła postawa na boisku, Wrocław raz jeszcze oddał hołd zmarłemu w kwietniu Jackowi Magierze. Spotkanie poprzedziła minuta gromkich braw dla asystenta selekcjonera, który odszedł niespodziewanie niespełna dwa miesiące temu.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Weszło (@weszlocom)

Reklama

Jak zapowiadał Polski Związek Piłki Nożnej, frekwencja faktycznie oscylowała wokół kompletu. Ostatecznie pojawiło się 37 904 osoby. Na stadionie nie dało się zobaczyć wielu pustych krzesełek oprócz sektora gości, który nie został wypełniony nawet w 50 procentach. Przy tym niewielu Ukraińców zdecydowało się zasiąść na sektorach gospodarzy, a przynajmniej w żółtych koszulkach. Dominowały biel i czerwień.

Oskar Pietuszewski mógł zdobyć debiutancką bramkę w kadrze

Sam mecz, jak można było się spodziewać, rozpoczął się dość spokojnie. W pierwszym kwadransie wrzawa wzmogła się po tym, jak w pole karne z lewej flanki wpadł Nicola Zalewski, ale piłki wstrzelonej wzdłuż pola bramkowego przez gracza Atalanty Bergamo nikt nie zdołał skierować do bramki.

W 17. minucie do siatki trafili Ukraińcy. Roman Jaremczuk główkował, uderzenie sparował Marcin Bułka, a piłkę z najbliżej odległości dobił Wiktor Cyhankow. Gracz Girony znajdował się jednak na spalonym, przez co gol nie został uznany.

Reklama

Mógł i powinien odpowiedzieć dosłownie chwilę później Pietuszewski, ale zawodnik Porto zmarnował wymarzoną sytuację przegrywając pojedynek sam na sam z Anatolijem Trubinem. Wydaje się, że Polsce należał się również rzut karny. Andrij Jarmołenko zrobił klasyczny „stempel” Tomaszowi Kędziorze, ale słowacki sędzia Filip Glova widział to inaczej.

Polacy próbowali także z dystansu. Nieznacznie chybił Sebastian Szymański, a mocne uderzenie Roberta Lewandowskiego z 29. minuty zostało zablokowane przez ukraińskich obrońców. Goście często mylili się wyprowadzając piłkę, ale kiedy już Polacy odzyskiwali futbolówkę, sami nie potrafi zrobić z nią użytku na pełnej szybkości.

Roman Jaremczuk skuteczny z dystansu

I kiedy wydawało się, że to Biało-czerwoni prędzej czy później stworzą dobrą okazję bramkową, wynik otworzyli Ukraińcy. W 34. minucie Jaremczuk oddał strzał prawą nogą sprzed pola karnego, a Bułka mimo próby interwencji nie zdołał wykazać się skutecznością. Tym samym zawodnik Olympique Lyon trafił do siatki w naprawdę dobrym stylu.

Ekipa Urbana wyraźnie wpadła w poddenerwowanie, czego efektem był za chwilę błąd polskiego bramkarza przy rozegraniu piłki i wybicie jej na rzut rożny. Kolejna akcja Ukrainy zakończyła się groźnym strzałem z dystansu Ołeha Oczeretki, któremu jednak zabrakło odrobiny precyzji.

Reklama

Pierwsza połowa dla Polski zaczęła się całkiem obiecująco, ale potem było już tylko gorzej. Po stracie gola gospodarze siedli już całkowicie i w zasadzie tylko wyczekiwali tego, żeby zejść na piętnaście minut do szatni. Tylko zatrzymywać nie zamierzali się rywale. W 44. minucie kapitan gości, Andrij Jarmołenko, z bliska wykończył dośrodkowanie dzięki temu, że polska defensywa rozstąpiła się niczym Morze Czerwone.

Jeśli ktoś oczekiwał ofensywnej gry, kilku składnych akcji, a może nawet dobrego wyniku – no cóż, zaliczył srogie rozczarowanie.

Reklama

Debiuty w drugiej połowie

Na drugą połowę Urban dokonał aż pięciu zmian w składzie. Na boisko nie wrócili Lewandowski, Pietuszewski, Szymański, Zieliński oraz Wiśniewski, a w ich miejsce pojawili się Kamiński, Świderski, Kapustka oraz debiutujący Żukowski oraz Wójcik.

Zwłaszcza „Świder” wniósł w pierwszych minutach po przerwie sporo ożywienia. W 55. minucie miał doskonałą szansę zmniejszyć straty Polski, kiedy Ukraińcy pomylili się przy rozgrywaniu piłki w obronie, ale sytuacyjny strzał napastnika obronił Trubin.

Na ostatnie pół godziny gry Filip Rózga zmienił Nicolę Zalewskiego, a kolejny z debiutantów, Norbert Wojtuszek, wszedł za Arkadiusza Pyrkę. Szkoda natomiast, że nie zmieniała się gra reprezentacji Polski. Ukraina nie musiała się specjalnie napocić ani żeby wyjść na prowadzenie, ani żeby je powiększyć, ani nawet, żeby go potem pilnować.

Dla porządku odnotowujemy jeszcze reprezentacyjny debiut Kacpra Potulskiego, który na ostatni kwadrans zmienił Jakuba Kiwiora. Nie wskazujemy jednak żadnych konkretnych akcji Polaków, bo takich w ostatnich fragmentach meczu po prostu nie było.

Reklama

Statystyki meczowe dostarczone przez Superscore

Miał być fajny test, a wyszła wielka lipa i dla ekipy Urbana byłoby lepiej, gdyby ten mecz nigdy się nie odbył. Do tej pory mieliśmy przed oczami poprawę wyników pod wodzą nowego selekcjonera i bolesną, ale poprzedzoną dużą walką porażkę w Szwecji. Teraz kadra zafundowała nam wszystko, za co była najbardziej krytykowana w ostatnich latach.

Dziurawa obrona, nieskuteczny atak i długie minuty bez jakiegokolwiek konkretnego pomysłu do zaprezentowania. Taka była Polska w ostatni dzień maja we Wrocławiu, kontynuując tym samym kilkuletnią serię żenujących meczów serwowanych kibicom na przełomie maja i czerwca.

Polska – Ukraina 0:2 (0:2)

  • 0:1 – Roman Jaremczuk 34′

  • 0:2 – Andrij Jarmołenko 44′

Polska: Bułka – Wiśniewski (46′ Wójcik), Kędziora, Kiwior (74′ Potulski) – Pyrka (59′ Wojtuszek), Zieliński (46′ Kapustka), Piotrowski (87′ Slisz), Zalewski (59′ Rózga) – Szymański (46′ Świderski), Lewandowski (46′ Żukowski), Pietuszewski (46′ Kamiński).

Reklama

Ukraina: Trubin – Romanczuk (46′ Bondar), Sarapiy, Matwienko, Mykołenko – Oczeretko, Nazaryna (82′ Bondarenko) – Jarmołenko (56′ Szaparenko), Cygankow (75′ Synczuk), Sudakow (56′ Nazarenko) – Jaremczuk (56′ Ponomarenko).

Żółta kartka: Nazaryna 65′

Fot. Newspix

Reklama
61 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
0
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Piłka nożna

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
0
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”