48 minut prowadzenia… i porażka. Polscy hokeiści gorsi od Kazachstanu

Sebastian Warzecha

05 maja 2026, 22:11 • 6 min czytania 5

Reklama
48 minut prowadzenia… i porażka. Polscy hokeiści gorsi od Kazachstanu

Na start zwycięstwo z Ukrainą. Potem porażka z Francją, ale po karnych, więc z cennym punktem dopisanym do dorobku. A dziś czekało Polaków wyzwanie potencjalnie największe – mecz z Kazachstanem, drugim ze spadkowiczów z Elity. I choć długo grali jak równi z równymi, to ostatecznie przegrali. Nie zamyka im to jednak szans na awans do Elity – wszystko wciąż zależy od wyników w ostatnich dwóch kolejkach.

Reklama

Hokej. Polacy minimalnie gorsi od Kazachstanu

Gdy przed mistrzostwami świata Dywizji IA analizowało się terminarz Polaków, jedna rzecz rzucała się w oczy – że trzy najtrudniejsze spotkania zagramy najpierw, potem czekają nas dwa mecze z (najprawdopodobniej, co się potwierdziło) outsiderami, czyli Litwą i Japonią. Innymi słowy: to w trzech pierwszych kolejkach miało się rozstrzygnąć, o co grać będą Polacy w ostatnich dwóch meczach – awans czy utrzymanie. Same mistrzostwa w teorii miały być turniejem dla budowy, bo w kadrze Polski trochę się pozmieniało.

W praktyce? Z obozu Polaków dochodziły głosy, że oni chcą walczyć o awans. Tym bardziej przed swoją publicznością, w Sosnowcu. Raz jeszcze zrobić to, co udało się w 2023 roku w Nottingham – czyli wejść do Elity. Pokazać, że ten polski hokej stoi coraz lepiej, że jest w naszej kadrze potencjał.

I już pierwszy mecz – z twardo, mocno grającą Ukrainą – pokazał, że Biało-Czerwoni są gotowi na walkę do upadłego. Trzykrotnie wychodziliśmy tam na prowadzenie, Ukraińcy wyrównywali, ale tylko dwa razy. Udało się więc wygrać na start, wygrać w dodatku – co niezwykle istotne – za komplet punktów. Drugie spotkanie, dzień później, też było w wykonaniu Polaków bardzo dobre. Dawaliśmy odpór Francuzom, spadkowiczom z Elity.

Reklama

Trzymaliśmy się – a nawet mieliśmy swoje okazje – aż do końca i regulaminowego czasu gry, i dogrywki.

Mieliśmy więc minimum punkt. Zostały karne, które ledwie kilka dni wcześniej – w czasie meczu sparingowego – z Francuzami wygraliśmy. Tym razem jednak to rywale byli lepsi. Oni zgarnęli więc dwa oczka, nam został jeden punkcik. Z perspektywy całego turnieju patrząc – mógł się jednak okazać niezwykle cenny.

I sytuacja sprzed naszego meczu to potwierdziła. Ukraina pokonała bowiem Francję, wyrównując tak naprawdę stan rywalizacji pomiędzy trzema ekipami – dwoma wspomnianymi i Polakami właśnie. Przy okazji nasi sąsiedzi dali też trochę luzu Polakom – bo nawet porażka w starciu z Kazachami nie odbierałaby nam szans na awans.

Wręcz przeciwnie – co by się w dzisiejszym meczu nie stało, nadzieje wciąż mogły być duże.

Reklama

Długie prowadzenie

Gdy wreszcie doszło do meczu z Kazachstanem, to wszystko zaczęło się od… euforii. Do siatki trafił bowiem Patryk Wronka. Choć nie tak bezpośrednio – po jego strzale krążek odbił się od pleksy za bramką Kazachów, spadł na górną siatkę, potem odbił się gdzieś od kija czy pleców bramkarza i minimalnie przekroczył linię. Mieliśmy mnóstwo szczęścia, tak, ale kogo to obchodziło? Polacy prowadzili z faworytem, to było najważniejsze w tym wszystkim.

W dodatku – prowadzili naprawdę długo.

Reklama

Owszem, był to mecz pod dyktando Kazachstanu, oczywiście. Ale Polacy mieli swoje okazje, było to widać w statystykach, w których wcale nie odstawali przesadnie od rywali, którzy przez kilka dobrych lat grali w Elicie. Jasne, musiał się wykazywać Tomas Fucik w naszej bramce, ale robił to i dawał swoim obrońcom – jak i w poprzednich meczach – wiele spokoju. I vice versa, bo ci też znakomicie pracowali w defensywie – świetnie się przesuwali, blokowali Kazachom opcje strzałów lub same uderzenia.

Generalnie: doskonale to wszystko działało. Pierwszą tercję przeszliśmy bez straconej bramki. Drugą – też. Kazachowie mogli się coraz bardziej frustrować, ale i my nie wykorzystaliśmy kilku dobrych okazji. W końcu jednak Polacy ulegli – dopiero w 49. minucie, przetrwali więc dwie i pół tercji z zerem z tyłu. Ostatecznie jednak dobre podanie pod bramkę wykorzystał Muratow, który po prostu odpowiednio dostawił kij. Fucik nie miał szans, musiałby mieć zdolność przewidywania przyszłości, by taką sytuację wybronić.

Reklama

Zrobiło się więc 1:1, a do końca zostało jeszcze niespełna 12 minut.

Dwa ciosy w końcówce

Tuż po stracie gola mogliśmy odpowiedzieć. Dwie, nawet trzy okazje miał Paweł Zygmunt, inni Biało-Czerwoni też mieli swoje okazje. Brakowało jednak skuteczności, którą… odnaleźli Kazachowie, niestety. Świetne wycofanie krążka zza bramki (i błąd naszej defensywy) tuż przed nią wykorzystał – na dwie minuty przed końcem meczu – Simonow. W tej sytuacji nie było na co czekać: Polacy wyprowadzili bramkarza, grali z pustą bramką i w efekcie stracili kolejnego gola, po kontrze rywali.

Reklama

Ryzyko, wiadomo, trzeba było podjąć. A że nie wyszło? Cóż, tak bywa.

Na osłodę bramkę w samej końcówce zdobył jeszcze Patryk Krężołek, ale że do końca meczu zostały wtedy dwie sekundy, nie było mowy o tym, by powalczyć o remis. Polacy przegrali z Kazachami, nie ugrali dziś nawet punktu, ale… wciąż mogą mieć nadzieje na awans.

Sytuacja w naszej grupie wygląda bowiem tak:

Reklama
  1. Kazachstan – 9 punktów: 3 wygrane w regulaminowym czasie.
  2. Ukraina – 6 punktów: 2 wygrane w regulaminowym czasie, 1 porażka w regulaminowym czasie.
  3. Francja – 5 punktów: 1 wygrana w regulaminowym czasie, 1 wygrana po karnych i 1 porażka w regulaminowym czasie.
  4. Polska -4 punkty: 1 wygrana w regulaminowym czasie, 1 porażka po karnych, 1 porażka w regulaminowym czasie.

Grupę zamykają Japonia i Litwa. Czyli rywale, z którymi zagrają jeszcze Polacy, a którzy jednak stoją kilka poziomów niżej (choć na Japonię trzeba uważać, bo ta poważnie zagroziła Francuzom). Francja za to ma jeszcze przed sobą mecz z Kazachami, podobnie Ukraina. Kazachstan – mimo że ma komplet punktów – w takich okolicznościach też nie może być jeszcze pewien zwycięstwa. Polacy są więc na ten moment matematycznie w najgorszej pozycji, ale sprzyja im to, co przed nimi.

Ba, prosta matematyka mówi, że jeśli Kazachowie wygrają oba pozostałe im mecze (choćby za dwa punkty każdy), to Biało-Czerwoni dopisując sześć oczek awansują dalej.

Innymi słowy: nic tu jeszcze nie jest rozstrzygnięte, wciąż wiele w tej grupie może się wydarzyć. A że nasi zawodnicy grają bardzo dobrze, to o ich stronę tej umowy możemy być spokojni – oni powinni dwa ostatnie mecze gładko wygrać. A co to da, przekonamy się z czasem.

Reklama

Niemniej nawet gdybyśmy skończyli bez awansu, ale z dziesięcioma punktami – trudno będzie naszym zawodnikom cokolwiek zarzucić.

Polska – Kazachstan 2:3 (1:0, 0:0, 1:3)

Fot. Newspix

Czytaj więcej o hokeju na Weszło:

5 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama