Cezary Kulesza wraz z betonem zrzeszonym pod szyldem PZPN właśnie bohatersko rozwiązuje kolejny problem nieznany w państwach, gdzie lokalne federacje mają choćby śladowe pokłady rozumu i godności człowieka. W pięć dni po tym, jak bohatersko obwieszczano, że Superpuchar Polski odbędzie się we Wrocławiu, związek wycofuje się z własnego pomysłu.
Upór, z którym PZPN pcha się na wojenki, których nie może wygrać, trzeba po prostu podziwiać. Nie zostało nic innego, bo prędko nie zobaczymy takiej mieszanki zuchwałości z naiwnością. Gdy informowaliśmy, że działacze w ostatniej chwili wpadli na absurdalny pomysł przeniesienia meczu o Superpuchar Polski z Poznania do Wrocławia, każdy rozsądnie myślący wiedział, jak to się skończy.
Wściekłe będą kluby, wściekli będą kibice i PZPN stanie przed widmem realizacji swojego genialnego pomysłu przed pozostałymi dziesięcioma osobami zainteresowanymi kupnem biletów na to spotkanie.
Spodziewał się tego każdy, tylko nie sami działacze, którzy odtrąbili strategiczny sukces i właśnie zjadają własny język, zapraszając kluby do rozmów o tym, co zrobić z pożarem, który PZPN wywołał.
Superpuchar Polski. PZPN przeniósł mecz do Wrocławia, teraz się wycofuje
Co zrobić też oczywiście doskonale wiadomo – zorganizować spotkanie w Poznaniu, zgodnie z pierwotnym planem. I tak się właśnie stanie, ale PZPN musi jeszcze chwilę poudawać, że wcale się nie skompromitował, więc Łukasz Wachowski w RMF FM bredzi coś o rozmowach z klubami, o zmianie organizatora, żeby gospodarzem meczu był Lech… Urocze wicie się w narracji, gdy ma się w pamięci, z jaką pompą federacja uruchomiła machinę medialną, próbując sprzedać swój geniusz.
Tuż po naszej informacji o tym, że PZPN przeniesie Superpuchar z Poznania do Wrocławia, czym absolutnie wkurzył kluby i kibiców:
- członek Komisji ds. Mediów PZPN z Radia Zet oznajmia, że to „wybór pod kątem biznesowym”, bo „PZPN musi zarabiać” – słowem nawet nie wspominając o tym, jak wydymano kluby, jakim absurdem jest zmiana regulaminu tuż przed samym wydarzeniem;
- „Przegląd Sportowy” również podzielił się „newsem”, dumnie cytując tego samego Łukasza Wachowskiego, który wyliczał argumenty za taką decyzją i również nawet słowem nie wspomniano o absurdalnej otoczce tej decyzji, o reakcji klubów.
W tym samym czasie na Weszło czekaliśmy na odpowiedzi PZPN w sprawie tej decyzji, ale cóż – chyba nie byliśmy godni ich uzyskać, bo ośmieliliśmy się zauważyć, że poza kabzą i interesem federacji istnieją także kluby, którym wkłada się kij w szprychy. Lech Poznań straciłby pieniądze, zaplanowany wcześniej prezent dla karnetowiczów i musiałby zmieniać logistykę oraz plany w obliczu walki o Ligę Mistrzów.
To miał być pokaz siły, nie czarujmy się, że nie. Gdyby federacja naprawdę chciała rozmawiać z klubami, to Łukasz Wachowski nie mówiłby o tym teraz, gdy jest postawiony pod ścianą i po omacku szuka węża strażackiego w pakiecie z hydrantem. PZPN rozegrał przecież tę sytuację tak, jakby chciał pokazać klubom miejsce w szeregu:
- wrzucił temat na zarząd bez żadnych konsultacji, dosłownie chwilę przed posiedzeniem;
- nie zareagował na obiekcje klubów – decyzję przesunięto na Komisję ds. Nagłych, gdzie decydujący głos mają ludzie Kuleszy;
- poprzez przychylne media kreowano narrację nieuwzględniającą klubów – „Przegląd Sportowy” pisał wręcz: kluby MUSZĄ tę decyzję zaakceptować.
Niespodzianka: okazało się, że nie muszą. Cezary Kulesza ponownie machał szabelką i ponownie został przez środowisko klubowe po prostu usadzony. Ba, wyszło odwrotnie – to on musi się wycofać. Tak naprawdę musi, nie tak po przeglądowemu, bo przecież nawet sponsor, któremu PZPN chciał się przypodobać, nie będzie miał żadnych korzyści z rozegrania tego meczu we Wrocławiu.
Kto chciałby, żeby nazwa jego firmy była kojarzona z takim absurdem? Tak byłoby, gdyby o Superpuchar Polski grał drugi garnitur Lecha Poznań z drugim garniturem Górnika Zabrze przy pustych trybunach na Tarczyński Arenie.
PZPN wywołał awanturę na cały kraj, żeby wszystko wróciło do pierwotnego planu. Śmieszne to i nieśmieszne zarazem. Bo normalni ludzie naprawdę woleliby, żeby ludzie sterujący naszym futbolem nie byli małostkowi, złośliwi, nie szukali zemsty i zwady, tylko pchali ten wózek razem z tymi, którzy w ostatnich latach sprawili, że coś zmienia się na lepsze. Wciąż naiwnie liczę na to, że prezes Cezary Kulesza, zamiast walczyć z każdym dookoła i wszędzie szukać wrogów, przynajmniej przestanie przeszkadzać.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. FotoPyK