Ogromna ulga klubu Polaka. Nowy właściciel przywitany jak król

Patryk Idasiak

02 maja 2026, 15:32 • 3 min czytania 2

Reklama
Ogromna ulga klubu Polaka. Nowy właściciel przywitany jak król

To, co działo się w Sheffield Wednesday było absolutnym koszmarem. Czterokrotni mistrzowie Anglii byli bliscy tego, żeby zniknąć z mapy profesjonalnego futbolu. Wszystko przez Dhejphona Chansiriego, który po prostu nie płacił pieniędzy. Wreszcie sprzedał oficjalnie klub konsorcjum pod przewodnictwem amerykańskiego biznesmena Davida Storcha. To początek czegoś nowego. 

Reklama

Dhejphon Chansiri, czyli persona non grata

Sheffield Wednesday spadło z Premier League w 2000 roku. Od tamtej pory nie wróciło na najwyższy szczebel, ale pałętało się pomiędzy drugim a trzecim poziomem. Było więc klubem profesjonalnym. Początki Chansiriego nie były takie najgorsze. Zespół grał przecież nawet w play-offach o Premier League.

Fani Sów przeżywali w ostatniej dekadzie sportowo emocjonalny rollercoaster:

  • przegrali w karnych w półfinale play-offów
  • spadli do League One w ostatniej kolejce sezonu
  • wrócili po dwóch latach w absolutnie spektakularnym stylu; odrabiając wynik 0:4 z pierwszego play-offu
  • utrzymali się w Championship, mimo że przez 18 kolejek wygrali… tylko raz
  • potrafili w tym czasie notować serię czterech zwycięstw z rzędu czy na koniec sześciu meczów z rzędu bez porażki

https://www.youtube.com/watch?v=WFeO6frTGCc&t=706s

Dziać zaczęło się w gabinetach. Sheffield Wednesday miało problem z regularnymi płatnościami. Piłkarze składali wypowiedzenia, bo nie dostawali wypłat. Klub dostał embargo transferowe na trzy okienka. Legendy nie chciały pobierać pensji, stawiając się na równi z mniej istotnymi zawodnikami. Sportowo jednak Sowy spokojnie się utrzymały, zajmując 12. pozycję. Kibice marzyli, żeby wrócił Milan Mandarić, a więc człowiek, który klub Chansiriemu sprzedał.

Reklama

Wykonujący kawał ponadprzeciętnej roboty trener Danny Rohl odszedł latem 2025 roku za obopólną zgodą. Zaczynało się dziać coraz gorzej…

Sezon 2025/26 to był koszmar. Na szczęście przyszedł ratunek

Od sezonu 2024/25 w barwach Sheffield Wednesday gra Polak, Olaf Kobacki. Będzie miał co opowiadać po karierze, szczególnie po tak tragicznym sezonie. Rzadko się zdarza, żeby zespół wygrał raptem dwa mecze.

Sowy przegrały 1:2 w derbach Sheffield i ten wynik przypieczętował ich spadek – najszybszy w historii angielskiej piłki. Stało się to już naprawdę dawno temu, w końcówce lutego. Klubowi za te wszystkie problemy finansowe odjęto aż 18 punktów (12 w październiku oraz kolejne sześć w grudniu). Dopiero w ostatniej kolejce Sowy wyszły na zero, pokonując WBA. Bilans wyniósł 2-12-32 i bramkowo aż -60. To była degrengolada sportowo-organizacyjna.

Kibice regularnie protestowali przeciwko właścicielowi, a także bojkotowali spotkania. Ostatni czas to było dla nich istne piekło. Wreszcie Konsorcjum pod przewodnictwem amerykańskiego biznesmena Davida Storcha sfinalizowało przejęcie klubu Sheffield Wednesday. Co więcej, umorzono karę -15 punktów, które Sowy miały otrzymać na starcie nowego sezonu, a więc już w League One.

Reklama

Nowi właściciele zostali oficjalnie ogłoszeni przed meczem z WBA, co wyraźnie napędziło i zmotywowało już dawno zdegradowany zespół. EFL usunęła karę punktową, ponieważ klub spełnił wymogi przepisów o niewypłacalności po wyjściu z zarządu komisarycznego. EFL podaje:

„Chociaż klub przez kolejne dwa sezony będzie podlegał ograniczeniom budżetowym w ramach warunków dalszego członkostwa w EFL, a po zakończeniu administracji klub będzie mógł podpisywać kontrakty z nowymi zawodnikami zgodnie z warunkami planu biznesowego”.

Reklama

Dla tych wszystkich kibiców to ogromna ulga i kamień z serca. Zresztą wystarczy spojrzeć, z jaką euforią przyjęli wiadomość o oficjalnie nowym właścicielu:

CZYTAJ WIĘCEJ O ANGIELSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama