Ten sezon obfituje w sensacyjnych triumfatorów w krajach, które wraz z Lechem będą próbowały przebić się przez ścieżkę mistrzowską Ligi Mistrzów. Nie ma Salzburga, Łudogorca, Olympiakosu, Steauy (FCSB), Kopenhagi, Basel czy Bodo/Glimt. Zastępują je kluby, które były beniaminkami, od lat nie grały w pucharach albo zdobyły pierwszy tytuł od lat. Co to za zespoły? Jak możemy ocenić ich siłę? Czy to nowe potęgi, czy też miałyby problem z utrzymaniem się w Ekstraklasie?
Przegląd uczestników eliminacji Ligi Mistrzów ścieżki mistrzowskiej
W rankingu UEFA wśród uczestników ścieżki mistrzowskiej eliminacji Ligi Mistrzów czołowe miejsca wyglądają następująco:
- Crvena Zvezda 46,5
- Dinamo Zagrzeb 46,5
- Celtic 44
- Slovan Bratysława 36
- Lech Poznań 27,25
- AEK Ateny 24
- Celje 23
- Omonia 21,25
- LASK Linz 21
- Shamrock 19,375
- Kuopio (Finlandia) 14
- Hapoel Beer-Szewa 14
- Drita (Kosowo) 13,625
- Lincoln 13,5
- Borac Banja Luka 13,125
- Kajrat Ałmaty 11
- Universitatea Krajowa 10,5
- FC Ryga 10,5
- Klaksvik 10,5
- Flora Tallinn 10
- Larne (Irlandia Północna) 9
- Petrocub (Mołdawia) 9
- The New Saints (Walia) 9
- Aarhus 8,421
- Viking Stavanger 8,247
- Inter Club d’Escaldes (Andora) 7,5
- Lewski Sofia 7
- Ararat-Armenia 7
- Thun 6,94
- Differdange (Luksemburg) 6,5
- Vllaznia (Albania) 6,5
- Sabah Baku 6
- Żalgiris Kowno 6
- Sutjeska (Czarogóra) 6
- Mjallby 5,925
- ETO Gyor 5,437
Lech jest tu wysoko, prawda? Lokata w pierwszej piątce oznacza, że ma on pewne rozstawienie nawet w ostatniej rundzie eliminacji, jeśli do niej dotrze. Tyle, że ranking UEFA służy właśnie do tego – rozstawień i do niczego innego. W żadnej mierze nie oddaje on rzeczywistej siły drużyn.
Slovan nie jest mocniejszy od AEK-u Ateny, Celje od LASK Linz, Shamrock od mistrza Izraela, mistrz Finlandii, Kosowa i Gibraltaru od najlepszych zespołów Danii i Norwegii, Flora Tallin od Lewskiego Sofia, Larne od mistrza Szwajcarii, a zwycięzca ligi w Andorze, Armenii czy Luksemburgu od triumfatora ze Szwecji czy Węgier. A tak sugerowałaby klasyfikacja UEFA. To jednak pewien wyznacznik, bo jakiś przecież być musi.
Po prostu pierwsze z wymienionych zespołów dużo grały w ostatnich latach w rozgrywkach UEFA, a drugie – mało albo najczęściej wcale. Dlatego dla realnej oceny siły mistrzów poszczególnych krajów musimy sięgnąć po bardziej związane z ich prawdziwą siły rankingi lub po wycenę ich składów.
Opta: Lech mocniejszy od Celtiku?!
W rankingu Opta wszystkich mistrzów krajów tego sezonu Lech zajmuje siedemnaste miejsce. To kiepski wynik, szczególnie w porównaniu do dwunastego miejsca w klasyfikacji UEFA, które zajmujemy dziś i dziesiątego, które będziemy zajmować na starcie przyszłego sezonu. Nasza liga na tle konkurencji, dzięki jej wyrównaniu jest mocniejsza niż nasz mistrz.

Kolejorza wyprzedzają mistrzowie dużo niżej notowanych krajów. Dinamo Zagrzeb (dziewiąte!), Omonia (jedenaste; Opta tradycyjnie zawyża notowania cypryjskich zespołów), Viking Stavanger (dwunaste), AGF Aarhus (piętnaste) i Crvena Zvzeda (szesnaste).
Natomiast niżej znajdują się Celtic i Szachtar, co poddaje w pewną wątpliwość realność tej klasyfikacji. W nieco bardziej zbliżonym do rzeczywistości rankingu Elo, Kolejorz jest dopiero osiemnasty wśród mistrzów, ale wyprzedza Omonię, za to przed nim są Celtic i Szachtar, co wygląda nieco rozsądniej. W obu zestawieniach Lech jest siódmy wśród uczestników ścieżki mistrzowskiej. A przypomnę, że dla pięciu z tych drużyn znajdzie się miejsce w fazie ligowej Ligi Mistrzów.
Jak ocenić FC Thun?
Znacznym wyzwaniem dla wszystkich modeli jest rzetelna ocena siły FC Thun. To sensacyjny beniaminek – mistrz Szwajcarii. W połowie marca miał olbrzymią przewagę w tabeli i bardzo szybko zapewnił sobie tytuł. Od tego czasu wygrał… jeden mecz na osiem rozgranych, notując aż sześć porażek. To więcej niż wcześniej przez cały sezon. Przedwczesne wakacje? Szczególną uwagę należy zwrócić na wynik domowego meczu z Young Boys. 3:8.
Udało mi się znaleźć tylko jeden przypadek w historii światowego futbolu, by zespół w sezonie mistrzowskim wpuścił w meczu domowym więcej bramek. To Newcastle, które w 1908 roku przegrało z Sunderlandem aż 1:9, a i tak wygrało później ligę angielską. Inna sprawa, że Sroki grały w dziewiątkę, bo po kontuzjach nie były wówczas dozwolone zmiany. Ale to jednak mecz sprzed ponad 100 lat, gdzie w piłkę grano zupełnie inaczej.
Ostatni przypadek, by zespół zdobył mistrzostwo kraju w sezonie, w którym stracił w meczu domowym więcej bramek to 1908 rok i porażka Newcastle (grali w 9, bo zmian nie było) z Sunderlandem 1-9 po której Sroki i tak zdobyły tytuł mistrza Anglii
FC Thun zostało mistrzem Szwajcarii pic.twitter.com/GZvtJwOQcD— AbsurDB (@DbAbsur) May 15, 2026
Niezwykle trudno ocenić realną siłę takiego zespołu. Jest najmocniejszy w kraju, a przegrywał, bo grał o nic? Czy też zdobył tytuł nieco przypadkowo, a jest tak naprawdę średniakiem? W rankingu Elo Thun zajmuje w Szwajcarii drugie miejsce. Według Opty jest dopiero szósty. Jak jest naprawdę – dowiemy się w eliminacjach Ligi Mistrzów. W tym roku obfitują one w zespoły dość egzotyczne.
Serbska liga: potężny mistrz, a za nim żenujący poziom
Szczególnie ciekawa jest sytuacja zespołów z Serbii. Tamtejsze kluby zdobyły w kończącym się sezonie… jedną trzecią punktów w rankingu UEFA, jakie zdobyli Polacy. Podobnie było rok temu. W edycji 2023/24 wywalczyliśmy pięć razy więcej oczek od Serbów.
Przyczyną są katastrofalne wyniki klubów innych niż Crvena Zvezda. W ostatnich trzech sezonach TSC Backa Topola rozegrała w nich osiemnaście spotkań. Wygrała… dwa. Z Lugano i Noah. Cukaricki Belgrad rozegrał osiem meczów. Wszystkie przegrał. Vojvodina na sześć razy, pięciokrotnie przegrała. Radnicki Kragujevac wygrał jedno z czterech spotkań, a i tak odpadł wtedy z Mariborem. Novi Pazar dzięki Jagiellonii przegrał wszystkie mecze.
Poziom minimum próbował utrzymać Partizan. Wygrał pięć z czternastu meczów, z tego dwa po dogrywce, a kolejne dwa z upadającą ukraińską Ołeksandriją. Łącznie serbskie zespoły wygrały dziewięć z 52 rozegranych meczów.
Gdy porównamy to do… 76 spotkań wygranych przez polskie kluby w Europie w tym okresie, widzimy prawdziwą przepaść między tymi krajami. Dlatego mu jesteśmy w rankingu UEFA na dwunastej, a Serbowie na 24. pozycji. W dodatku kolejny sezon zaczynamy na dziesiątym miejscu, a oni na 30.
Jest tylko jeden problem. Mistrz Serbii jest lepszy od mistrza Polski. Potwierdzenie tego faktu mieliśmy niedawno na boisku, gdy Crvena Zvezda pokazała swoją wyższość nad Lechem Poznań będąc zespołem jakościowo lepszym. Kolejorz zapewnił sobie mistrzostwo, ale uczynił to notując niezwykle niską średnią punktów na mecz. Taką, która w niektórych sezonach dawałaby… piąte miejsce.

W tym samym czasie Crvena Zvezda zdobyła w lidze 86 punktów, strzelając 99 goli, przegrywając tylko cztery mecze i mając trzynaście punktów przewagi nad Vojvodiną Nowy Sad.
Trudno porównać siłę Lecha do mistrza Serbii w tych okolicznościach. Jeden musi męczyć się w niezwykle wymagającej i wyrównanej lidze i dochodzi do 1/8 finału Ligi Konferencji. Dla drugiego liga krajowa to istny spacerek, a w Lidze Europy odpada w barażach o 1/8 finału.
Mistrzowie o zdecydowanie mocniejszych kadrach od Lecha
Teoretycznie, jeżeli patrzeć na ranking Opty uwzględniający kto z jak mocnymi zespołami ostatnio wygrywał i przegrywał, to Lech jest minimalnie za Crveną Zvezdą. Ale przed Celtikiem, Szachtarem i LASK Linz. Tymczasem te zespoły mają przecież znacznie mocniejsze składy. W dodatku Szachtar dzięki najlepszemu rankingowi UEFA wśród mistrzów zapewnił sobie już grę w fazie ligowej w miejsce obrońcy tytułu. Wiadomo bowiem, że zarówno PSG, jak i Arsenal zakwalifikują się do rozgrywek ze swoich lig.
Jak wygląda zatem sytuacja Lecha, gry porównamy wartość zawodników w kadrze? Oczywiście wszyscy mistrzowie, którzy zagrają bezpośrednio w fazie ligowej (Arsenal, PSG, Barcelona, Bayern, Inter, Porto, Galatasaray, PSV, Brugia lub Union Saint-Gilloise, Szachtar i Slavia) mają składy znacznie mocniejsze od mistrza Polski. I to zdecydowanie. Nawet Szachtar – czterokrotnie, a Slavia dwukrotnie.
Kasper Schmeichel może już nie zagrać
Zdecydowanie wyżej wycenianych zawodników ma mistrz Szkocji. Oczywiście Celtic miał wielkie problemy z zapewnieniem sobie tytułu i do ostatniej chwili musiał gonić Hearts. The Bhoys mogliby jednak wystawić prawie całą jedenastkę złożoną z graczy o wartości równej lub większej od tej, na jaką szacowany jest najcenniejszy Poznaniak – Antoni Kozubal (pięć milionów euro).
Prawie, bo gorzej jest u nich na bramce. Kasper Schmeichel ze względu na wiek (w tym roku skończy czterdziestkę) nie jest już wyceniany wysoko, a zastępujący go Fin Viljami Sinisalo (siedział na ławce w meczach z Polską) jest według Transfermarkt wart milion euro, czyli trzy razy mniej niż Bartosz Mrozek.
Celtic wyceniany jest trzy razy wyżej od Lecha, którego kadra warta jest około 44 milionów euro. Wybitnie wygląda także skład Crvenej Zvezdy (ponad sto milionów) i AEK-u (74 miliony). Za samego osiemnastoletniego ofensywnego pomocnika Vasilije Kostova trzeba będzie zapłacić około osiemnastu milionów! Ostatnio mówi się o tym, że chętna ma być Borussia. W AEK-u kadra jest nieco bardziej zrównoważona, a prym wiedzie znany z Milanu, Realu i Eintrachtu Luka Jović.
Gdyby pieniądze grały na boisku (a tak nie jest, jak pokazał choćby Widzew), Kolejorz nie miałby z nimi większych szans. Pytanie czy ma jakiekolwiek w rzeczywistości?

„Dziadek” Schmeichel świętuje tytuł mistrzowski wraz z Callumem McGregorem.
Najbardziej pomóc Lechowi może… Borussia
Zdecydowanie lepiej jest w porównaniu do Dinama Zagrzeb, którego wartość jest tylko o kilkanaście milionów wyższa od Lecha. W zespole mistrza Chorwacji grają wypożyczony z Milanu Ismaël Bennacer oraz znani z Euro 2024 Dominik Livaković, Arbër Hoxha czy Scott McKenna. To nazwiska trochę mocniejsze od gwiazd drużyny Nielsa Frederiksena, ale przepaści nie widać.
Wszyscy pozostali uczestnicy ścieżki mistrzowskiej mają kadry teoretycznie mniej wartościowe od Lecha. Jest on zatem na piątym miejscu wśród uczestników eliminacji. I dokładnie pięć drużyn zdobędzie tą drogą awans do Ligi Mistrzów. Gdyby decydowała wycena, Lech jest poważnym kandydatem do awansu.
Za jego plecami czają się:
- Slovan Bratysława,
- Viking Stavanger,
- LASK Linz,
- Universitatea Krajowa,
- Aarhus GF.
Słowacy dwa lata temu zaimponowali awansem do Ligi Mistrzów i… na tym się skończyło. Od tego czasu wygrali cztery z 20 spotkań pucharowych, w tym jedno po dogrywce. Nie udało się im awansować choćby do play-offów po fazie ligowej Ligi Konferencji.
Najcenniejszym zasobem Vikinga jest dwudziestojednoletni skrzydłowy Edvin Austbø. Co ciekawe – także on pojawia się w kontekście transferu do… Borussii. Mało tego, BVB interesuje się też najwyżej wycenianym graczem Celtiku – Arne Engelsem. Mówiono także, że Niko Kovac interesuje się Maiconem – najdroższym Brazylijczykiem z Lewskiego.
Niemiecki klub może poważnie osłabić potencjalnych rywali Lecha!
Nowy trener meksykańskiego Monterrey – Matias Almeyda – prowadził przez kilka lat AEK. Właśnie zażyczył sobie ściągnięcia stamtąd Orbelina Pinedy – najwyżej wycenianego zawodnika greckiego klubu.
Najbardziej wartościowym graczem LASK jest Modou Keba Cisse z Senegalu. Dwudziestoletni obrońca latem przechodzi jednak do Aston Villi.
Gwiazdą mistrza Rumunii jest lewoskrzydłowy Stefan Baiaram. Przymierzany był już między innymi do Romy i Porto. Gdyby dołączył do Smoków, byłby tam konkurentem naszego Oskara Pietuszewskiego.
Wszyscy wyprzedają po mistrzostwie
Widać wyraźnie, że jeżeli nawet w Lechu nastąpi teraz jakaś wyprzedaż, to niewiele będzie się on różnił od pozostałych mistrzów podobnych krajów. Oni także wystawiają swoich najlepszych graczy na listę transferową.
Oczywiście prawie każdy będzie też pewnie kogoś kupował. Ale teoria, że zagranicą po wywalczeniu eliminacji Ligi Mistrzów trzyma się najmocniejszych zawodników nie jest do końca prawdziwa. Każdy z dziesięciu najmocniejszych uczestników kwalifikacji przymierza się do sprzedania najwyżej wycenianego gracza! Spośród zespołów zbliżonych do Lecha tylko Aarhus nie ma takich planów.
Kolejni mistrzowie to kluby, których wycena składu plasowałaby w środku naszej Ekstraklasy: FC Thun, Hapoel Beer-Szewa (lub Beitar Jerozolima), Mjallby, Omonia, Gyor i Sabah Baku. Dalszą grupę stanowią drużyny na poziomie dołów tabeli naszej ligi: Ryga, ML Witebsk, Celje, Kajrat Ałmaty i Borac Banja Luka. Pozostałe wyceniane są gorzej od Niecieczy.
Wygląda więc na to, że pod względem realnej oceny składów, zestaw mistrzów krajów jest w tym sezonie wyjątkowo słaby. Oczywiście, wszyscy pewnie jeszcze kogoś kupią, ale też prezesi prawie każdego z tych klubów przebierają nogami, by sprzedać najbardziej wartościowych zawodników zanim eliminacje Ligi Mistrzów ich zweryfikują.
Szwedzi wyłonili mistrza pół roku temu
Posiadanie tytułu mistrzowskiego podbija cenę gracza o pewnie co najmniej kilkanaście procent. Kompromitacja z jakimś Shamrock na starcie eliminacji Ligi Mistrzów znacząco ją obniża. Warto zatem opchnąć towar zanim się przeterminuje. Wygląda na to, że sytuacja Lecha pod tym względem jest nieco inna. Nawet jeśli pozbędzie się któregoś z kluczowych zawodników, to reszta pokazuje jakość co najmniej na poziomie potencjalnych rywali. Poza tym skład jest dość szeroki.
Lechowi sprzyja jeszcze jeden czynnik. Kalendarz. Dwie ligi z mogących realnie zagrozić mistrzowi Polski odbywają się w systemie wiosna-jesień. To Norwegia i Szwecja. W ich przypadku nie tylko mamy szokującego mistrza. Viking, który od dwudziestu lat nie grał w fazie grupowej ani ligowej i Mjallby, czyli klub… właściwie z wioski.
W przypadku tego duetu problemem jest jednak to, że o ile mogły być najlepsze w kraju w listopadzie 2025 roku, gdy kończyła się poprzednia edycja ligi, to teraz są w środku sezonu. I o ile jeszcze Viking radzi sobie świetnie, to Mjallby znacznie gorzej. Przegrało trzy z ośmiu meczów i jest dopiero na szóstym miejscu.

Mjallby do mistrzostwa dorzuciło też Puchar Szwecji
Jeżeli mielibyśmy podsumować uczestników eliminacji Ligi Mistrzów, trzeba by ich podzielić na pięć grup:
- mocniejsi od mistrza Polski:
Crvena Zvezda, Dinamo Zagrzeb, Celtic, AEK Ateny
- poziom Lecha:
AGF Aarhus, Viking Stavanger
- poziom czołówki Ekstraklasy:
Mjallby, Slovan, LASK, Celje, Hapoel Beer Szewa, Thun, Universitatea, Omonia
- środek tabeli Ekstraklasy:
Gyor, Lewski
- wszystkie pozostałe na poziomie spadkowiczów z Ekstraklasy i zespołów 1. Ligi
Lech powinien celować w Ligę Mistrzów
Z listy tej można wyciągnąć dość pozytywne wnioski. Po pierwsze, z grona najmocniejszych Lech może trafić wyłącznie na AEK i to tylko w ostatniej rundzie, gdzie szansa jego wylosowania wyniesie 20%. W dodatku jeżeli w swoim pierwszym dwumeczu odpadnie Slovan (albo Dinamo lub Zvezda, ale to mniej prawdopodobne), to mistrz Polski nie będzie mógł trafić na Greków, bo zyskają oni rozstawienie.
Po drugie, co najmniej trzej z nierozstawionych w czwartej rundzie rywali to zespoły słabsze od Kolejorza. Po trzecie, w trzeciej rundzie rywale to poziom czołówki Ekstraklasy (ale nieco słabi od Lecha) lub jej środka. Po czwarte: połowa potencjalnych rywali w drugiej rundzie to zespoły co najwyżej na poziomie spadkowiczów z naszej ligi.
To co, jak nie teraz, to już nigdy?
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl