Szalony mecz w Liverpoolu! Moyes podał Arsenalowi pomocną dłoń

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

04 maja 2026, 23:15 • 5 min czytania 14

Reklama
Szalony mecz w Liverpoolu! Moyes podał Arsenalowi pomocną dłoń

Wydawało się, że przy dziewiętnastej próbie David Moyes w końcu pokona Pepa Guardiolę, ale na pierwszą wygraną z hiszpańskim szkoleniowcem „se jeszcze poczeka”. Już po upływie doliczonego czasu gry Jeremy Doku drugi raz tego wieczora znakomitym strzałem pokonał Jordana Pickforda i dał swojej drużynie remis 3:3. W północnym Londynie zapewne zapanowała mała euforia, bo nawet jeśli City wygra zaległy mecz, będzie tracić do Arsenalu dwa punkty.

Reklama

Murowany faworyt

Bardziej oczywistej „jedynki” przy okazji starcia Arsenalu z Fulham w tej kolejce Premier League nie było, bo The Cottagers nigdy nie wygrali na terenie Kanonierów. Seria Fulham bez zwycięstwa w północnym Londynie przedłużyła się do 34 spotkań, a po raz 27. wyjazdowy mecz z Arsenalem przegrało. Równie mocno, co Arsenal Fulham, nie leży Pep Guardiola Davidowi Moyesowi. Szkot nie wygrał żadnego z 18 starć z Hiszpanem, a 15 razy nieudolnie próbował pokonać go w Premier League. To jedna z najbardziej nierównych rywalizacji w historii tej ligi.

Więcej pojedynków bez porażki zaliczył tylko Guardiola z Seanem Dychem oraz sir Alex Ferguson ze Stevem Brucem. Szkoleniowcy klubów z Manchesteru nie przegrali żadnej z 17 rywalizacji z tymi menedżerami. Nie tylko Moyesowi, ale całemu Evertonowi nie leży Manchester City Guardioli, bo Hiszpana The Toffees zdołali pokonać tylko raz i to podczas jego pierwszej wizyty na Goodison Park, w styczniu 2017 roku. Od tego czasu Everton nie wygrał żadnego z 18 starć z The Citizens, a aż 15 przegrał. Mało tego – jak już punktował, to tylko na Etihad Stadium.

Reklama

Okopani pod własną bramką

Od samego początku wicelider mierzył się z tym, z czym przed tygodniem w półfinale Pucharu Anglii – zamurowaniem bramki przez rywala. Southampton potrafiło jednak czymś się odgryźć, a Everton wyglądał jakby tylko czekał na wyrok. Wymowna była pokazana w 20. minucie przez realizatora statystyka, według której goście wykonali aż 91 podań w ostatniej tercji, podczas gdy gospodarze… zaledwie jedno. Najbliżej przełamania defensywy Evertonu był Antoine Semenyo, ale najpierw uderzył tuż obok dalszego słupka, a następnie prosto w ręce Pickforda.

Niewiele zabrakło, by City poczuł się jak podczas gry w Football Managera, bo pierwszy konkret ze strony Evertonu prawie zakończył się trafieniem. Po zagraniu na wolne pole Merlin Rohl urwał się w prawym sektorze Markowi Guehiemu i w szesnastce wystawił piłkę do Beto. Donnarumma przeciął podanie, ale Gwinejczyk dopadł jeszcze do piłki, choć jego strzał zablokował Abdukodir Khusanov. Swoją drogą Uzbek po chwili spiął się z kapitanem Evertonu, Jamesem Tarkowskim, który podczas wrzutki z rożnego chyba chciał ściągnąć z niego koszulkę.

Reklama

Na kłopoty Doku

Gdy na Wembley Southampton przetrwało nawałnicę ze strony City, niespodziewanie objęło prowadzenie, choć długo się nim nie nacieszyło, bo już trzy minuty później wyrównał Jeremy Doku. Także na Hill Dickinson Stadium przebłysk geniuszu Belga pomógł jego drużynie. Pod koniec pierwszej połowy ze skraju pola karnego zdjął pajęczynę z bramki Pickforda. Mało brakowało, a tuż po strzeleniu gola Doku doznałby jeszcze poważnego urazu. Ostro sfaulował go Michael Keane, ale mimo interwencji VAR stanęło na żółtej kartce dla Anglika.

Katastrofa w defensywie City

Żółtko obejrzał także po przerwie jego partner ze środka obrony, James Tarkowski, a napomniany za „zameldowanie się” Guehiemu został również Beto. Z kartką na koncie Gwinejczyk pograł jeszcze kwadrans, aż zmienił go Thierno Barry. Francuz już po kilku minutach strzelił pierwszego gola od dwóch miesięcy. Asystę przy siódmej w tym sezonie bramce Barrego zaliczył Guehi, bo wystawił mu piłkę, a ten nie mógł przegrać pojedynku z Donnarummą. Gdyby Barry przechwycił piłkę bezpośrednio po podaniu Rohla, sędzia odgwizdałby spalonego.

Reklama

Nie był to zresztą pierwszy ze strony Guehiego prezent, bowiem już cztery minuty wcześniej w wyniku jego nieporozumienia z Matheusem Nunesem oko w oko z Donnarummą stanął Iliman Ndiaye. Senegalczyk nie mógł jednak znaleźć tego dnia sposobu na pokonanie Włocha. Przynajmniej w 72. minucie Guehi się zrehabilitował, gdy w ostatniej chwili nie dopuścił Ndiaye do strzału, ale co z tego, skoro z tego bloku wziął się rzut rożny, po którym piłkę do siatki wpakował Jake O’Brien. Irlandzki defensor zdobył pierwszą bramkę od 14 miesięcy.

„Rozkręcili się… chłopcy”

Cała ta sekwencja wzięła się od straty Khusanova, który kilka minut później maczał palce w utracie kolejnego gola. Tym razem Uzbek złamał linię spalonego, gdy piłkę do pustaka Barremu wystawiał Rohl. Długo dwubramkowym prowadzeniem Everton się nie nacieszył, bowiem już półtorej minuty później bramkę kontaktową zdobył Erling Haaland. City wznowiło grę od środka, wykonało cztery podania i reprezentant Anglii Jordan Pickford drugi raz tego wieczora musiał wyciągać piłkę z siatki. I jak się okazało, nie po raz ostatni.

Reklama

50 sekund po upływie doliczonego czasu gry Doku znów przepięknym strzałem pokonał golkipera The Toffees. Remis i tak City niewiele daje, bo nawet jeśli 13 maja wygra u siebie zaległy mecz z Crystal Palace, będzie tracić do Arsenalu dwa punkty. Oczywiście przy założeniu, że oba zespoły w najbliższy weekend się nie potkną. City w późne sobotnie popołudnie podejmie walczący o Champions League Brentford, a niecałe 24 godziny później Arsenal zmierzy się we wschodnim Londynie z otwierającym strefę spadkową West Hamem.

Reklama

Everton – Manchester City 3:3 (0:1)

  • 0:1 – Jeremy Doku ’43
  • 1:1 – Thierno Barry ’68
  • 2:1 – Jake O’Brien ’73
  • 3:1 – Thierno Barry ’81
  • 3:2 – Erling Haaland ’83
  • 3:3 – Jeremy Doku ’90+7

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

14 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama