Już dziś Hubert Hurkacz rozpocznie występ w turnieju w Madrycie. Turnieju, który równocześnie będzie początkiem jego współpracy z nowym trenerem – Gilles’em Cervarą. Były szkoleniowiec Daniiła Miedwiediewa będzie miał za zadanie „przywrócić” Huberta światowej czołówce. Czy mu się uda? Co obaj muszą zrobić przede wszystkim? I czy aby Cervara nie jest dla Huberta… zbyt spokojny?
Hubert Hurkacz i nowy trener. Czy Polak trafił z wyborem?
Gilles Cervara tenisowemu światu znany jest głównie z prowadzenia Daniiła Miedwiediewa. Sam nieco grał, ale że zaczął, gdy miał 15 lat, to straconego czasu z dzieciństwa nigdy nie nadrobił. Wszedł jednak na na tyle dobry poziom, że był później sparingpartnerem kilku gwiazd – na przykład Marata Safina czy Justine Henin, z którymi odbijał piłkę. Momentem przełomowym w jego karierze było jednak zawiązanie współpracy z Daniiłem właśnie.
To był 2017 rok. Miedwiediew miał 21 lat, Cervara 36. Obaj szybko złapali wspólny język i wspólnie pracowali na sukcesy.
Już w 2019 Rosjanin grał w finale US Open, ale przegrał w pięciu setach z Rafą Nadalem. Cervara – w docenieniu zasług – i tak został jednak trenerem roku ATP. A w 2021 obaj najpierw cieszyli się z kolejnego finału, w Australian Open (lepszy był Novak Djoković), a potem z wygranej w Nowym Jorku. Kilka miesięcy później Miedwiediew wskoczył na pozycję lidera rankingu. Długo się na niej nie utrzymał, ale ma to jednak w CV.

Gilles Cervara (w okularach) przygląda się treningowi Daniiła Miedwiediewa, rok 2021. Fot. Newspix
Obaj jako duet wygrali ponad 20 turniejów. Sześć razy Daniił grał w finałach wielkoszlemowych, choć drugiego już nie wygrał. Generalnie: była to niesamowicie udana, owocna współpraca. Przy okazji jednak – to kwestia, która budzi wątpliwość. Gilles Cervara bowiem nie sprawdził się tak naprawdę w pracy z kimkolwiek innym (choć krótko współpracował ostatnio z Amerykaninem Nisheshem Basavareddym). Czy więc Hubert Hurkacz nie ryzykuje, zatrudniając właśnie jego?
Mówi Michał Dembek, były tenisista (rocznik Huberta, znają się, w dawnych czasach grywali nawet razem debla), dziś trener i ekspert, prowadzący w mediach społecznościowych założony przez siebie profil Sofa Sportowa:
– To też jest zupełnie co innego, bo mimo wszystko Cervara kształtował Miedwiediewa – oni pracowali razem osiem lat, wspólnie wchodzili na szczyt. Hubert jest pod wieloma względami ukształtowanym zawodnikiem, w którego grze zbyt wiele zmienić już się nie da. Można co najwyżej dodać pewne detale.
Gdzie więc szukać nadziei na to, że będzie to dobra współpraca?
Hubert Hurkacz i Daniił Miedwiediew? Są podobieństwa, ale i różnice
Przede wszystkim istotny będzie jeden czynnik – Hubert Hurkacz ma cechy wspólne z Daniiłem Miedwiediewem. Mówiąc dość ogólnie: przede wszystkim obaj bazują w dużej mierze na defensywie i kontrowaniu z głębi kortu, ale i serwisie. To dwa elementy, w których i Polak, i Rosjanin od zawsze czuli się jak ryby w wodzie. Daniił jest przy tym z pewnością zawodnikiem gorzej wyszkolonym technicznie, choć często mu to nie przeszkadzało.
Innymi słowy: Cervara wchodzi na w miarę znane sobie terytorium. I to takie, którego granice może być łatwiej mu poszerzyć. Bo Hurkacz dobrze radzi sobie na przykład przy siatce, a u Miedwiediewa zawsze było to – i jest – problemem. Francuski trener może więc próbować z Polakiem rzeczy, których z Rosjaninem albo nie byłby w stanie, albo nawet uznałby, że wprowadzać nie ma sensu.
– Faktycznie, Hubert i Daniił mają wspólne cechy. Zasięg, wzrost, obaj dobrze grają z głębi kortu. U Hurkacza często brakowało nieco tej ofensywy, ale Miedwiediew też miał z tym problem – zresztą pod koniec współpracy było widać, że Cervara starał się go ruszyć nieco do przodu. Daniił ma jednak większe ograniczenia techniczne. Bo Hubert pod tym względem – techniki, płynności zagrań – jest lepszy. A Cervara pewnie zdaje sobie po Miedwiediewie sprawę, że są w tenisie rzeczy, które warto wprowadzić i zmienić u zawodnika – mówi Dembek.
Jakie to rzeczy?
Z pewnością nie serwis, bo ten wystarczy przywrócić do regularności. Ale już return i jego jakość ostatnio u Huberta na pewno mogłyby być lepsze. Hurkacz nie wywiera wystarczającej presji na rywalach. Zresztą podobnie w wymianach – ma Hubert narzędzia do tego, by spychać przeciwników do defensywy, przejmować inicjatywę. A robi to rzadko, na czym czasem cierpią jego wyniki. Cervara pewnie będzie próbował to zmienić.
Choć aktualnie kluczowe jest, by Polak po prostu trochę powygrywał. Bo tego w tym sezonie naprawdę brakowało.
Było przebudzenie. Czas na coś więcej?
Jak wygląda ten sezon u Hurkacza, raczej wszyscy już wiedzą. Więc w telegraficznym skrócie: świetny turniej United Cup – jego pierwszy po powrocie po kontuzji – gdzie wygrywał również z rywalami z TOP 10, a Polska sięgnęła po końcowy triumf. Potem jedno zwycięstwo w Australian Open, a po nim… siedem porażek z rzędu. Czarna seria, przerwana dopiero ostatnio w Monte Carlo, gdzie rozegrał solidne zawody, wygrywając dwa mecze i przegrywając dopiero z Valentinem Vacherotem, reprezentantem gospodarzy.
Można więc napisać, że Hubert się przebudził. Pytanie brzmi: na jak długo?
Bo zadaniem Cervary musi być teraz to, by Hurkacza w niezłej dyspozycji utrzymać. Inna sprawa, że obaj współpracę zaczynają w całkiem dobrym momencie. Hubi nie jest już w środku tej fatalnej passy, to raz. Do tego na mączce ani on, ani polscy kibice raczej na wiele nie liczą, więc ma trochę spokoju, to dwa. Można więc spokojnie popracować, przygotować się na grę na kortach trawiastych i twardych, gdzie Hurkacz nie broni właściwie żadnych punktów rankingowych sprzed roku.
Choć trzeba uważać, bo różnie to u Polaka z takimi planami bywało. Dembek:
– Wiemy, jak to u Huberta jest – oczekiwania czasami czy nawet często mu nie pomagają. Bywało, że im mniejsze oczekiwania, tym lepszy był Hubert. Często grał lepiej z zawodnikami z TOP 10, niż z rywalami, z którymi miał zrobić swoje i tyle. Ale tak, jeśli spojrzymy na charakterystykę gry, to mączka nie jest jego nawierzchnią. Więc można wejść w tę współpracę na przysłowiowym luzie.
Cervara obserwujący trening Hurkacza. Fot. Twitter
Współpraca to zresztą taka, która powinna dobrze funkcjonować również dlatego, że obaj… mają do siebie blisko. Cervara ma bazę w Cannes, Hubert – w Monte Carlo. To kawałeczek, autem jakieś 90 minut, jeśli trafi się na korki. Bez nich – nawet szybciej. Nie żeby to miał być jakiś czynnik decydujący, ale ułatwia życie – to z pewnością. Wspólną pracę obaj zaczną jednak nieco dalej od swoich domów czy mieszkań, bo w Madrycie. Tam raczej wiele po Hurkaczu nie będziemy oczekiwać.
Jego pierwszy mecz zresztą już dziś – z kwalifikantem, Portugalczykiem Jaime Farią. To stosunkowo młody (22 lata) zawodnik, specjalista od mączki. Ma niezły serwis, trudno go „przebić”, generalnie – swego rodzaju karta-pułapka, na pewno dało się trafić na lepszego rywala z kwalifikacji właśnie. A jeśli Hubi się z nim upora, to dalej czeka turniejowa „szóstka” w osobie Lorenzo Musettiego. I Włoch będzie wielkim faworytem takiego starcia.
Madryt ma więc raczej pokazać nam jedynie, jak będzie wyglądać komunikacja na linii Cervara-Hurkacz i czy uda się wypatrzyć jakieś elementy w grze Polaka, które Francuz z miejsca stara się delikatnie zmienić.
A także – czy nie będzie to współpraca… zbyt spokojna?
Hubert a energia. Czy nie będzie jej za mało?
Craig Boynton, wieloletni trener Hurkacza, zdawał się w pewnym momencie zbyt spokojny, nie był w stanie zaszczepić Polakowi tego potrzebnego niekiedy „ognia” na korcie. Potem Hubi zatrudnił Nicolasa Massu, który właśnie z ognia, walki do końca słynął, gdy sam był zawodnikiem, a później odnosił sukcesy jako trener Dominica Thiema. Ich wspólny okres był poszatkowany urazami, ale kiedy Polak akurat czuł się dobrze, to faktycznie – były mecze, gdy potrafił się nakręcić, pokazać, że bywa na korcie energetyczny.
Cervara do tej pory był znany raczej z tego, że to on jest tym spokojnym. Bo w duecie z Miedwiediewem być musiał, temperował nieco Rosjanina, który bywał na korcie wręcz szalony. Z Hubertem jest inaczej – u niego trzeba czasem nieco „dołożyć”. I pytanie brzmi: czy Gilles Cervara sobie z tym poradzi?
– Hubert na pewno bywa na korcie za mało energetyczny, było to widać szczególnie przy okazji tych siedmiu porażek z rzędu. Brakowało takiego pozytywnego pobudzenia, z każdym kolejnym meczem gasł. A gdy zatrudniał Massu, to patrzyłem na niego z nadzieją, że może Huberta pobudzić na korcie. I czasem tak było, ale zdarzało się też usłyszeć, że było tego za dużo, za dużo takiej presji z tym związanej i za dużo godzin spędzonych na korcie czy na treningach. Hubert był momentami wręcz przytłoczony tą energią Massu – mówi Michał Dembek.
Cervara raczej go nie przytłoczy… ale będzie musiał to wszystko jakoś wyśrodkować. Z jednej strony Hubertowi dać grać po swojemu, nastawiać się tak, jak lubi, a z drugiej – czasem jednak popchnąć go nieco do przodu, dołożyć wspomnianego ognia. Bo bez niego Hurkacz bywał na korcie naprawdę apatyczny i to często mu nie pomagało.
Choć prawda jest taka, że ostatecznie wszystko zależy od Polaka.
– Trener może w takich rzeczach pomóc, ale Hubert sam też musi w sobie czegoś takiego poszukać. Ostatni turniej, ten w Monte Carlo, pokazał, że jest tam gdzieś ta dobra energia. A Cervara? Na pewno nie będzie przechodził tego z Miedwiediewem, bo Hubert jest dużo bardziej kulturalny na korcie, mniej ekspresyjny. Może więc to trener będzie tu bardziej energetyczny, może stanie się właśnie taką osobą? – zastanawia się Dembek.
Co na pewno cieszy: Hubert nadal jest atrakcyjnym kąskiem. Można się było zastanawiać, czy znajdzie trenera z topu, a zrobił to, co wcale nie jest aż tak oczywiste, bo nie ma w tym tenisowym świecie aż tylu znanych nazwisk. Cervara też musiał uznać, że może coś z Polaka wydobyć, że ten nadal ma potencjał na odnoszenie sukcesów. I to mimo – powtórzmy – tej fatalnej serii z ostatnich miesięcy.
Jest więc nadzieja. I to kluczowe.
Gdzie dojdzie Hubert z Cervarą?
W tytuły wielkoszlemowe w wykonaniu Hurkacza raczej nie wierzą już nawet najwięksi optymiści. Ale czy możliwy jest powrót do TOP 10? Walka o te turnieje rangi ATP 1000, w których akurat nie wygrają Jannik Sinner i Carlos Alcaraz? A może po prostu dobre, solidne granie, z „wyskokami” w postaci finałów czy triumfów mniejszych imprez od czasu do czasu? Prawda jest taka, że trudno cokolwiek w tej chwili wyrokować.
Hurkacz ostatnie dwa lata miał bowiem poszatkowane urazami. Nawet po dłuższej rehabilitacji i powrocie w tym roku często trapiły go mniejsze lub większe dolegliwości. Ta seria siedmiu porażek to słaba gra, owszem, ale też mikrourazy brzucha, łokcia, były też problemy z mięśniem pośladkowym. To takie rzeczy, przez które nie wycofasz się z turnieju, ale które utrudnią ci grę i uniemożliwią złapanie regularności, a co za tym idzie – najlepszej dyspozycji.
Możliwe, że to też złożyło się na obraz Huberta po Australian Open. Czyli zawodnika, który słabo serwuje i ma wielkie problemy z forehandem.
Monte Carlo ten obraz zmieniło. Teraz ma zrobić to Madryt. A potem i kolejne turnieje. Gdzie jednak leży cel na ten sezon – nie wybiegajmy dalej w przyszłość – czego Hubert Hurkacz może od siebie oczekiwać?
– Po United Cup mówiłem, że to powrót do czołowej „20”. Teraz myślę, że zakręcenie się w „30” byłoby super. Jeśli utrzyma poziom z Monte Carlo, to jest to możliwe, realne. A to już miejsce dające rozstawienie w turniejach wielkoszlemowych. Gdyby nieco podniósł jeszcze poziom swojej gry, to i TOP 20 jest tak naprawdę realne. Ale musi być do tego również zdrowy – mówi Dembek. A oprócz tego, że zdrowy, to regularny – co częściowo z tego zdrowia wynika.
Wydaje się, że to zbyt optymistyczny scenariusz? Niby tak… ale nie do końca. Bo Hurkacz jest teraz 63. na świecie, ale w rankingu Race – tylko z tego sezonu – zajmuje lokatę wewnątrz najlepszej „50”. Do TOP 30 nie jest wcale tak daleko, choć wydaje się, że powinno być. A przecież Polak broni już naprawdę niewiele punktów, bo w zeszłym roku postawił na zabieg i kurację po nim już tuż przed Wimbledonem, podczas gdy rywale coś tam jednak do końca sezonu ponabijali.

Hubert Hurkacz do najlepszej „50” traci aktualnie 110 punktów. Fot. live-tennis.eu
Generalnie więc: czemu nie? Faktycznie, czemu nie próbować dobić nawet do TOP 20? Potrzebne do tego zdrowie, potrzebna poprawa serwisu, potrzebny ustabilizowany forehand. Może też nieco więcej odwagi w grze, trochę charakteru. Ale to wszystko jest do zrobienia, o ile ta współpraca z Gilles’em Cervarą wypali.
A zakładamy, że wypali. Bo dość było ostatnio pesymizmu wokół Huberta. Pora na nieco nadziei na to, że Polak jeszcze swoje w tourze udowodni.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix
Czytaj więcej o tenisie na Weszło:
- Wielki Jannik Sinner! Wygrał z Alcarazem i wraca na szczyt rankingu
- Ekspert: Nie widać, by Daria była w stanie wyciągnąć z tego Igę [ROZMOWA]
- Fissette zabrał głos na temat współpracy z Igą Świątek