Tyle było w tym sezonie widzewskich obietnic, że już nawet trudno je zliczyć, ale ta jedna spełnia się bez cienia wątpliwości. Przemysław Wiśniewski to kozak. Ostoja defensywy, lider zespołu, prawdziwy terminator, z którym w składzie Łodzianie mogą zerkać na linię obrony ze spokojem ducha. Jedni spodziewali się tego bardziej, inni mniej, ale jedno jest absolutnie pewne – 27-latek to ogniwo, które było Widzewowi niezbędne, by na czymkolwiek, może ładniej „kimkolwiek”, budować zespół.
Przyznać trzeba zresztą, że w tyłach Widzew jest zwyczajnie silną ekipą, choć trzon skompletowano ledwie zimą. Obok Wiśniewskiego nieźle wygląda i Steve Kapuadi – biję się w pierś, nie rozumiałem tego ruchu, ale on się na razie broni, więc nie mam zamiaru szukać dziury w całym. Bartłomiej Drągowski mimo gorszych momentów też zasadniczo daje radę. Ma przede wszystkim coś, czego widzewscy bramkarze nie mieli od bardzo dawna – potrafi mianowicie grać na przedpolu, to naprawdę duża wartość dla drużyny.
To jednak przystawki dla dania głównego, wróćmy do Wiśniewskiego, jemu poświęcony jest ten tekst, to jego należy chwalić z całego składu Widzewa najmocniej. W pojedynkach – niezwykle trudno go przejść. W wyścigu – wyprzedzić. Gole stracone przez Widzew z nim w składzie? Tych jest tyle, co kot napłakał. Szef.
Przemysław Wiśniewski wszedł do Ekstraklasy z futryną
Mocno imponuje też dominacja powietrzna Wiśniewskiego, który rywali ustawia sobie tak, jak mu wygodnie i bez problemu wygrywa zdecydowaną większość główek. Według statystyk podawanych przez organizatora rozgrywek na 75 stoczonych pojedynków w górze obrońca Łodzian wygrał 54. Najwięcej ze wszystkich zawodników Widzewa, a przecież mówimy o gościu, który dopiero co przyszedł do Ekstraklasy, zaliczył w lidze dwanaście występów. Rządzi jednak niepodzielnie w wielu statystykach defensywnych i na tle innych ligowców wygląda więcej niż solidnie.
Przy jego udziale Łodzianie zaliczyli w lidze już sześć czystych kont, a głębsze spojrzenie na ich defensywę daje jeszcze bliższy kompletnemu obraz. Na przestrzeni rundy wiosennej udało im się zatrzymać Lecha, zablokować ekipę Górnika… jest parę tych sukcesików.
Statystyka goli oczekiwanych przeciwko Widzewowi z Wiśniewskim w składzie:
- Jagiellonia: 1,23 (wszedł dopiero w końcówce)
- GKS: 0,56
- Wisła: 0,97
- Cracovia: 0,55
- Pogoń: 0,70
- Lech: 0,85
- Arka: 0,60
- Górnik: 0,34
- Raków: 1,22
- Bruk-Bet: 0,80
- Radomiak: 2,28
- Motor: 0,67
Suma: 10,77 (9 straconych goli)
Prawdziwą wpadką był dopiero mecz z Radomiakiem, ale po nim sam trener Vuković przyznawał, że zespół popełnił zbyt dużo błędów, które w ostatecznym rozrachunku musiały kosztować punkty. Poza tym nie można jednak Widzewowi zarzucić, że dopuszcza rywali do dogodnych okazji, a już na pewno nie można mu tego zarzucić za kadencji Serba, który drużynę objął przed meczem z Lechem. Od tego czasu – poza tym wspomnianym meczem w Radomiu – większych problemów w tyłach właściwie Łodzianie nie mają.
A pochwały powinien za to zbierać lider bloku obronnego, który pod względem indywidualnym prezentuje się świetnie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Właściwie trudno znaleźć słabe strony tego transferu
– Posłużyłem się ostatnio takim porównaniem, że Wiśniewski wygląda na tle przeciwników, jakby jakaś 4A grała z 8B. No i oczywiście on jest w tej starszej klasie – mówi mi Damian Radowicz, były piłkarz Widzewa, który mecze i treningi łódzkiej ekipy ogląda z dużą regularnością, będąc ekspertem klubowej telewizji.
Wiśniewski w oczach wielu staje się na wiosnę największym wygranym kolejnych meczów Widzewa, trudno się zresztą dziwić. W teście oka wypada fenomenalnie, co podkreślają w ostatnim czasie kolejni obserwatorzy Ekstraklasy. Najmocniejsze strony defensora?
Dzięki Hudl StatsBomb mamy wgląd do rozszerzonych danych dotyczących zawodnika łódzkiej drużyny i… mimo nie tak jeszcze wielkiej próbki można się bardzo zdziwić. Najlepszy wynik, na poziomie 1% najlepszych obrońców w Ekstraklasie – co śmiało pozwala założyć, że jest po prostu najlepszy pod tym względem – Wiśniewski osiągnął w stworzonej przez Hudl statystyce Defensive Action OBV. W największym uproszczeniu – w ten sposób mierzy się wkład zawodnika w grę obronną zespołu, uwzględniając wszystkie jego akcje defensywne takie jak przejęcia piłki, wybicia czy bloki.
Obrońca RTS-u wygląda też jednak świetnie pod względem procenta wygranych pojedynków powietrznych czy skuteczności we wszystkich pojedynkach. Robi wrażenie.

Przemysław Wiśniewski wejście do Ekstraklasy ma bardzo mocne. To niby tylko dwanaście spotkań, ale reprezentant Polski wygląda świetnie i w wielu statystykach bryluje na tle reszty ligowców
– Wymienianie jego zalet zacząłbym od timingu, bo on doskonale umie sobie poradzić z ustawieniem się, wyczuciem, wyprzedzeniem obrońcy – chwali Wiśniewskiego Radowicz. – No i aspekt szybkościowy. Były takie sytuacje w niektórych meczach, że kilkoma krokami nadrabiał dystans do rywali, którzy mieli na starcie bliżej do piłki. Te osiągane prędkości są naprawdę niesamowite w jego wypadku – przekonuje mój rozmówca.
Posłużmy się tylko jednym przykładem, żeby zwizualizować to, o czym mówi Radowicz. Mecz z Motorem Lublin – na boisku wielu innych piłkarzy, jedni rozpędzający się na skrzydle, inni goniący piłki posłane na wolne pole, ścigający się z napastnikami, ale najszybszy ze wszystkich Przemysław Wiśniewski, który w szczytowym momencie osiągnął prędkość 34,63 km/h. Gołym okiem widać, że pod tym względem 27-latek wyróżnia się bardzo mocno.
– Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że na dziś, w momencie, w którym rozmawiamy, nie ma w lidze lepszego obrońcy – słyszę w słuchawce telefonu po chwili wahania. – Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę kwestie czysto defensywne, bo pod innymi względami wyróżnia się choćby świetny duet obrońców w Katowicach czy paru innych stoperów, którzy po prostu lepiej operują piłką – dodaje zaraz Radowicz i momentalnie łagodzi przekaz. Czy jednak faktycznie ma ku temu powody? Może Wiśniewski jest dziś najlepszy?
Kadrowicz co się zowie. Widać to na boisku
Z taką tezą można się zgodzić, można też polemizować. Był zresztą taki moment, w którym wielu kibiców poważnie zastanawiało się, czy powoływanie Wiśniewskiego do reprezentacji Polski to nie jest jednak działanie trochę na wyrost. Bo wrócił do Ekstraklasy, bo Widzew cieniuje, bo jak to tak stopera z drużyny z dołu tabeli naszej rodzimej ligi… A widać może to mieć sporo sensu. Nie chodzi już o fakt, że nie ma na radarach innych, równie mocnych kandydatów. Tych na chwilę możemy odrzucić, skupmy się tylko na Wiśniewskim.
Czy czegoś mu dziś brakuje? Cóż, wydaje się, że nie. Forma naprawdę dobra, podejście do trudnej sytuacji w klubie równie dobre, kolejne występy pewne. Nie zdziwcie się, kiedy na następnych zgrupowaniach obrońca Widzewa dalej będzie jednym z faworytów Jana Urbana, bo taka decyzja się broni. Zresztą nawet w bolesnym dla nas barażu przeciwko Szwedom długo trzymał Gyokeresa w garści, grając na wyprzedzenie. Popełnił dopiero ten jeden, kosztowny błąd w samej końcówce.
Radowicz: – Tu już potrzebny jest szerszy kontekst, trzeba rzucić okiem na konkurencję, a ta jest zacna. Bednarek i Kiwior – grają w Porto, to już poziom europejski. Wiśniewski może jednak spokojnie być tym trzecim stoperem. Jak mamy chęć prowadzić grę, to pewnie lepiej mieć obok tego żelaznego duetu kogoś, kto umie operować piłką. Gdy jednak gramy trochę inaczej, trochę tak jak niedawno z Holandią, to Wiśniewski ma bardzo dużo argumentów żeby być w kadrze jednym z trójki obrońców.

Przemysław Wiśniewski jest liderem drużyny z Łodzi. Szybko zapracował na taki status
Co jednak, jeśli Widzew w ostatecznym rozrachunku zleci z Ekstraklasy, a Wiśniewski wyjdzie na tym zimowym transferze jak Zabłocki na mydle? Z perspektywy klubu idealnym scenariuszem byłby ten, w którym świetny obrońca zostaje w Łodzi i potem wraz z nim udaje się szybko wrócić na najwyższy poziom. Z perspektywy zawodnika – no nie, zwyczajnie nie. Powiedzmy sobie otwarcie, że bez względu na umowy, wiążące piłkarzy z pracodawcami, w takich sytuacjach niektórzy zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić nawet na rok pierwszoligowego czyśćca i dla dobra własnej kariery powinni się ewakuować.
To jasne, że z pierwszej ligi do reprezentacji Polski, nawet przy dobrej grze, jest już trochę za daleko. Bo poziom cotygodniowych przeciwników mocno spada.
Widzew w dniu próby. Różne postawy kibiców i milcząca trybuna
Miejsce w składzie niemal z urzędu. Zasłużone aż nadto
Widzew nadal jednak gra w Ekstraklasie i to w niej Wiśniewski robi ostatnio furorę. Do składu wszedł niemal z urzędu, w odstawkę poszli najpierw Ricardo Visus i Stelios Andreou, a ostatecznie także Mateusz Żyro. Wszyscy wcześniej stanowili o sile bloku defensywnego łódzkiej drużyny. Skok jakościowy jest jednak znaczący, a w porównaniu z dwoma ostatnimi wymienionymi w tej krótkiej wyliczance – Wiśniewski wygląda jak tytan.
Trudno mówić o jakiejś rywalizacji o miejsce w składzie Widzewa, w tym momencie nie może być w tej kwestii żadnej dyskusji. Spójrzcie, jak Wiśniewski prezentuje się na tle Andreou – panowie zagrali już nawet całkiem podobną liczbę minut w tym sezonie, Cypryjczyk ma na swoim koncie jakieś trzy pełne mecze więcej. I na tle Wiśniewskiego wyróżnia się na plus tylko mniejszą liczbą fauli i wyprowadzeniem piłki, za które były piłkarz Spezii w praktyce nie odpowiada.
Reszta statystyk? Sami spójrzcie.

Bardziej kompletnym od Andreou mógłby się wydawać Mateusz Żyro i faktycznie, on oferuje nieco inne zalety, ostatnio nawet oglądaliśmy go w meczach Widzewa blisko linii bocznej, podłączającego się do ataków na skrzydle, nawet dośrodkowującego w pole karne rywali. Nadal jednak w defensywie nie ma Żyro startu do Wiśniewskiego w aktualnej formie, różnica jest kolosalna.

– Wiśniewski nawet jak przegra pojedynek, to rzadko kiedy przeciwnicy mają z tego korzyść. To taka statystyka z gwiazdką, tak bym na to patrzył. Bo jednym jest fakt, że w pojedynkach radzi sobie tak dobrze, ale druga sprawa jest taka, że nawet te nieudane starcia nie skutkują większymi kłopotami – dodaje Radowicz.
Dopasowany idealnie. Zwykle ganimy, a tu można i nawet należy Widzew pochwalić
Przemysław Wiśniewski, tu można zaryzykować kolejną całkiem śmiałą tezę, jest tak po piłkarsku wyraźnie lepszy niż zespół, w którym gra. Na początku sezonu wydawało się, że wielu nowych piłkarzy Widzewa wniesie drużynę na wyższy poziom, lecz dopiero reprezentant Polski pokazał, jak to powinno wyglądać. Wychodzi więc na to, że to transfer modelowy w strategii klubu z Łodzi, do takich ruchów powinni tam teraz równać, choć baza Polaków regularnie grających zagranicą na przyzwoitym poziomie jest oczywiście mocno ograniczona.
No i nie każdy będzie aklimatyzował się tak szybko, to też pewne. Włodarze powinni zatem odpowiedzieć sobie na pytanie: Co sprawiło, że Wiśniewski odpalił? Bo opcji jest kilka, w dodatku wszystkie one mogą się intensywnie przenikać:
a) polski paszport,
b) odpowiednie cechy charakteru,
c) wysoka jakość piłkarska,
d) spore zaufanie od trenera już na starcie.
Efekt ostatecznie jest taki, że 27-latek jawi się jako transferowy strzał w dziesiątkę. Nie będziemy rzucać koła ratunkowego duetowi Adamczuk-Burlikowski, ale pion sportowy z tym ruchem trafił idealnie, więc uczciwie wypada odnotować, że ściągnięcie Wiśniewskiego to spory sukces. Dodatkowo nadzieja na uratowanie się przed spadkiem z Ekstraklasy, który już doszczętnie pogrzebałby obu działaczy – za nimi i tak będzie się jeszcze długo ciągnąć to łódzkie niepowodzenie, ale zawsze będą mogli powiedzieć: „patrzcie, on jest nasz”.

Ten transfer wyjątkowo się Widzewowi udał. Wydaje się wręcz, że to na dziś najlepszy piłkarz w całym zespole
– Nie wiem, czy to nie jest materiał na najlepszy transfer Widzewa w XXI wieku – mówi mi Radowicz i razem przez parę chwil szukamy innych ruchów, które mogłyby zasługiwać na takie miano. Prawdą jest jednak, że na tak daleko idącą ocenę jest jeszcze trochę za wcześnie. Co i tak nie zmienia faktu, że Wiśniewskiego trzeba za jego grę chwalić – zastanawiając się po cichu, jaka czeka go przyszłość, nawet jeśli pominiemy ten najgorszy dla Widzewa scenariusz.
– Zakładając, że spadku nie będzie, powiem tak – ja chciałbym, żeby on grał dla Widzewa jak najdłużej. Z perspektywy klubu to nawet dobrze, że teraz drużyny z pięciu czołowych lig Europy raczej nie będą patrzyły na gościa, co walczy o utrzymanie w Ekstraklasie, na papierze jego pozycja transferowa nie jest specjalnie mocna. A z tych niższych lig europejskich… cóż, kto mu da tyle, ile Widzew? Pamiętam słowa Roberta Dobrzyckiego, który przyznał, że jak po piłkarza Widzewa zgłosi się jakiś klub z Bundesligi, to przecież nie będzie takiego zawodnika trzymał, ale w przypadku mniej renomowanych kierunków właściciel zapowiadał większy opór – dodaje mój rozmówca.
Przemysław Wiśniewski naprawdę, ale to naprawdę ma wszystko, by zawojować Ekstraklasę. Teraz tylko dobrze by było, żeby ktoś pozwolił mu jeszcze trochę w niej pograć. Trochę dłużej niż przez cztery następne mecze.
CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE ŁÓDŹ NA WESZŁO:
- Widzew miał stać w kontrze do dziadostwa, a nawet nie grał z Radomiakiem o wygraną
- Ktoś jeszcze nie wierzy? Widzew głównym faworytem do spadku
- Andi Zeqiri zawodzi. Nie ma ani perły, ani korony
Fot. Newspix

