Hubert Hurkacz od wygranej rozpoczął współpracę z nowym trenerem

Sebastian Warzecha

22 kwietnia 2026, 19:10 • 3 min czytania 3

Reklama
Hubert Hurkacz od wygranej rozpoczął współpracę z nowym trenerem

Turniej ATP w Madrycie to dla Huberta Hurkacza w tym roku przede wszystkim początek współpracy z Gilles’em Cervarą, byłym trenerem Daniiła Miedwiediewa. I polsko-francuski duet udanie – bo od wygranej – rozpoczął wspólną pracę. Polak w dwóch setach pokonał kwalifikanta, Jaimę Farię.

Reklama

Hubert Hurkacz wygrał na inaugurację turnieju w Madrycie

Hubert Hurkacz rozstał się ze swoim poprzednim trenerem, Nicolasem Massu, jeszcze przed sezonem gry na kortach ziemnych. Podczas turnieju w Monte Carlo występował z kolei tak naprawdę bez głównego szkoleniowca. Dopiero po nim nawiązał oficjalną współpracę z Cervarą, który w przeszłości doprowadził na szczyty męskiego tenisa Daniiła Miedwiediewa, wygrywając z nim US Open i sprawiając, że Rosjanin został liderem rankingu ATP.

Cervara i Miedwiediew rozstali się jednak w zeszłym sezonie. Francuz potem krótko prowadził jeszcze utalentowanego Amerykanina Nishesha Basavareddy’ego, ale nie była to kooperacja, która zakończyłaby się jakimkolwiek sukcesem. W efekcie ostatnio był bez pracy. Aż pojawił się Hurkacz.

CZYTAJ: HUBERT HURKACZ I NOWY TRENER. CO GILLES CERVARA MOŻE DAĆ POLAKOWI?

Co ciekawe, Francuz już przed laty – w rywalizacji juniorów – chwalił polskiego tenisistę i mówił, że ten może zostać mistrzem wielkoszlemowym. Dziś wydaje się to mało prawdopodobne, tym bardziej, że Cervara trafił na Hurkacza po problemach zdrowotnych i poza TOP 50 rankingu. Ale to właśnie on ma teraz wydźwignąć go z tych problemów i sprawić, by Hubi na powrót został graczem z okolic pierwszej „10” rankingu ATP. Bo prawdopodobnie taki będzie ostateczny cel tego duetu.

Reklama

Współpracę rozpoczęli zresztą zgodnie z planem – od wygranej.

Mecz z Jaime Farią nie był ani tak trudny, jak można było się obawiać (Portugalczyk to specjalista od mączki), ani – przynajmniej momentami – tak łatwy, jak można wnioskować po wyniku. Faria potrafił sprawić Hurkaczowi problemy, choć już na samym starcie spotkania, po ledwie trzech gemach, poprosił o przerwę medyczną. A tuż po niej stracił podanie, nie zdobywając nawet punktu. Hurkacz grał świetnie, a do tego wydawało się, że Jaime może zaraz poddać mecz. Nie zrobił tego jednak i z czasem się rozkręcił.

W siódmym gemie miał trzy break pointy, ale dwa z nich Hurkacz obronił serwisem, a trzeciego świetną akcją zakończoną winnerem. Generalnie dziś jego podanie funkcjonowało znakomicie zwłaszcza w tych kluczowych, trudnych momentach. Pierwszego seta wygrał ostatecznie 6:3, a Faria nie zagroził mu już kolejny raz. W drugiej partii wynik był identyczny, Hubi przełamał tym razem o gema później – w piątej z małych partii. Choć musiał na to przełamanie nieco popracować, wykorzystał bowiem dopiero czwartego break pointa… a to w sumie za sprawą rywala, który smeczem trafił w siatkę, nie wykorzystując prostej okazji na doprowadzenie do równowagi.

Reklama

To był najważniejszy punkt tego meczu. Bo Hurkacz przy swoim serwisie nie dał Portugalczykowi sprawić mu żadnego zagrożenia, a sam – na koniec – jeszcze raz rywala przełamał. Choć więc były momenty, gdy miał problemy, ogółem był to ze strony Polaka naprawdę solidny mecz i dobry start w turniej.

Teraz jednak poprzeczka pójdzie znacząco w górę, bo Huberta czeka starcie z Lorenzo Mussetim, a więc aktualnie 9. tenisistą świata.

Hubert Hurkacz – Jaime Faria 6:3, 6:3

Fot. Newspix
Reklama
3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Koźmiński opowiada, że Ronaldinho nie dotknął przy nim piłki. No nie dotknął, bo nie grał

Michał Kołkowski
1
Koźmiński opowiada, że Ronaldinho nie dotknął przy nim piłki. No nie dotknął, bo nie grał

Inne sporty

Reklama