Znacie ofensywną, radosną, strzelającą gole Lechię? Złapała ostatnio zadyszkę, przestała strzelać hurtowo, a nadal broni tak, jak zwykła bronić. Niby jej mecze ciągle trzymają w napięciu, niezmiennie jest ta Lechia z nami. Pytanie tylko na jak długo.
Gdańszczanie zawsze byli w tym sezonie gwarancją strzelonych goli. Puste przebiegi zaliczyli tylko w pięciu spotkaniach – z Jagiellonią i Korną jesienią, a także z Zagłębiem Lubin, GKS-em Katowice i Wisłą Płock w rundzie rewanżowej. Po pierwszych 45 minutach meczu z Legią wydawało się, że pora na szósty taki przypadek.
Zadziałała jednak, najprawdopodobniej, stara dobra rozmowa motywacyjna w przerwie, która pozwoliła ekipie Johna Carvera nabrać jeszcze wiatru w żagle. Cóż jednak z tego, skoro zryw nie dał ostatecznie nawet punktu.
Lechia – Legia 1:2. Najpierw ich nie ma, potem nagle są
Nie mamy rozsądnego sposobu na wytłumaczenie tego, jak różnym zespołem może być Lechia. W ostatnim czasie Gdańszczan cechuje spora niestabilność. Niby dobrze wiadomo, że potrafią postraszyć, wiele razy robili użytek z umiejętności Bobcka czy Meny. Dziś też się udało, ale obaj panowie raczej nie opuszczą stadionu z uśmiechami na ustach. Bo Lechia w obronie musi odwalić jakąś kaszanę, inaczej nie byłaby sobą.
Gol strzelony przez Legię i definiujący zarazem właściwie cała pierwszą połowę to popis stoperów i bramkarza. I choć bardzo byśmy chcieli docenić także strzelca, to nie na jego konto idzie w głównej mierze ten gol. Jasne, Nsame dołożył głowę, uderzył na dalszy słupek, urwał się obrońcom.
Tylko nie jest żadną sztuką urwać się obrońcom, którzy są wrośnięci w ziemię i w ogóle nie kontrolują twojego ustawienia. Rodin i Pllana stali ramię w ramię i tylko się przyglądali, jak Nsame pokonuje Paulsena. Skoro już o Paulsenie mowa – 184 centymetry wzrostu to oczywiście mało jak na bramkarza, ale z jakiegoś powodu Nowozelandczyk postanowił jednak bramkarzem zostać. Iker Casillas czy Yann Sommer są nawet trochę niżsi, a jednak dawali jakoś radę.
Paulsen nie jest jednak żadnym z nich i nie dało się oprzeć wrażeniu, że na strzał Nsame był po prostu za krótki. A jeśli już wie, że taki problem może wystąpić – bo chyba wie, że nie jest gigantem – to warto być bardziej ruchliwym.
𝐆𝐎𝐋! ⚽ Jean-Pierre Nsame otwiera wynik spotkania w Gdańsku! 👊
📺 Transmisja meczu: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/2ul2awYfAc
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 17, 2026
W pierwszej połowie cała Lechia była jednak „za krótka” na Legię. Miała jakieś okazje, lecz większość z nich nie należała do tych, które zostaną w pamięci naszej czy zgromadzonych na stadionie kibiców. Co innego po zmianie stron.
Hindrich najlepszym transferem Legii
Mówcie, co chcecie , ale John Carver wygląda na faceta, który zna technikę wiaderka witamin. Napasł więc nimi swoich piłkarzy i na drugą połowę Lechia wyszła niezwykle waleczna, co pozwoliło zdominować Legię. Tej było naprawdę niewiele – w środku pola, pod bramką rywali. Tylko we własnym polu karnym goście mogli coś pokazywać. A Lechia z każdą chwilą rozpędzała się coraz bardziej. Swoje szanse miał Bobcek, jedną nawet wykorzystał. Ataki napędzał Mena. Legia momentami wydawała się zespołem naprawdę zagubionym, niektóre straty w środku pola mogły skończyć się bardzo źle.
Gol, a może nawet gole wisiały w powietrzu.
Gdy jednak wydawało się, że ostatecznie dowiozą Gdańszczanie i tak niezbyt satysfakcjonujący ich remis, bolesny cios zadał Colak.
𝐀𝐍𝐓𝐎𝐍𝐈𝐎 𝐂𝐎𝐋𝐀𝐀𝐀𝐊! 𝐆𝐎𝐎𝐎𝐋! ⚽⏱️
Legia wygrywa w Gdańsku! pic.twitter.com/ebz9F6shbB
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 17, 2026
Lechia to prawdziwa królowa bałaganu we własnym polu karnym. Jeśli można tam coś sknocić, to jest naprawdę spora szansa na to, że podopieczni Johna Carvera to sknocą. W tym sezonie żaden zespół nie stracił tylu goli, a jak widać nie tak łatwo odpowiadać na trafienia rywali własnymi. Bo raz Piątkowski strąci strzał Meny na słupek. Innym razem piłka posłana przez Pllanę minie bramkę o centymetry. Albo główka Bobcka okaże się niecelna.
Do tego przez jakąś serię niefortunnych zdarzeń z boiska wyleci Żelizko, a gol dla rywala padnie po czymś, co trudno nazwać akcją i masz babo placek.
Może i szkoda będzie tych piłkarzy, szkoda będzie także trenera Carvera, ale Lechia była cały czas świadoma tego, że z ujemnymi punktami musi zachowywać podwójną ostrożność. Jej grę można opisać wieloma epitetami, ale ostrożna to ona na pewno nie jest.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix