Kozia ofiara w Turcji. Krew na butach i w filiżance

Antoni Figlewicz

20 czerwca 2026, 17:01 • 6 min czytania 1

Reklama
Kozia ofiara w Turcji. Krew na butach i w filiżance

Dziś wydaje nam się to odległą, pewnie także bardzo prymitywną tradycją. Ofiary składane przed laty zastąpiliśmy w naszym kręgu kulturowym pieniążkiem grzechoczącym na tacy, a przy większych okazjach gustowną kopertą. Nie znaczy to jednak, że cały świat rządzi się tymi samymi zasadami – pewien angielski piłkarz przyznawał w swojej biografii, że wyjazd do Turcji wiązał się dla niego z paroma trudniejszymi sytuacjami. On, choć umiał tego nie okazywać, granicę stawiał tam, gdzie miejscowi widzieli coś całkowicie normalnego.

Reklama

Bo czymże jest zabicie kozy? Trudny temat, cholera – to często kwestia pozostawiająca pole do wielu interpretacji, poważnego zastanowienia się nad tym, gdzie stawiamy granicę ochrony życia. Co sądzimy o cierpieniu i jego odczuwaniu? Jak zabić zwierzę w sposób humanitarny? Czy w ogóle można humanitarnie zabijać? Darius Vassell też zaczął sobie zadawać pytania.

Wszystko, czego doświadczyłem w Turcji, było niczym w porównaniu z meczem u siebie pod koniec sezonu. Podjechaliśmy na stadion autokarem i zatrzymaliśmy się tuż przed bramą, żeby złożyć w ofierze kozę. Wokół byli tylko zawodnicy i sztab szkoleniowy. Miałem wrażenie, że koza patrzyła prosto na mnie. I to był moment, w którym uświadomiłem sobie, że jestem prawdziwym miłośnikiem zwierząt – pisał w swojej książce „The Road To Persia” były zawodnik Ankaragucu.

Bo w świecie można zobaczyć wiele cudów, ale cud rytualnej śmierci meczącego chwilę wcześniej zwierzęcia wielu wytłumaczyć niełatwo.

Koza na ołtarzu i pod stadionem. Tradycja, kultura, religia

Wiem, że może dramatyzuję, widziałem wiele rzeczy przez lata, ale to było z pewnością coś nowego. Niektórzy zawodnicy rozmazywali sobie krew na butach i głowach, co miało przynieść im szczęście. Nie chciałem im w ogóle okazać braku szacunku, bo to część ich kultury, więc po prostu patrzyłem. Nie zostałem poproszony o dołączenie, koledzy upewniali się, że wszystko ze mną w porządku, co było bardzo uprzejme. Nie mieli chyba pojęcia, że ​​moja rodzina na Jamajce uznałaby to za coś normalnego. Zmieniłem album na iPodzie z Tupaca na Boba Marleya i zacząłem swój rytuał przygotowania do meczu – wspominał Vassell.

Reklama

Darius Vassell

Darius Vassell przez krótki czas grał w Turcji. Niespecjalnie się tam odnalazł

Tak jak on postanowił przejść nad tamtą sceną do porządku dziennego, tak tym bardziej jego koledzy z zespołu uznawali ją za absolutną normę. Zdecydowana większość obywateli Turcji – w różnych źródłach wskazuje się na około 98% – to muzułmanie. W ich kulturze, a przede wszystkim w ramach ich religii ubój rytualny nie jest niczym dziwnym, choć zwykle mówimy o nim w kontekście uzyskiwania w ten sposób mięsa, które wyznawca islamu może potem spożyć. Są jednak i takie sytuacje, w których głównym celem jest po prostu złożenie ofiary, czyli zabicie zwierzęcia. Najczęściej barana, byka, właśnie kozy. Nie po to, by go zjeść.

Na tym zresztą polega najważniejsze muzułmańskie święto Id al-Adha, znane w Turcji jako Kurban Bajram, zachowane na pamiątkę ofiary Abrahama. Zgodnie z informacjami podawanymi przez Muzułmański Związek Religijny w RP pełny udział w obchodach jest wysoce zalecany dla wszystkich wyznawców islamu, a hanafici uznają, że złożenie ofiary jest wręcz koniecznością. Wszystko to obwarowane wieloma konkretnymi wytycznymi dotyczącymi choćby wieku zwierzęcia czy sposobu złożenia ofiary. Interesujące wydaje się też przeliczenie, które prezentuje na swojej stronie MZR.

Reklama

Barana, koźlaka składa się za jedną osobę, jednego byka lub jedną krowę można złożyć za siedem osób – czytamy. To jednak zasady związane z bardzo ważnym dla muzułmanów świętem. W bardziej błahych przypadkach koza zdaje się wystarczyć i za cały piłkarski zespół, czego dowodzi przykład przytoczony przez Vassella.

Tradycja mniej sformalizowana. Koza dla dobra futbolu?

Podobną scenę do tej opisanej w książce Vassella widział też dobrze znany w Polsce Barry Douglas. Były piłkarz Lecha Poznań opowiedział o wszystkim w programie „Under The Cosh” – przyznał, że w tym wypadku ofiarę z kozy złożono przed jednym z treningów.

Tak, raz coś takiego widziałem, to prawda – wspominał obrońca, który w barwach Konyasporu grał przez jeden sezon. – Szanuję ich kulturę, to całkowicie ich sprawa, ale czegoś takiego naprawdę nie chcesz oglądać, szczególnie jeśli zaraz masz zamiar coś jeść. Tamtego dnia ktoś stwierdził przed treningiem, że pora na ofiarę – zobaczyłem związaną kozę, a prezydent klubu wygłaszał przemówienie. Nie minęła chwila i zwierzę miało już poderżnięte gardło. Wydaje mi się, że potem zjedliśmy część mięsa w gulaszu – przekonywał Douglas, który ewidentnie przeżył kulturowy szok.

Barry Douglas

Reklama

Barry Douglas również spotkał się w Turcji ze składaniem ofiary z kozy

Podobnie jak Dean Saunders i Brad Friedel, którzy na rok zostali piłkarzami Galatasaray. Zresztą zwróćcie uwagę, że schemat znów się powtarza – wysiedzieli w Turcji sezon, nie do końca byli gotowi na to, z czym wiąże się codzienne życie z dala od znanego im zdecydowanie lepiej świata zachodniego, opartego przecież na chrześcijaństwie.

Przed meczem przywieźli kozę i około 12-calowy 
nóż, którym poderżnęli tej kozie gardło tuż przed naszymi oczami. To był lekki szok. Potem puścili w ruch filiżankę krwi – udawaliśmy, że ją pijemy, ale… kubek był ciepły, a krew fioletowa – opowiadał Saunders w rozmowie z FourFourTwo. Jemu ktoś jednak wytłumaczył chociaż pokrótce, o co w tym wszystkim chodzi. A przynajmniej tyle zrozumiał Walijczyk.

Wtedy nie wiedziałem, ale to kwestia religijna. W przeszłości było dwóch facetów i jeden powiedział drugiemu: „Chciałbym, żebyś poświęcił swojego syna, by dowieść swojej wierności wobec mnie”. Gość faktycznie przyprowadził więc syna i wtedy usłyszał: „Widzę, że byłeś na to gotowy, nie zabiję twojego syna, zamiast niego zabiję kozę” – mówił z pełnym przekonaniem były napastnik. To mocno uproszczona wersja historii Abrahama, ale główne założenia się zgadzają, prawda?

Reklama

Dean Saunders

Jedno jest pewne – Biblia w przekładzie Saundersa byłaby lekturą naprawdę wyjątkową

Niewiedza szkodzi. A na pewno zaskakuje

Zaskoczenie towarzyszyło wszystkim wymienionym piłkarzom przede wszystkim dlatego, że nie mieli oni zielonego pojęcia o tradycjach, które panują w Turcji. Wiecie – dostali ofertę, agent zapewnił ich, że wszystko jest spoko, sprawdzili pogodę, znaleźli mieszkanie i na początek to w zupełności wystarczyło. Dopiero później odkrywali nowy kraj i nowy krąg kulturowy takim, jakim faktycznie jest. Tak jak Vassell mogli się dziwić odwrotnie zamontowanym hamulcom w rowerach, niewiarygodnej wręcz gościnności lokalsów czy nawet toaletom.

W szatni mieliśmy coś, co było po prostu dziurą w podłodze. Bałem się, że do niej wpadnę. Nie było żadnej spłuczki czy czegoś podobnego. To był inny świat, ale musiałem się jakoś do niego przyzwyczaić – pisał Anglik.

Reklama

I bez względu na to, co pomyślicie sobie o składaniu ofiary z żywych zwierząt, w krajach muzułmańskich może to być po prostu normą, a ewentualne oburzenie i niedowierzanie przyjezdnych nie będzie ani trochę poważnym powodem do porzucenia czy nagięcia własnych zasad, bo i czemu by miało? Vassell przyjął to wszystko z dobrodziejstwem inwentarza, na niektóre sprawy starał się machnąć ręką, uznając, że jest w całkowicie obcym sobie miejscu i przecież to nie on w nim rządzi.

Jako gość nie znalazł w Turcji zakątka dla siebie, więc szybko się stamtąd zawinął. Nadal pamięta, jak patrzyła na niego tamta koza, ale czy z tego powodu wojuje, by zmieniać cudzy świat, którego zwyczajnie nie rozumie? Jeśli coś w ogóle zmienia, to pewnie Tupaca na Boba Marleya.

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Jest pierwsza afera w afrykańskiej kadrze! W roli głównej – Senegal

Jan Broda
6
Jest pierwsza afera w afrykańskiej kadrze! W roli głównej – Senegal