Różnica między Antkiem Kowalskim a Markiem Williamsem w meczu I rundy polegała głównie na tym, że ten drugi lepiej wykorzystywał błędy rywala, ale i własne świetne zagrania. Polak z kolei często po genialnych wbiciach nie był w stanie kontynuować podejść. I to się zemściło, bo Kowalski, choć nie grał źle, to przegrał 4:10.
Antoni Kowalski gorszy od Marka Williamsa. Ale wstydu nie ma
Debiut Antoniego – a co za tym idzie: debiut Polski – w Crucible Theatre był taki, jak Antek chciał – z legendą, trzykrotnym mistrzem świata. Polak uznał, że jeśli już w Crucible jest, to chce zagrać z kimś, z kim zagrać warto. A zmierzyć się z Williamsem, to składowa jednego z marzeń polskiego zawodnika, więc naprawdę, ale to naprawdę się tym losowaniem ucieszył. Oczywiście, z góry było wiadomo, że będzie trudniej niż z wieloma innymi zawodnikami – to w końcu jeden z geniuszy snookera.
Ale marzyć? Marzyć nikt nie zabraniał.
Antek mówił, że jeśli zagra swoje, to może nawet wygrać. I po obejrzeniu tego meczu… trudno się nie zgodzić. Williams nie grał bowiem swojego najlepszego snookera – choć w drugiej sesji był skuteczniejszy, zaliczył kilka niezłych podejść – i zdarzały mu się spore niedokładności. Kowalski jednak często nie był w stanie ich wykorzystać, miał problem z budowaniem własnych podejść. W pierwszej sesji było jeszcze dobrze, dopiero końcówka mu nie wyszła i dziś wychodził do stołu z wynikiem 3:6.
Dzisiaj zaczął fajnie, od wygrania frejma, w którym obaj popełniali błędy. Wydawało się, że taka wykradziona w pewnym sensie partia może go nakręcić. Ale tak się nie stało, bo następnego frejma wygrał – też po krótkim „przerzucaniu się” – Williams. I to on dostał skrzydeł. Potem miał świetne podejście, a potem dwa kolejne frejmy, w których Antek miał swoje szanse, mógł z nich skorzystać, ale nigdy mu się nie udało. I ostatecznie przegrał 4:10.
Mark Williams 8️⃣-4️⃣ Antoni Kowalski
The Welshman in control and closing in on victory 🤏
📺 Watch live! ➡️ https://t.co/IcMvxu06Wr pic.twitter.com/WZclPETU9f
— Live Snooker (@Livesnooker) April 19, 2026
Czy jednak ten wynik oddaje, jaki to był mecz?
Nie, zdecydowanie nie.
Kowalski zaliczył sporo świetnych wbić, znakomicie grał z dystansu. Zawodziło go prowadzenie białej bili, pozycjonowanie do kolejnych uderzeń. Były też momenty, gdy po prostu źle wybierał to, co w danym momencie należy zrobić – widać to było zwłaszcza w ostatnim frejmie, gdy w niezrozumiały sposób próbował ustawić białą pod koniec partii. Williams przejął wtedy inicjatywę, wyrównał stan rywalizacji punktowej i choć nie trafił różowej, to ostatecznie wbił trudną czarną i wygrał mecz.
Generalnie więc: Antek Kowalski ma swoje do nadrobienia. Ale to turniej, który powinien mu pokazać i jego mocne strony, i te słabe. Powinien też dać mu niesamowicie wiele motywacji na kolejne miesiące. I oby poszły za tym lepsze wyniki, niż w tym sezonie. Bo ten był – sam Antek to tak ujmował – tragiczny, aż do mistrzostw. W nich Kowalski napisał historię, tego nikt mu już nie zabierze. I sam powiedział, że chciałby za rok znów wystąpić w Crucible.
Oby tak się właśnie stało.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o snookerze na Weszło:
- Koniec MŚ dla Michała Szubarczyka
- O’Sullivan pobił rekord. Najwyższy break w historii
- 50 lat Rakiety. Sceny z życia i kariery Ronniego O’Sullivana