Przepraszam, jeśli nie uraziłem. Nikt nie przeprasza jak Japończycy

Jakub Białek

25 czerwca 2026, 17:38 • 14 min czytania 7

Reklama
Przepraszam, jeśli nie uraziłem. Nikt nie przeprasza jak Japończycy

Przepraszam. To słowo usłyszysz w Japonii dziesiątki razy każdego dnia. W języku japońskim funkcjonuje ponad dziesięć różnych zwrotów na określenie przepraszania, używanych w zależności od sytuacji i kontekstu. Przepraszasz za wszystko. Jeśli tego nie robisz, nie szanujesz drugiej osoby. Sportowcy również nad wyraz często proszą o wybaczenie. Jako człowiek, który kibicuje im w akcji biało-czerwonego mundialu stwierdzam: oby po mundialu 2026 nie mieli ku temu powodów.

Reklama

Japońska sztuka przepraszania

Na początku traktujesz to jako ciekawostkę kulturową, ale po kilkunastu pokłonach wykonanych w twoim kierunku zaczynasz czuć się zwyczajnie głupio. Japończycy cały czas przepraszają. Nieistotne drobnostki potrafią być dla nich powodem do srogiego uniżenia się. Kiedy pojechałem do Japonii w 2018 roku, żeby przygotować kilka reportaży dla Weszło, zdążyłem poczuć się tak, jakbym skrzywdził cały japoński naród.

– Życzy pan sobie reklamówkę? – pyta kasjerka z uśmiechem na ustach, gdy ostatniego dnia mojego pobytu kupuję onigiri w sklepie spożywczym.

– Nie, dziękuję – odpowiadam grzecznie.

Ojej… – ta nagle gaśnie, jakby stało się coś niezwykle kłopotliwego. Po chwili wydusza z siebie: – Przepraszam…

Reklama

Przez dziesięć dni pobytu zdążyłem usłyszeć to słowo dziesiątki razy. Od kasjerów, kelnerów, obsługi hotelu, taksówkarzy, osób przypadkowo spotkanych w przeładowanym metrze. Uśmiechałem się i szedłem dalej. Ale tym razem ciekawość nie dała mi spokoju. Wróciłem po kilku sekundach do kasy z pytaniem.

– Za co mnie pani przeprasza?

– Bo pan nie chciał reklamówki…

Reklama

Po pierwsze: nie sprawiaj innym kłopotu

Japońskie słowo meiwaku oznacza sprawienie komuś kłopotu, dyskomfortu lub niedogodności. Unikanie meiwaku to jedna z podstawowych norm społecznych w Japonii. Mieszkaniec tego kraju zachowuje się cicho w komunikacji, nie spóźnia się, nie obciąża innych swoimi problemami, bierze na siebie zbyt dużą liczbę obowiązków i głęboko przeprasza nawet za najdrobniejsze uciążliwości. Jeśli masz z czymś problem, to na pewno przez to, że powinien zachować się lepiej.

Kasjerka ze sklepu uznała, że popełniła meiwaku. Polegało ono na tym, że jako obsługa zaproponowała mi coś, czego nie chciałem, a więc sprawiła mi dyskomfort, bo poświęciłem energię by odpowiedzieć na pytanie, które nie musiało paść. W każdym innym kraju na świecie ekspedientka przyjęłaby płatność i życzyła miłego dnia, bo to przecież zupełnie nieistotna historia. W Japonii skończyło się wielkim poczuciem winy i niezręcznością, którą trzeba było odreagować uniżeniem.

– To nie jest żaden problem. Wszystko jest w porządku – wyjaśniałem, lecz chyba niezbyt przekonująco.

– Przepraszam – odparła, raz jeszcze czyniąc pokutny pokłon.

Reklama

Japończycy przepraszają nawet wtedy, gdy ktoś wpadnie na nich na chodniku. Widocznie mogli iść inaczej. Popełnili meiwaku. Pracownicy przepraszają, gdy wyjeżdżają na urlop. Niby im się należy odpoczynek, ale narażają kolegów na dodatkowe obowiązki. Klienci przepraszają ekspedientki za to, że długo zastanawiają się przy kasie. Wprawdzie nie ma nikogo za nimi w kolejce, ale niepotrzebnie absorbują uwagę. Kelner przeprasza gości za to, że pada deszcz, gdy prosi ich o przeniesienie się do środka. Choć nie ma wpływu na warunki atmosferyczne, to nic nie stoi na przeszkodzie, by czuł się za nie odpowiedzialny.

Siłą rzeczy, wychowując się w tej kulturze, notorycznie przepraszają też sportowcy.

Srebrny medal – czy to żałosny wynik?

Zdarza się, że przybiera to komiczną formę. Yuja Nishida to 26-letni siatkarz, jedna z największych postaci w kraju w swojej dyscyplinie. Jego zachowanie z pokazowego meczu gwiazd japońskiej siatkówki w Kobe stało się viralem w mediach społecznościowych. Zawodnik biorący udział w konkursie serwisowym przypadkiem zagrał w niczego nieświadomą sędzię, która stała obok boiska. Nic wielkiego się nie stało, kobieta nawet nie straciła równowagi.

Reklama

Nishida zdobył się jednak na dramatyczny gest. Momentalnie ruszył w stronię sędzi i rzucił się w jej kierunku jak szczupak, sunąc całym ciałem po śliskim parkiecie, by później wykonać przy niej serię pokłonów. Przewina została wybaczona, bo pani w czerwonym dresie kilkukrotnie odwzajemniła pokłon.

Była to dogeza, czyli jedna z najbardziej ekstremalnych form przeprosin w Japonii, polegająca na dotknięciu czołem podłoża. Zdarza się jednak, że przepraszanie dzieje się w o wiele mniej wesołych okolicznościach. Kenichiro Fumita to potrójny mistrz świata w zapasach. Podczas igrzysk olimpijskich w Tokio, choć dla wielu był faworytem, sięgnął po srebrny medal. W teorii – to i tak wielki sukces. Ale nie dla Japończyka.

Reklama

Nie dla Japończyka, który… z urzędu przepraszał za to, że impreza w ogóle się odbywa. Igrzyska w Kraju Kwitnącej Wiśni odbyły się bowiem w 2021 roku, kiedy na świecie szalała pandemia. Wielu Japończyków twierdziło, że organizatorzy popełniają gigantyczne meiwaku, narażając sportowców na zarażenie się wirusem. Skoro jednak sportowe zmagania doszły do skutku, japońscy sportowcy stwierdzili, że poniesione ryzyko będzie warte tylko wtedy, gdy zdobędą na swojej ziemi złote medale.

Fumita nie potrafił uznać srebrnego medalu za sukces. – Skończyłem z żenującym rezultatem – rozpaczał udzielając wywiadu japońskiej telewizji. – Naprawdę, bardzo mi przykro – mówił kiwając głową z rezygnacją. W innej rozmowie przyznawał, że po zdobyciu srebra nie odbierał telefonu. Nie wiedział, co mógłby powiedzieć bliskim, wśród których był jego ojciec, czyli znany trener zapaśniczy. Czuł tak wielki wstyd, że wolał z nimi w ogóle nie rozmawiać. Na tych samych igrzyskach Kai Harada, wspinacz sportowy, po szóstym miejscu lamentował, że ma dość siebie. Takeru Kitazono, gimnastyk, również po szóstym miejscu ze łzami w oczach ubolewał, że rozczarował kibiców.

Świetnie to ujął Shinobu Kitayama, psycholog społeczny z Uniwersytetu Michigan: – Amerykanie są bardzo dobrzy w znajdowaniu powodów, dla których jesteś świetny, nawet jeśli ponosisz porażkę. Ale w Japonii nawet jeśli odniesiesz sukces, musisz przeprosić.

Publiczne przeprosiny

To głęboko zakorzeniony kod kulturowy, którego nie da się tak łatwo wyplenić. Swoje korzenie ma w XII wieku w feudalnej Japonii, gdy samurajowie, chcąc odzyskać honor po porażce lub hańbie, popełniali harakiri, czyli rytualne samobójstwo polegające na rozcięciu własnego brzucha krótkim mieczem, zazwyczaj w obecności świadków. Taki wojownik tracił wprawdzie życie, ale odzyskiwał twarz, bo był w stanie za nią zapłacić najwyższą cenę. Wielu Japończyków uważa, że pasażerowie, którzy przeżyli katastrofę Titanica, są tchórzami, gdyż powinni honorowo zginąć wraz z pozostałymi.

Reklama

Patrząc z tej perspektywy, nie tak skrajne wydaje się japońskie rozpaczanie po zdobyciu „zaledwie” srebrnego medalu. Dziś harakiri ma znacznie bardziej humanitarne formy. Sposobem na odzyskanie zaufania społeczeństwa, są publiczne przeprosiny. Często karykaturalne i przesadzone.

Spójrzcie na przykład na tego polityka…

To Ryutaro Nonomura, do 2014 roku polityk z prefektury Hyogo, któremu zarzucono defraudację publicznych pieniędzy poprzez rozliczanie fikcyjnych podróży służbowych, za które miał pobierać wysokie zwroty kosztów. Miał oszukać system na około dziewięć milionów jenów (dwieście tys. zł). Kiedy podczas konferencji prasowej konfrontowano go z zarzutami, nie potrafił jasno się wytłumaczyć, wygłaszał chaotyczne tyrady o poświęceniu dla kraju i często zasłaniał się niepamięcią. Aż w końcu rozpłakał się, krzyczał, szlochał i wykonywał gwałtowne gesty, by wzbudzić współczucie i pokazać, że jest emocjonalnie przytłoczony oskarżeniami.

Reklama

Przepraszają oczywiście też osoby związane z piłką nożną. – Na moim pierwszym meczu w Japonii dostałem bramkę z wolnego. Stało się tak, bo byłem kompletnie nieprzygotowany na to, że… dwóch przeciwników klęczy przed strzałem tuż przed piłką po to, by zasłonić ją bramkarzowi. Nie widziałem piłki i kompletnie nie wiedziałem, jak się ogarnąć. Powiedziałem po meczu trenerowi, że pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, a ten zaczął mnie przepraszać – opowiadał nam Krzysztof Kamiński, który najlepszy czas swojej kariery przeżył w japońskim Jubilo Iwata.

Innym razem występujący w jego klubie angielski napastnik, Jay Bothroyd, zażartował do pracownika klubu: – Co to za murawa, greenkeeperze?

W jego zamyśle miała to być zwykła, humorystyczna zaczepka, bez żadnego złego podtekstu. Tymczasem greenkeeper tak się przejął uwagą, że samemu poszedł do dyrektorów klubu z przeprosinami i postanowieniem poprawy. Później przez kilka miesięcy chodził zestresowany, że ktoś znów może pomyśleć, iż nie wykonał swojej pracy najlepiej. Nie uwierzył, że taka odzywka piłkarza to żart.

Jeśli któryś z zawodników popełni błąd, przez który drużyna przegra mecz, często idzie do szatni jako pierwszy, gdzie stoi przy drzwiach, prosząc o wybaczenie każdego wchodzącego do pomieszczenia członka drużyny. Publicznie też zdarza im się uronić łzę. Przykładem chociażby Kaoru Mitoma, grający od kilku lat w Brighton, który rozpłakał się podczas wywiadu po odpadnięciu z mundialu 2022.

Reklama

Biczował się, że jego zespół zawalił w każdym aspekcie gry, a zakłopotany brytyjski dziennikarz próbował go pocieszać. Z europejskiej perspektywy była to trudna do zrozumienia sytuacja – przecież Japonia zaprezentowała się na turnieju świetnie, wyszła z piekielnie trudnej grupy z Niemcami i Hiszpanią, a odpadła po rzutach karnych z Chorwacją, ówczesnym wicemistrzem świata.

Po tym samym meczu japoński trener Hajime Moriyasu podszedł pod sektor kibiców i wykonał bardzo głęboki ukłon w pas. Nie była to kurtuazja, ale coś pomiędzy podziękowaniem za wsparcie a przeprosinami za niespełnienie oczekiwań. W Japonii taki ukłon oznacza przyjęcie odpowiedzialności wobec wspólnoty. W Europie trener po takim meczu zwykle klaszcze kibicom albo macha ręką, Moriyasu zachował się niemal jak urzędnik po publicznej kompromitacji.

To ciekawy detal kulturowy – Japonia wygrała wcześniej z Niemcami i Hiszpanią, więc świat odbierał turniej jako jej sukces. Sam Moriyasu zachowywał się jednak tak, jakby drużyna zawiodła ludzi, którzy jej zaufali.

Reklama

Mana Iwabuchi w podobny sposób zareagowała po zdobyciu srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Londynie. Żeńska reprezentacja Japonii przegrała w finale ze Stanami Zjednoczonymi 1:2. Piłkarka grająca w przeszłości w Bayernie czy Arsenalu rozpłakała się na pomeczowej konferencji prasowej, mówiąc o ogromnym rozczarowaniu. Zamiast doceniać sukces i cieszyć się srebrem, panicznie deklarowała, że… zamierza pracować jeszcze ciężej.

Prawnik sportowy Takuya Yamazaki ciekawie tłumaczy w NY Times: – Jeśli nie przeprosisz za zdobycie srebra, możesz narazić się na krytykę. Od najmłodszych lat japońscy sportowcy wiedza, że nie uprawiają sportu dla siebie. Spełniają oczekiwania dorosłych, nauczycieli czy rodziców. To głęboko zakorzenione nastawienie.

Kiedy Yuko Arimori, maratończyk, oświadczył po brązowym medalu w Atlancie w 1996 roku, że jest z siebie dumny, część japońskich mediów oskarżyła go… o narcyzm.

Ogolona głowa

Ogromnym wydarzeniem w Japonii był skandal wokół futbolu amerykańskiego na Nihon University w 2018 roku. Zawodnik Taisuke Miyagawa brutalnie sfaulował rozgrywającego rywali. Faul był bezsensowny, bo poszkodowany nawet nie brał udziału w akcji. 20-letni futbolista tłumaczył, że zrobił to po sugestii trenera, który polecił mu „zniszczyć rozgrywającego drużyny przeciwnej”.

Reklama

Miyagawa, po serii pokłonów i przeprosin na konferencji prasowej, został zapytany o swoją przyszłość. – Oczywiście, nie mam prawa dalej grać w futbol amerykański i nie mam takiego zamiaru. Nie wiem, co robić – stwierdził brutalnie.

To bardzo japońskie zachowanie. Jego przeprosiny nie skończyły się na przyznaniu się, że popełnił błąd. Poszedł krok dalej. Pojawiła się próba społecznego wycofania i symbolicznego ukarania samego siebie. Zdarza się, że formą publicznej pokuty jest też ogolenie głowy na zero. Krzysztof Kamiński opowiadał, że jeden z piłkarzy Jubilo Iwata po serii słabych meczów ściął włosy na znak uniżenia się. To był sygnał wysłany całemu otoczeniu, że jest mu wstyd i zamierza zaliczyć nowe otwarcie.

AKB48 to wielki, niezwykle popularny japoński girlsband uchodzący za fabrykę idolek. Liczy on prawie sto dziewczyn, które podzielone są na mniejsze zespoły. Grupa poprzez rygorystyczne zasady dba o swój nieskazitelny wizerunek. Młode wokalistki nie mogą nawet randkować, co ma budować obraz ich niewinności i stuprocentowego oddania męskim fanom.

W 2013 roku tabloidy przyłapały jedną z dziewczyn, Minami Minegishi, jak opuszcza mieszkanie pewnego młodego mężczyzny z branży muzycznej. Żeby odzyskać swoją reputację, 20-latka postanowiła ogolić głowę na zero. Nagrała przy tym wideo, na którym cała zapłakana, świeżo po domowym zabiegu fryzjerskim, błaga fanów o wybaczenie. – Nie sądzę, żeby to wystarczyło do wybaczenia, ale zrobiłam pierwszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy – dramatyzowała na nagraniu. Według japońskich mediów była pierwszą kobietą z branży rozrywkowej, która zdecydowała się na tego typu pokutę. Dotąd golenie głowy zarezerwowane było wyłącznie dla mężczyzn.

Reklama

Pokłon jako symbol

Japończycy, obok przepraszania, na każdym kroku serwują też pokłony. To uniwersalny gest społeczny, który służy do okazywania szacunku, wdzięczności, pokory, ale też przeprosin (takich na wszelki wypadek) i uniżenia wobec drugiej osoby. Im niżej jesteś w hierarchii danej grupy, tym mocniej i częściej musisz się kłaniać.

Elementem japońskiej kultury jest wspólne wychodzenie na drinka pracowników firmy. Na ulicach Tokio można wieczorami obejrzeć sytuację, sam miałem tę przyjemność, w której pracownicy korporacji odprowadzają swojego szefa do taksówki. Pal licho, że niosą za nim teczkę i otwierają mu drzwi do pojazdu. Kiedy przełożony wsiądzie już do auta, pracownicy wykonują pokorny pokłon i wykonują go do momentu aż… samochód jest na horyzoncie.

Podobną scenkę przeżyłem wracając autokarem ze sparingu z drużyną FC Imabari, w której bronił polski bramkarz, Maciej Krakowiak. Jeden z młodych japońskich piłkarzy wysadzany był na trasie. Zanim wyszedł z autokaru, zrobił ukłon w stronę wszystkich członków sztabu (do każdego z osobna), a później w stronę tyłu autobusu, przodu, prawej i lewej strony. Kiedy już wysiadł z pojazdu, wykonał pokłon w jego stronę. I podobnie jak pracownicy korporacji, wyprostował się dopiero, gdy autokar znikł z pola widzenia.

Reklama

Krakowiak opowiadał, że gdy młody zawodnik FC Imabari przyjeżdża na swój pierwszy trening z dorosłym zespołem, wkłada na siebie… garnitur. Jego strój ma podkreślać powagę sytuacji i oddawać szacunek miejscu, w którym ów młody chłopak się znajduje.

Szacunek miejscu oddają też w trakcie mistrzowskich turniejów japońscy kibice, którzy przychodzą na mecze z workami na śmieci. To już kultowy obrazek – widownia opuszcza po spotkaniu trybuny, a Niebiescy Samuraje biegają po sektorach z plastikowymi torebkami i zbierają śmieci z podłogi, nawet jeśli to nie oni nabałaganili. W Katarze podszedłem do jednego z nich i spytałem, dlaczego sprząta za innych. Zdziwił się, że w ogóle pytam. – Nie wiem, dlaczego. To normalne w Japonii. Po prostu muszę to zrobić – stwierdził.

 

Reklama

 


Mieszkańcy tego kraju przyzwyczaili się już do tego, że wychodzą na miasto z plastikowymi workami w kieszeniach. Bo śmieci w Japonii zabiera się ze sobą. Jeden z najczystszych krajów na świecie nie posiada na ulicach koszy na śmieci, co jest pokłosiem zamachów terrorystycznych, do jakich doszło w 1995 roku na ulicach między innymi Tokio, Kioto i Jokohamy. Odpady chowa się więc do torebki i utylizuje w domu. To też ma związek z kulturą nierobienia innym kłopotu. Bo jeśli ktoś musiałby po tobie sprzątać – nawet, jeśli został w tym celu zatrudniony – spowodowałbyś meiwaku.

Znany fizyk Richard Feynman w książce Pan raczy żartować, panie Feynman!” opowiadał o swoim podejściu do nauki języka japońskiego. Każdego dnia uczęszczał na lekcje, na której pewnego dnia nauczył się słowa „zobaczyć”. I tak opisywał swoje językowe zmagania:

– Chce pan powiedzieć: „Czy mogę zobaczyć pański ogród?”. Co pan mówi?

Reklama

Utworzyłem zdanie z czasownikiem, którego właśnie się nauczyłem.

– Nie, nie! – zaprotestował. – Kiedy mówi pan do kogoś: „Czy chciałby pan zobaczyć mój ogród?”, używa pan tego pierwszego „zobaczyć”. Ale kiedy pan chce zobaczyć czyjś ogród, musi pan użyć innego „zobaczyć”, które jest bardziej uprzejme. W pierwszym przypadku mówimy coś w rodzaju: „Czy zechciałby pan zerknąć na mój paskudny ogród?”, lecz kiedy to pan chce zobaczyć czyjś ogród, musi pan powiedzieć coś w rodzaju: „Czy mógłbym popodziwiać pański cudowny ogród?”. Mamy tu, więc dwa różne słowa.

Potem dał mi inne zadanie:

– Idzie pan do świątyni i chce pan zobaczyć ogrody… Utworzyłem zdanie, tym razem z drugim „zobaczyć”.

Reklama

– Nie, nie! – powiedział. – W świątyni ogrody są znacznie bardziej eleganckie. Musi pan powiedzieć coś równoważnego ze zdaniem: „Czy mógłbym nacieszyć oczy pańskimi arcypięknymi ogrodami?”.

Trzy albo cztery słowa na tę samą rzecz, bo kiedy ja coś robię, jest to nikczemne, a kiedy ty coś robisz, jest to eleganckie.

Uczyłem się japońskiego głównie dla celów naukowych, więc postanowiłem sprawdzić, czy ten sam problem istnieje wśród naukowców.

Następnego dnia spytałem kolegów w instytucie:

Reklama

– Jak się mówi po japońsku: „Rozwiązuję równanie Diraca”?

Powiedzieli mi.

– Dobra. A teraz chcę powiedzieć: „Czy ty rozwiązałbyś równanie Diraca?” – jak to się mówi?

– Trzeba użyć innego słowa na „rozwiązać”.

Reklama

– Dlaczego? – zaprotestowałem. – Przecież to jedno licho, czy ja rozwiązuję, czy ty rozwiązujesz!

– Owszem, ale trzeba użyć innego słowa – bardziej uprzejmego.

Poddałem się. Uznałem, że to nie jest język dla mnie, i przestałem się uczyć japońskiego.

Tak, prawdopodobnie żaden kraj na świecie nie jest tak trudny do zrozumienia, jak właśnie Japonia. Piłkarze z tego kraju idealnie sprawdziliby się w polskich rozmowach wychowawczych. Z pewnością nikt nie miałby do nich zastrzeżeń, że nie słuchają pokornie tego, co ma im do przekazania kibolska wierchuszka. Ja – jako fan tej kadry na mundial – strofował zawodników z pewnością nie będę. Sami przeproszą, nawet jeśli osiągną sukces. Polak „przeprasza, jeśli uraził”. Japończyk przeprasza, nawet jeśli nie musi.

Reklama

Fot. własne / newspix.pl

7 komentarzy
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama